Ponad 117 mld zł wyniosła wartość produkcji budowlano-montażowej w 2021 r. Dostawcy i wykonawcy z branży budowlanej prognozują, że za te same pieniądze, które w ubiegłym roku wydaliśmy na obiekty budowlane czy infrastrukturalne, w najbliższych latach zbudujemy nawet 40 proc. mniej takich obiektów. Chyba że inwestorzy dosypią pieniędzy, zwiększając kosztorysy nowych inwestycji i waloryzując bieżące.
- Wzrost cen rur, kosztów pracy, transportu itp. jest tak duży, że za kwoty, które wydaliśmy w ubiegłym roku na budowę gazociągów, teraz bylibyśmy w stanie wykonać ok. 60 proc. sieci. W bliskiej przyszłości, obserwując dane pokazujące wartość inwestycji, będziemy widzieć stabilizację czy nawet wzrost, ale realny obraz rynku zobaczymy dopiero wtedy, kiedy ocenimy wykonanie rzeczowe inwestycji – mówi Henryk Orczykowski, prezes Stalprofilu.

Na kolei wskaźniki kosztowe wyższe niż na drogach
Jakub Chojnacki, wiceprezes grupy PORR, przypomina, że na rynku gazociągów zazwyczaj inwestorzy sami kupują rury, więc to oni mocniej odczują wzrost cen niż firmy budowlane. Wykonawcy natomiast mierzą się z falą podwyżek np. na drogach czy kolei.
- W inwestycjach drogowych wzrost cen stali zbrojeniowej, paliwa, asfaltu oraz aluminium spowodował, że budowanie jest droższe o ok. 20 proc. W kontraktach kolejowych wzrost cen szyn, podkładów, aluminium i paliwa spowodował wzrost kosztów na poziomie 30 proc. – szacuje Jakub Chojnacki.
Zaznacza jednak, że w niektórych przypadkach wskaźniki mogą wahać o 10 proc. w górę lub w dół, w zależności od tego, ile np. na odcinku budowanej drogi jest mostów, tuneli, wiaduktów itp. albo jaka jest liczba obiektów inżynieryjnych czy rozjazdów na modernizowanej linii kolejowej.
Długoterminowe skutki podwyżek
Podobne wskaźniki podają także inni przedsiębiorcy.
- W tym roku firmy realizują kontrakty podpisane w latach ubiegłych, po aktualnych wówczas cenach i kosztach. Wyzwaniem jest obecnie drastyczny wzrost kosztów, przekraczający w niektórych przypadkach 100 proc. w odniesieniu do czasu, kiedy składano oferty. Skoro koszty wzrosły tak drastycznie, muszą się przełożyć na wzrost cen w przetargach, czyli na cenę np. kilometra toru czy metra sześciennego betonu, co prowadzi do wniosku, że za te same pieniądze, które wydawaliśmy dotychczas, będzie można zbudować statystycznie 30-40 proc. mniej – szacuje Maciej Olek, dyrektor Budownictwa Kolejowego w grupie Budimex.
Zaznacza jednak, że na rynku kolejowym nie zostały rozstrzygnięte ostatnio żadne duże przetargi, więc trudno prognozować, co się wydarzy. Spora część wykonawców z powodu luki przetargowej ma portfele zamówień o dość niskiej wartości. Chcąc je odbudować, będą obniżać ceny ofert.
Cezary Łysenko, dyrektor budownictwa infrastrukturalnego w Budimeksie, zaznacza, że w niektórych przypadkach zamawiający już zaktualizowali kosztorysy, by planowaną liczbę kilometrów dróg zbudować po realnych cenach.
- W ostatnich postępowaniach widzimy, że oferty są bardzo bliskie zaktualizowanym kalkulacjom inwestorskim. Natomiast w postępowaniach, których budżety nie zostały zaktualizowane przez zamawiających, oferty przekraczają je o 10-40 proc. w zależności od skomplikowania i udziału materiałów, których ceny wzrosły najbardziej, tj. stali, asfaltu i tworzyw sztucznych. W 2022 r. wykonawcy realizują zlecenia pozyskane w latach 2020 i 2021, za ceny określone jeszcze przed drastycznym wzrostem kosztów materiałowych. Poziom waloryzacji tych kontraktów nie pokrywa wzrostu kosztów. Zatem fizycznie w 2022 r. realizujemy budowy w cenie sprzedażowej praktycznie takiej samej jak rok wcześniej, ale ponosząc zdecydowanie większe koszty. O budowie mniejszej liczby dróg za tę samą cenę inwestorzy będą mogli mówić po rozstrzygnięciu postępowań przetargowych, których faktyczna realizacja przypadnie na lata 2023-25 – szacuje Cezary Łysenko.
Rekordowe ceny materiałów, paliw, energii oraz rosnące stopy procentowe i presja płacowa wpływają na pogorszenie sytuacji finansowej firm budowlanych i wywołują presję na harmonogramy i budżety inwestorów publicznych i prywatnych. W rezultacie w segmencie prywatnym dojdzie do spadku nowych inwestycji, bo realizacja wielu projektów mieszkaniowych czy biurowych przestanie mieć ekonomiczne uzasadnienie. W segmencie publicznym zawrotne koszty wykonawstwa przyczynią się do ograniczenia ambitnych planów inwestycyjnych na drogach, kolei i w energetyce, bo w ramach zaplanowanych budżetów uda się po prostu wybudować mniej. Osłabienie popytu na usługi budowlane powinno utrzymywać się w latach 2022-23. Można przypuszczać, że zakończy się to spadkiem marży dużych firm, dojdzie do wzrostu upadłości mniejszych podmiotów. W końcu jednak ceny materiałów spadną i cykl w polskim budownictwie rozpocznie się od nowa wraz z przyspieszeniem kolejnych inwestycji współfinansowanych z wyczekiwanego Krajowego Planu Odbudowy oraz innych funduszy unijnych na inwestycje planowane do 2027.
