Podziwiam odporność rynku amerykańskiego na złe informacje. Już atak terrorystów na siedzibę ONZ w Bagdadzie powinien przypomnieć inwestorom, że USA nie jest oazą i tylko kwestią czasu jest, kiedy i na ziemi amerykańskiej coś się wydarzy. Poza tym będą rosły koszty irackiej awantury. Atak został praktycznie zlekceważony, a cena ropy naftowej nawet spadła w oczekiwaniu na dane o amerykańskich zapasach. Pomagały za to rosnące ceny obligacji. Rentowność znacznie spadła. Pomogły nie tylko złe dane, ale i zamach terrorystyczny oraz to, że kolejny bank inwestycyjny (tym razem Morgan Stanley) zarekomendował swoim klientom kupno obligacji.
Dane makro były bardzo słabe. Nie ma co ekscytować się tym, że ilość rozpoczętych budów domów była największa od 17 lat. Przecież, skoro parę tygodni temu Amerykanie rzucili się na kredyty hipoteczne, jasne było, że rozpoczną również budowanie domów obawiając się wysokich stóp procentowych. Ważne jest to, że ilość pozwoleń na budowę domów spadła bardziej niż prognozowano, a to więcej mówi o przyszłej koniunkturze niż rozpoczęte budowy domów. Oczekiwano, że indeks Uniwersytetu Michigan pokaże poprawę nastroju Amerykanów. Nic z tych rzeczy – indeks spadł w stosunku do lipca. Inwestorzy powinni bać się, że pogarszające się nastroje wyhamują popyt konsumencki, ale dane mówiące o tym, że w ostatnim tygodniu sprzedaż w sieciach sklepowych wzrosła o 4,5 proc. uspokoiły rynek. Nawet złe nastroje nie wywołują chęci oszczędzania. NASDAQ znowu zachowywał się dużo lepiej. Tym razem pomagały informacje ze spółek. Wyraźnie wzrósł wolumen na NYSE, ale można również powiedzieć, że najmniejszy spadek już budzi znaczny popyt. Jeszcze raz okazało się, że rynek jest bardzo odporny na złe informacje, a to zdecydowanie foruje obóz byków.
Dzisiaj nie bardzo wiadomo, co miałoby być impulsem sterującym rynkami. Co prawda o 8.45 dowiemy się jaki są wstępne dane o francuskim PKB w drugim kwartale (prognozy mówią, że nie zmieni się), ale to nie będzie miało wielkiego znaczenia. Poza tym nie będzie innych danych makro i informacji ze spółek mogących ukierunkować indeksy. U nas o 16.00 dowiemy się jaka była dynamika produkcji przemysłowej i ceny producentów. Rynek może próbować pod to zagrać. Bardziej istotne będzie porównanie do zeszłego roku, bo z powodu sezonu urlopowego nie można oczekiwać cudów, jeśli chodzi o porównanie miesiąc do miesiąca.
Jeśli chodzi o nasz rynek to wydawało się, że po takiej sesji jak poniedziałkowa nikt nie uwierzy w spadek indeksów na koniec sesji wtedy, kiedy w środku będzie przeważała podaż. Takie zachowanie rynku wywołuje odruch warunkowy: kurs akcji spada – trzeba kupować, bo za chwilę będzie wyżej. Dotychczas tak właśnie było, ale takie przyzwyczajenie stanie się bardzo niebezpieczne w trakcie korekty, która w końcu nadejść przecież musi. Wolałbym kupować akcje wielkich firm po korekcie, ale tak zdaje się chcą wszyscy zrobić i dlatego ciągle prawdziwej korekty nie było. Jednak niedźwiedzie ciągle próbują ją wywołać. Tym razem udało się utrzymać indeksy prawie całą sesję na minusie i to przy rosnących indeksach na świecie. Tak jak poniedziałkowy odwrót był bardzo „byczy” tak wczorajszy atak podaży, który nastąpił mimo tego, że strona podażowa dostała ostrzeżenie po przedwczorajszym odwrocie, był „niedźwiedzi”.
Duże obroty z małymi zmianami indeksów na wysokim ich poziomie często sygnalizują, że trwa proces dystrybucji. Poza tym na WIG-20 powstała już druga, kolejna świeca zwana „wisielcem”. Takie świece często występują tuż przed zmianą trendu, ale konieczne jest potwierdzenie, którego ciągle nie ma. Widać, że część zagranicznego kapitału przechodzi na budapeszteński parkiet – węgierski BUX zachowuje się znakomicie. Na naszym rynku należy teraz zachować bardzo dużą ostrożność szczególnie, że nasi politycy (niestety) wrócili do pracy.