Inwestorzy czekają na cięcie stóp w Europie

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2003-06-03 00:00

Gdybym był inwestorem amerykańskim i posiadał akcje, to od początku wczorajszej sesji myślałbym o tym, kiedy je sprzedać i otworzyć krótkie pozycje. Ale w hossie kończącej się w 2000 r. też wysiadłem z pociągu przed napisem „koniec”. Kłujący w oczy, krańcowy brak logiki w zachowaniu rynku nie pozwolił mi tam dojechać. Taka sytuacja krańcowego braku logiki występuje i teraz. Nadmuchiwanie balonu jednak trochę trwa i nie wiadomo, kiedy się zakończy, chociaż prawdopodobne jest, że stało się to wczoraj.

Uważam, że dane makro były słabe. Wydatki na konstrukcje budowlane w kwietniu spadły. Indeks ISM określający aktywność części produkcyjnej gospodarki wzrósł, ale pozostał poniżej poziomu 50 pkt. Ten sektor gospodarki nadal się kurczy. Nie jest to logiczny powód do kupna akcji po obecnych cenach. Rynkowi pomagało przechodzenie z obligacji w akcje oraz to, że na początku miesiąca fundusze dostają świeże pieniądze. Jednak w ostatniej godzinie sesji przeważyła chęć realizacji zysków, co w okolicach linii szyi 5-letniej formacji RGR nie jest niczym dziwnym.

W Eurolandzie indeksy rosły nawet po danych makro z Francji, Niemiec i całej strefy euro opisujących aktywność części produkcyjnej gospodarki (PMI). A te były złe. Wzrost indeksów był jedynie grą pod cięcie stóp. Wydaje się nieprawdopodobne, żeby ECB w tej sytuacji ich nie obniżył. Końcówka sesji była znakomita dzięki zachowaniu rynków amerykańskich. Indeksy dotarły do szczytów z początku maja i teraz przed rynkami stoi decyzja: podwójny szczyt czy wypełnienie odwróconej RGR? Nie ma żadnych przesłanek fundamentalnych dla wzrostów indeksów i już dzisiaj można oczekiwać korekty.

Dzisiaj z Eurolandu dostaniemy raporty, które w bardzo niewielkim stopniu wpłyną na giełdy akcji. O 8.45 będzie to indeks zaufania konsumentów francuskich (prognoza: minus 26,2 pkt.). O 12.00 dowiemy się, jakie było bezrobocie w strefie euro w kwietniu (8,7 proc.) i inflacja w cenach producentów (prognoza minus 0,5 proc.).

W piątek na GPW wzrosty indeksów zostały wypracowane w złym stylu. Sektor TMT zachowywał się słabo. Spółki rosnące na reszcie rynku wypracowywały mało istotne zwyżki, a cała moc indeksów pochodziła tylko z BPH PBK i BZ WBK. WIG20 wzrósł o 1 proc., ale z tego 0,79 proc. było wynikiem wzrostu kursów tych dwóch banków. Tak naprawdę wzrostu nie było, a rynek był bardzo niepewny i wcale nie zachęcał do kupna akcji. Poza tym na WIG pozostał 1 proc. do oporu, wynikającego z okna bessy z czerwca ubiegłego roku, co też nie zachęca do kupna. Wczoraj sytuacja była podobna tyle, że większość liderów osłabła, a indeksy osunęły się.

Odrębnym rynkiem była TP SA. „Gazeta Wyborcza” poinformowała, że trwają prace nad sprzedażą akcji przez Kompanię Węglową. Byłyby to transakcje pakietowe, a kurs ma wynieść 13,10 zł. plus minus 10 groszy. Kurs spadał, ale jeśli dobre nastroje na świecie utrzymają się, to po transakcji akcje powinny ruszyć do góry. Z rynku zniknie zagrożenie tanią podażą. Ale do momentu transakcji trudno liczyć na większe wzrosty.

Zarządzający funduszami zdają sobie sprawę, w jakim trudnym miejscu utknęły indeksy zarówno na świecie jak i u nas. Zdają sobie również sprawę, że maj się skończył („w maju sprzedaj i uciekaj”). Nie są jednak pewni, czy doskonałe nastroje w Stanach Zjednoczonych zwyżki nie przedłużą. Wybierają najbardziej rozsądne rozwiązanie i czekają — mimo że jest pokusa, aby rynek jeszcze pogonić do góry przed referendum, po którym zaostrzy się sytuacja polityczna. Jedno jest pewne: bez poważnego zaangażowania kapitału i zwiększenie szerokości rynku nie uda się ruszyć wyżej. Jeśli sądzić po wczorajszym zachowaniu rynku amerykańskiego i dodać naszą słabość, to dzisiaj należy oczekiwać spadku indeksów. Dla byków najważniejsze jest, żeby WIG nie spadł poniżej 15.100 pkt., bo jeśli zamknięcie wypadnie poniżej, to korekta przedłuży się.