Presja na symboliczną, bo wynoszącą 10-15 pkt baz podwyżkę stóp procentowych w niedługim czasie będzie narastać, a decydenci będą zmuszeni do niemałej pracy, aby przekonać rynki do swoich gołębich racji. W pewnym sensie formą zacieśnienia polityki jest umocnienie lokalnej waluty - i faktycznie złoty zyskał w ciągu ostatnich dwóch miesięcy ponad 20 groszy wobec euro. Tyle że taki argument to za mało, skoro Węgrzy mimo silnego forinta najprawdopodobniej podniosą w czerwcu stopy procentowe, które i tak są nominalnie wyższe, niż w Polsce.
Na pewno wiele będzie się działo 9 i 11 czerwca. Pierwsza data to planowe posiedzenie RPP, a dwa dni później opublikowany zostanie zapis z wideokonferencji prezesa Adama Glapińskiego. Czy decydenci ulegną presji? Nie. Czy doprowadzi to do osłabienia złotego? Niewykluczone, gdyż Polska może zacząć być wskazywana jako ten kraj, którego bank centralny prowadzi nazbyt ryzykowną politykę tolerując rekordowo ujemne, realne stopy procentowe. Ale może o to w tym chodzi?
W najbliższych dniach uwaga skupi się na danych, ale z USA. Oczekiwania na silny odczyt z rynku pracy w najbliższy piątek, oraz zaplanowane na przyszły tydzień odczyty inflacji CPI mogą podbijać kurs dolara. Tym samym niezależnie od dywagacji wokół tego, co zrobi RPP, przestrzeń do dalszej aprecjacji złotego może być ograniczona.