Inwestorzy nerwowo wypatrują wzrostów w końcówce roku

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2001-12-17 00:00

Spekulacyjny wzrost, na świecie i u nas, już się zakończył. Teraz zacznie się rysować spadkowe zbocze dużych formacji RGR, ale agonia może jeszcze dać wzrostowe konwulsje w końcówce roku.

Z Ameryki

To był tydzień bardzo nieprzyjemny dla byków. Wystarczy powiedzieć, ze tygodniowy spadek na NASDAQ i S&P 500 był największy od momentu początku wzrostów w końcu września. Przyczyn było sporo, ale przede wszystkim inwestorzy zaczęli patrzeć na fundamenty, których pod tym wzrostem po prostu nie było. Bo jaka może być fundamentalna przyczyna wzrostu np. Cisco (około 80% od wrześniowego dołka do ostatniego szczytu), którego prognozy zysku w 2002 roku każą spodziewać się C/Z bliskiego 90?

We wtorek niespodzianki nie było. Fed obniżył stopy o 25 pkt. ale komunikat po decyzji był wyjątkowo zwięzły i niezbyt jasny. Generalnie Fed obawia się dalszego słabnięcia gospodarki i, jak można wywnioskować, nadal jest gotów ciąć stopy. Teraz są już zdecydowanie niższe od inflacji i najniższe od 40 lat, a USA wyraźnie kroczy drogą Japonii – gorzej, jeśli skutki będą takie same. W Japonii recesja trwa od dawna mimo praktycznie zerowych stóp procentowych, a ostatni raport o zaufaniu biznesu (tankan) dał odczyt najniższy od 3 lat – widać, że długo jeszcze ożywienia nie będzie. Wydaje się jednak prawie pewne, że mimo wzmianek o gotowości do dalszej pomocy gospodarce, cykl obniżek się zakończył. Dane o inflacji podane w tym miesiącu pokazują, że co prawda dramatu nie ma, ale jest zdecydowany wzrost. Rosły zarówno ceny u producentów jak i inflacja bazowa. Ta ostatnia zanotowała największy miesięczny skok od 5 lat.

Prawdę mówiąc nic dziwnego – z ożywieniem musi iść wzrost inflacji. To ożywienie mogą potwierdzać dane o dużym spadku zapasów u amerykańskich producentów. Nie jestem jednak przekonany czy to nie jest jedynie skutek wypychania towarów po superpromocyjnych cenach, co wcale nie musi spowodować zwiększenia produkcji i konsumpcji. Produkcja spadła dużo mniej niż oczekiwano, ale jednak spadła. Podobni sytuacja wygląda z wykorzystaniem potencjału produkcyjnego. Fatalne informacje przyniósł raport o sprzedaży detalicznej – dane były dużo gorsze od oczekiwań (podobno największy miesięczny spadek od momentu rozpoczęcia pomiarów w 1992 roku). Nie wygląda na to, żeby amerykański konsument palił się do zakupów i miał wyciągnąć gospodarkę z recesji, a wydatki konsumentów stanowią dwie trzecie aktywności całej gospodarki w USA.

W tym tygodniu rynek otrzyma raporty, które mogą wpłynąć na notowania. We wtorek istotne będą dane o pozwoleniach na budowę domu i o ilości rozpoczętych budów. W USA jest dosyć ciepło i to powinno poprawić te raporty. Gdyby jednak były złe to ich działanie na rynek byłoby przez to wzmocnione. Środowy bilans handlu zagranicznego będzie miał wpływ ze względu na strukturę. Duże spadki importu i eksportu pogorszyłyby koniunkturę giełdową. Piątkowe dane o wydatkach i przychodach Amerykanów w listopadzie będą dokładnie oglądane przez rynek – optymistycznym sygnałem byłby wzrost wydatków. Również w piątek zostanie podany ostateczny PKB w III kwartale – tu niespodzianki nie należy oczekiwać. Za to bardzo ciekawa będzie kolejna weryfikacja grudniowego indeksu nastroju Uniwersytetu Michigan. Tu może być niemiła niespodzianka, która ruszy rynkiem – zaczęły się spadki indeksów, rośnie bezrobocie... Chyba tylko okres przedświąteczny może nastrój konsumentów nieco poprawić.

Analiza techniczna nie nastraja pozytywnie do rynku. Na wykresie DJIA widać, że w dalszym ciągu istnieje możliwość powstania jeszcze jednej fali. Najbardziej eleganckim rozwiązaniem byłoby podejście DJIA jeszcze raz w okolica 10.000 pkt., zawrócenie i pokonanie 9700 pkt. – klasyczna formacja RGR kończąca wzrosty. Zdecydowanym sygnałem ostrzegawczym jest przełamanie trzymiesięcznej linii trendu wzrostowego – co zresztą widać na wszystkich 3 indeksach. Wykres S&P 500 również ostrzega, że załamanie jest blisko. Indeks odbił się od linii trendu spadkowego i nadal rysuje czteroletnią formację RGR. Widać, że wsparcie na 1128 zamieniło się w opór, a sam wygląd wykresu nieprzyjemnie przypomina formację podwójnego szczytu. NASDAQ również przełamał linie trendu wzrostowego i zamknął okno hossy. Teraz linia trendu (okolice 2000 pkt.) jest oporem.

W amerykańskich komentarzach widać, że wszyscy usiłują się nawzajem przekonać, że ożywienie w przyszłym roku z całą pewnością będzie i to dosyć szybko, ale ja mam wrażenie, że powoli tracą w to wiarę. A jak w końcu grudnia zacznie się gorączka ostrzeżeń, którymi spółki będą starały się wyprzedzić kwartalne wyniki, to w ogóle z wiarą może być bardzo źle – było to już widać w minionym tygodniu. Końcówka roku i początek następnego mają jednak swoje prawa, więc nie oczekiwałbym, że nastąpią olbrzymie spadki. Sytuacja techniczna jest zła, ale napędzane wpłatami do funduszy rajdy nie kończą się tak łatwo. W USA można oczekiwać zarówno podjęcia próby windows dressing na koniec roku jak i próby wywołania efektu stycznia.

Z Polski

Tym razem nasz rynek skorelował się z giełdami europejskimi i spadł podobnie jak one. Spadek był nieco większy „dzięki” 50% przeceny Elektrimu, która około 2% indeksowi niewątpliwie ujęła. Na szczęście udział Elektrimu w WIG20 systematycznie maleje, a Netii jest prawie żaden. Dwie spółki w WIG-20 zagrożone bankructwem... Można sobie wyobrazić, co działoby się na giełdach amerykańskich, gdyby 3 spółki z indeksu DJIA były w takiej sytuacji.

Nasz były blue chip, zgodnie z tradycją, długo nie podawał komunikatu o swojej sytuacji i próbach jej załatwienia. W nocy z piątku na sobotę obligatariusze dowiedzieli się definitywnie, że pieniędzy w terminie nie dostaną. Teraz wszystko zależy właśnie od nich i ich strategii, bo Elektrim chce im zaproponować zmianę terminu wykupu. Co prawda są wyliczenia mówiące o wartości akcji spółki ponad 16 zł., ale czy wiemy o wszystkich zobowiązaniach Elektrimu? Jedno jest pewne: nawet, jeśli spółka nie upadnie to albo wydarzy się to w ciągu 12 miesięcy, a jeśli się uratuje to spadnie do drugiej ligi. Teraz to już kwestia spekulacji i wielkiej gry dużych inwestorów o tanie przejęcie aktywów upadłego giganta.

Na domiar złego agencja ratingowa Moody's obniżyła prognozę ratingu dla TPSA. Nic dziwnego – spółkę czekają ciężkie czasy, a restrukturyzacja będzie ją drogo kosztowała. Poza tym załoga już grozi strajkiem. To jednak nie wszystko. KGHM również spadała ze względu na obniżające się ceny miedzi, wzmacniającego się złotego i niezbyt wielki zachwyt inwestorów zmianami w zarządzie. W tej sytuacji tylko dzięki względnie dobrej postawie PKN, Pekao, PBK i Prokomu możemy zawdzięczać, że indeksy nie są już dużo niżej.

W tym tygodniu rynek otrzyma informacje o PKB za III kwartał, inflacji i dynamice produkcji przemysłowej za listopad. Będzie również posiedzenie RPP. Nie oczekiwałby wielkich reakcji na dane makro. Wszyscy zakładają, że PKB i dynamika produkcji będą wyglądały fatalnie, a inflacja znakomicie i tak zapewne będzie. Dużo lepsze dane mogłyby wlać trochę optymizmu w serca inwestorów, ale nie za dużo – wiadomo, że pierwszy kwartał 2002 będzie bardzo zły i nie ma przed tym ucieczki. RPP, bez względu na dane makro, i tak w grudniu stóp nie obniży. Nie oczekiwałbym jednak natychmiast awantury miedzy Radą a rządem i sejmem. Wypowiedzi wicepremiera M.Belki wyraźnie lokują możliwe rozpoczęcie konfliktu dopiero po przyjęciu budżetu. Poza tym oczekiwania wicepremiera są zdecydowanie mniejsze niż premiera i bardzo mnie taka rozbieżność zdań u szczytu władzy dziwi. Wygląda na to, że minister finansów oczekuje na obniżkę o 150 pkt. w styczniu i w ciągu roku jeszcze jedynie o 100 pkt. I to ma osłabić złotego, którego siła jest zabójcza dla gospodarki jak twierdzą zgodnie wszyscy? I również zgodnie dokładnie nic nie robią w kierunku jego osłabienia. To znaczy, przepraszam, robią — dużo mówią tylko, że te wypowiedzi o przewartościowanym złotym nie są w ogóle przez rynek zauważane i waluta wzmacnia się nadal. Przełamane wsparcie na 4,05 powoduje, że niedługo będzie testowany poziom 3,93 za dolara.

To oczywiście fala C korekty – potem przyjdą znaczne spadki, ale ta fala C może sprowadzić złotówkę poniżej 3,70. Ciągle o tym piszę, wszyscy widzą, co się dzieje z walutą i nikt nic nie robi. To jest przerażająca, delikatnie mówiąc, niefrasobliwość. Najprostszym posunięciem byłoby ogłoszenie, że dewizy z prywatyzacji nie będą przechodziły przez konto walutowe. Poza tym bank centralny powinien ostrzec, że będzie interweniował i powinien takiej interwencji dokonać. Przecież dopóki nasze obligacje będą przynosiły dwucyfrowy zysk w skali roku, przy względnie stabilnej sytuacji gospodarczej, to nie ma żadnej możliwości naturalnego osłabienia złotego. Żadne gorsze dane makro nie graniczące z niebezpieczeństwem niewypłacalności nie spowodują osłabienia. Żadna stabilność stóp procentowych panie wicepremierze Belka nie spowoduje osłabienia. W tej chwili bank centralny musi prowadzić politykę ukierunkowaną na osłabienie złotówki (tak jak zapowiada to i robi bank japoński). Tyle tylko, że nasz ultra-liberalny bank boi się takiego działania jak diabeł święconej wody. Może interweniować BoJ w celu osłabienia jena, może ECB w celu wzmocnienia euro, ale nasz NBP? Nigdy! Taka polityka prowadzi prosto do recesji. Ale kto miałby to powiedzieć głośno? Politycy? Skądże, wtedy obrońcy niezależności itd. itp. roznieśliby ich już zupełnie na szablach.

Wołanie na puszczy rzadko kończą się sukcesem wróćmy więc do giełdy. Indeks cenowy z impetem przebił linie szyi formacji RGR kończącej wzrosty. Jedynym pozytywnym wnioskiem, który można wyciągnąć patrząc na indeks jest, że nie było ruchu powrotnego do linii szyi. Oczywiście nie musi nastąpić, ale może i to „może” jest jedyną nadzieja posiadaczy akcji. WIG zatrzymała się na oknie hossy (13370) i może teraz odbić do 14.000. Jednak wtedy rysowałaby się możliwość powstania jeszcze gorszej RGR sprowadzającej WIG przynajmniej do 12.000 pkt. WIG-20 również pokonała z impetem linie szyi formacji RGR i również nie było ruchu powrotnego. W każdej chwili może powstać – końcówka roku może temu sprzyjać. Gdyby nastąpił taki ruch to najwyżej do poziomu 1195 pkt. Przełamanie 1150 pkt. otworzyłoby drogę ku wsparciu na 1107 pkt., a później 1050 pkt.