Nowe prawo o ochronie środowiska, obowiązujące od 1 października 2001 r. , stwarza liczne ograniczenia dla potencjalnych inwestorów.
Przedsiębiorca, który zamierza rozpocząć działalność zgodnie z nowym prawem o ochronie środowiska, ma m.in. obowiązek dokonać czynności zabezpieczających przed negatywnym jej oddziaływaniem na otoczenie. Zobligowany jest również przywrócić do stanu poprzedniego tereny zniszczone np. podczas budowy.
W nowych przepisach określono też wymagania dotyczące przedsiębiorstw zwiększonego i dużego ryzyka, czyli takich, w których może dojść do awarii przemysłowej. Zgodnie z nimi, firmy takie są zobowiązane do sporządzania raportów oddziaływania na środowisko.
— Poza tym wprowadzono zakaz lokalizowania tego typu zakładów na terenie miast i w granicach gęstej zabudowy — mówi Stanisław Wajda, radca prawny z CMS Cameron McKenna.
Inwestor, występując o decyzję w sprawie: pozwolenia na budowę, warunków zabudowy czy zagospodarowania terenu, może zostać poproszony o zrobienie raportu na temat oddziaływania przedsięwzięcia na środowisko.
— Niestety dotychczas nie ustalono, kiedy raporty będą sporządzane z mocy prawa, a kiedy w drodze postanowienia. Obecnie z mocy prawa są one wykonywane w przypadku inwestycji zagrażających środowisku i zdrowiu ludzi, np. huty. Natomiast w stosunku do przedsięwzięć, które mogą pogorszyć stan środowiska np. budowa centrum handlowo-usługowego, raport będzie konieczny tylko wtedy, gdy uzna tak właściwy organ administracyjny. Inny problem stanowi przyznanie urzędnikom dużej swobody decyzyjnej, dzięki której będą mogli dowolnie zlecać wykonanie raportu — mówi Konrad Marciniuk, radca prawny z kancelarii Miller, Canfield, Paddock and Stone.
Obowiązek sporządzania raportów stanowi poważne obciążenie finansowe dla przyszłych inwestorów. Ich przygotowanie wymaga bowiem nie tylko znajomości działalności firmy, ale również cech technicznych inwestycji i jej wpływu na ekosystemy. Dlatego w wielu przypadkach nie obejdzie się bez pomocy specjalistów, co oczywiście zwiększy koszty.
Dodatkowo przepisy nakładają na przedsiębiorców obowiązek stosowania najlepszych dostępnych technik przyjaznych dla środowiska, co podraża planowaną inwestycję.
Nabywając grunt pod inwestycję, warto zwrócić uwagę na to, czy nie jest on zanieczyszczony. Jeśli inwestor zaniedba ten element procesu, może zostać narażony na dodatkowe nieprzyjemności.
Nowe przepisy jednoznacznie wskazują, że za zanieczyszczenia odpowiada władający terenem, a nie ten, który go zanieczyścił.
— Inwestorzy, którzy stali się posiadaczami takich gruntów, mogą uchronić się od obowiązku rekultywacji, jeżeli do 30 czerwca 2004 r. zgłoszą fakt nabycia już zanieczyszczonego terenu do starosty. Z kolei właściciele gruntów, u których do zanieczyszczenia doszło za ich kadencji, będą uniknąć odpowiedzialności, jeżeli wskażą winnego — zapewnia Konrad Marciniuk.
Ten przepis oznacza poprawę koniunktury dla firm zajmujących się rekultywacją. Jednak, jak dodaje Błażej Koczetkow z kancelarii Miller, Canfield, Paddock and Stone brakuje przepisów wykonawczych określających standardy, do których będzie trzeba przywracać środowisko. Zatem obowiązek odtworzenia jest na razie straszakiem dla właścicieli gruntów.
— Inwestorzy muszą być świadomi, że mogą liczyć się z obowiązkiem kompensacji przyrodniczej. Oznacza to konieczność odtworzenia środowiska z powodu jego naruszenia na skutek dokonywanej inwestycji — mówi Stanisław Wajda.
W ramach nowego prawa ma zostać stworzona „Lista Natura 2000”. Znajdzie się w niej 200-300 terenów, stanowiących obszary ochrony przyrodniczej. Również nowe przepisy prawa wodnego zakładają wyodrębnienie chronionych zasobów wodnych. Katalog jest szeroki, dlatego przed rozpoczęciem inwestycji warto sprawdzić, czy dany teren nie należy do obszaru chronionego.
Utrudnione zostało również podejmowanie działalności na obszarach, w których przekroczono dopuszczalne normy zanieczyszczenia powietrza. Należy do nich m.in. cały obszar Śląska.
— Zainteresowany inwestor musi przejść postępowanie kompensacyjne. Do wniosku o uzyskanie pozwolenia na emisje musi dołączyć zgodę od funkcjonujących na tym terenie zakładów na redukcję odprowadzanych zanieczyszczeń — mówi Stanisław Wajda.
Przedsiębiorcy, którzy się na to zgodzą, nie będą mogli w przyszłości domagać się odszkodowania za ograniczenie swojego pozwolenia na emisję. Oznacza to, że wszelkie rozliczenia z tego tytułu będą odbywały się między zainteresowanymi.
Nowe przepisy zakładają do końca 2005 r. likwidację stref ochronnych przemysłowych. Jeżeli po tym czasie emisja szkodliwych substancji do środowiska nadal będzie przekraczała normy, ich działalność zostanie wstrzymana. Nie wiadomo tylko, czy przepis nie okaże się martwy. Trudno sobie bowiem wyobrazić zamknięcie Petrochemii Płock, która ma poważny problem z ograniczeniem hałasu.