Integracja z Unią będzie dla przemysłu lekkiego nielekka

Janusz Kaczurba
opublikowano: 2000-02-16 00:00

Janusz Kaczurba: Integracja z Unią będzie dla przemysłu lekkiego nielekka

MAŁA KONKURENCYJNOŚĆ: Różnice między UE a nami w średniej wydajności przemysłu lekkiego są relatywnie większe niż korzystne dla Polski proporcje w nominalnych kosztach pracy — zauważa Janusz Kaczurba. fot. Borys Skrzyński

W integracji struktur produkcyjnych Polski i Unii Europejskiej jednym z najtrudniejszych obszarów będzie zapewne przemysł lekki. Taka ocena wynika z szeregu przesłanek, składających się na jego specyfikę. Pierwszą jest sam rozmiar tego działu polskiej gospodarki. Kolejna dotyczy koncentracji regionalnej i silnej dominacji tego sektora w ramach lokalnych rynków pracy. Trzeci i najważniejszy element to jego niewystarczający potencjał konkurencyjny.

Z PUNKTU WIDZENIA formalnych reguł dopuszczenia polskiego przemysłu lekkiego do rynku UE i do swobodnego przepływu towarów — nie występują istotniejsze problemy. Legislacja wspólnotowa w tej dziedzinie jest skromna i mało uciążliwa. Trudniejsze i na pewno bardziej kosztowne będzie dostosowanie tego sektora do unijnych standardów ochrony środowiska.

MOŻNA zaryzykować twierdzenie, iż droga naszej wytwórczości będzie w dużym stopniu powtórzeniem procesu restrukturyzacji, którego doświadczyły wszystkie kraje członkowskie UE. Politykę wobec przemysłu unijnego oparto na trzech kardynalnych zasadach: stopniowym ograniczaniu subsydiów, ograniczaniu pomocy sektorowej na rzecz bardziej neutralnych kryteriów wsparcia regionalnego oraz kontrolowanym, lecz znacznym otwarciu na konkurencję zewnętrzną.

JAKIE SĄ słabe strony polskiego przemysłu lekkiego? Przede wszystkim niedobrze kształtują się relacje w wydajności, którą mierzy się nie ilością potu pracowników, lecz dochodem uzyskanym z jednostki ostatecznego produktu firmy. Różnice między UE a nami w wartości wyrobu finalnego są relatywnie większe niż korzystne dla Polski proporcje w nominalnych kosztach pracy. Wynika z tego, że nasza względna taniość robocizny przestaje odgrywać tradycyjną rolę czynnika konkurencyjności całego sektora.

DOSTOSOWANIE przemysłu lekkiego do integracji z Unią jest dla Polski sprawą niezwykłej pilności. Podstawowym założeniem powinno być formułowanie ocen i wniosków pod kątem tych wytwórców, którzy mają szanse na osiągnięcie w okresie kilku lat poziomu konkurencyjności, właściwej rynkowi unijnemu. Nie będzie to proste, zważywszy na pewien konserwatyzm środowiska tego przemysłu, obciążonego przyzwyczajeniami do rozbudowanych protekcyjnych funkcji państwa.

KOLEJNYM elementem jest uporanie się z rażącymi i wysoce szkodliwymi dla krajowych producentów naruszeniami warunków konkurencji na rynku wewnętrznym w postaci przemytu, oszukańczego zaniżania wartości celnej w imporcie oraz patologii „szmateksu”. W tej ostatniej sprawie powoływanie się władz na rzekomo niepokonywalne bariery formalne wobec ograniczania zalewu rynku oparto na zawężonej interpretacji przysługujących Polsce środków ochronnych.

SAMO środowisko przemysłu lekkiego powinno natomiast określić granice racjonalności jego interesów. Nie mieszczą się w nich na przykład postulaty subsydiowania kosztów operacyjnych przemysłu czy zbytu za granicą albo przywracania restrykcji handlowych. Mieści się natomiast dokończenie prywatyzacji, oczekiwanie od rządu silniejszej promocji eksportu, wsparcie państwa dla prac badawczo-rozwojowych, współfinansowanie inwestycji ekologicznych i infrastrukturalnych, wreszcie popularyzacja dobrych praktyk produkcyjnych i menedżerskich.