Zysków nie ma, GPW idzie w odstawkę, spada liczba pasażerów. Cała nadzieja w EBOR
Spółka przyjedzie na giełdę z rocznym opóźnieniem. Może się ono zwiększyć. Skąd weźmie pieniądze na inwestycje?
Choć PKP Intercity (PKP IC) wciąż oficjalnie przy- gotowują się do giełdowego debiutu, wiadomo, że w tym roku spółka na parkiet nie wjedzie. Ustalony dwa lata temu rozkład jazdy zakładał debiut w połowie 2008 r. Plany muszą iść w odstawkę. Oficjalny powód — oczywiście dekoniunktura. Jednak nawet gdyby sytuacja na giełdzie była lepsza, to i tak IPO stałoby pod dużym znakiem zapytania.
IPO na nowo
Po przejęciu pociągów pośpiesznych, wydzielonych z PKP Przewozy Regionalne, PKP IC są zupełnie inną firmą niż kilka miesięcy temu: zatrudniają trzy razy więcej osób, mają znacznie więcej taboru, znacznie gorszej jakości. Poza tym, o ile w listopadzie 2008 r. PKP IC miały około 40 mln zł zysku brutto, to na koniec roku — jak wynika z wyliczeń ZDG TOR — 18 mln zł straty.
Zyski przepadły, bo spółka musiała zrobić odpisy na kredyty denominowane w euro zaciągnięte w 2006 r. oraz na nagrody jubileuszowe dla pracowników przejętych wraz z pociągami międzywojewódzkimi (5 tys. osób). Z naszych informacji wynika, że trochę z wyniku uszczknęły też PKP Cargo, z którymi spółka przez kilka miesięcy spierała się o wysokość zapłaty za wynajem lokomotyw i maszynistów w 2008 r. Przewoźnik towarowy żądał znacznie wyższej stawki, niż proponowały PKP IC. Ostatecznie postawił na swoim.
— Nie mogę komentować wyników, ponieważ nie zostały one jeszcze zaudytowane — mówi Krzysztof Celiński, prezes PKP IC.
Wynik na działalności operacyjnej był dodatni. Spółka zakłada, że ten rok też zakończy na plusie, i to mimo spadku przewozów.
— Liczba pasażerów zmniejsza się od połowy ubiegłego roku. Jest to spadek rzędu 7 proc. Spodziewamy się, że tak będzie w całym roku — mówi Krzysztof Celiński.
Z pewnością dekoniunktura i kryzys gospodarczy sprawią, że kolej będzie miała mniej klientów niż w czasach prosperity. Z drugiej strony, przewoźnik liczy na lepszą sprzedaż latem, gdyż ze względu na słabego złotego oraz coraz wyraźniejsze tendencje do ograniczania wydatków więcej Polaków zdecyduje się na wczasy pod gruszą, na które pojadą pociągiem.
Prawdopodobnie na wakacje ruszymy już nowymi wagonami. To pierwszy od wielu lat fabrycznie nowy tabor, jaki trafi do spółki. Nie ma tego dużo.
— W tym roku odbierzemy 17 nowych wagonów z Zakładów Cegielskiego — zapowiada prezes PKP IC.
Jak nie giełda, to EBOR
Z nowych zakupów przewoźnik odbierze kolejne 2 lokomotywy z całej partii liczącej 10 sztuk, które na tory mają wjechać do końca 2011 r. Powoli finalizowany jest przetarg na zakup szybkich składów zespolonych. Krzysztof Celiński uważa, że zwycięzca może zostać wyłoniony do lipca.
Z czego przewoźnik chce sfinansować zakup, skoro 400 mln zł z potrzebnych 2 mld zł miała zapewnić giełda?
— W wielu krajach rządy udzielają gwarancji eksportowych dla rodzimych producentów. Z rozmów przeprowadzonych z instytucjami finansowymi wygląda na to, że ten mechanizm moglibyśmy wykorzystać jako zabezpieczenie dla kredytów komercyjnych — wyjaśnia szef PKP IC.
Przewoźnik wciąż bardzo liczy na Brukselę i unijne finansowanie z PO Infrastruktura i Środowisko. Tyle że teraz chciałby dostać z niego pieniądze nie tylko na szybkie składy, ale też na modernizację 400 mocno zużytych wagonów w pociągach pospiesznych oraz na kupno nowego taboru dla kilkunastu składów międzywojewódzkich (prawdopodobnie będą to wagony piętrowe), które mają obsługiwać te połączenia w przyszłości.
Spółka szuka też trwalszych źródeł finansowania, które chociaż w pewnym stopniu zrównoważyłyby brak wpływów z prywatyzacji przez giełdę.
— Taką rolę mógłby odegrać np. EBOR, który przy rozmaitych projektach prywatyzacyjnych zapewniał firmom wsparcie. Sądzę, że PKP IC też mogłyby z niego skorzystać. Zaproszenia dla banku nie traktujemy jako alternatywy dla giełdy, raczej poprzedziłoby ono wejście na giełdę — mówi prezes PKP IC.
2
mld zł Tyle potrzebują PKP IC na zakup nowego taboru. 400 mln zł miała zapewnić giełda.
Eugeniusz
Twaróg