Inwestorzy nie zwalniają tempa przed świętami

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2003-12-17 00:00

Wczoraj pisałem, że czekamy na normalną sesję w USA, bo poniedziałkowe zakończenie było wypaczone. Oczekiwano euforii z powodu ujęcia Saddama Husajna, która zostanie w końcówce wykorzystana przez podaż do ulokowania dużej ilości akcji. Skoro większość tak uważała to tak być nie mogło. A wczoraj była normalna sesja, podczas której nic nie przeszkadzało bykom w biciu rekordów. Dane makro nie były jednoznaczne, ale w nastrojach końca roku tłumaczono je jedynie pozytywnie. Na rynku nieruchomości trwa nadal hossa. Ilość rozpoczętych budów domów była największa od 20 lat, ale ilość pozwoleń na budowę domu spadła o ponad 5 proc. Wiadomo, że ilość wniosków o kredyty hipoteczne spada. Amerykanie po prostu chcą zdążyć wybudować dom przed wzrostem oprocentowania kredytów.

Dane o inflacji też były niejednoznaczne. Inflacja bazowa spadła po raz pierwszy od 21 lat, a w ciągu ostatnich 12 miesięcy jest najniższa od 1966 roku. Niby wspaniale, bo stopy pozostaną niskie, ale jest rośnie zagrożenie dezinflacją, a spółki będą miały niższe zyski, bo surowce drożeją. Jedynie do dynamiki produkcji przemysłowej nie można się przyczepić. Była największa od 4 lat, a wykorzystanie potencjału przemysłu też drgnęło. I jak w takiej sytuacji indeksy miały nie rosnąć? Co prawda NASDAQ nadal zachowywał się dużo gorzej niże DJIA czy nawet szeroki rynek, a SOX spadał, ale można to wytłumaczyć tym, że inwestorzy realizują zyski na spółkach, które wzrosły najbardziej i przesiadają się na te, które jeszcze tak mocno nie wzrosły. Nie zanosi się na to, żeby w USA do końca roku wystąpiła poważna korekta.

Dzisiaj dostaniemy dane o dynamice produkcji z Eurolandu i Polski, ale te z Eurolandu nie będą prawie wcale miały wpływu na rynki, a te z Polski podane zostaną o na początku fixingu i też ich wpływ będzie żaden. Poza tym na skutek sezonowego spowolnienia nie będą takie dobre jak poprzednie, choć rok do roku powinny znacznie wzrosnąć. Decyzja RPP ani konferencja prasowa też nie będą miały wpływu na rynek. Za to wyniki podawane przez spółki amerykańskie przed sesją (szczególnie z sektora sprzedaży detalicznej) i wczorajsze prognozy General Electric mogą wpłynąć na rynki Eurolandu, ale nastroje powinny być pozytywne.

Na GPW negatywne otwarcie mieliśmy praktycznie zapewnione. Słaba sesja w USA już sama by je zapewniła, ale dużo hałasu wywołał również „list sześciu” chcących zmniejszenie budżetu Unii na lata 2007-2013. Co prawda to i dużo czasu i wcale nie jest pewne, że Polska na tym ucierpi rzeczywiście ucierpi, ale szybciej niż można było oczekiwać pojawia się działanie, które jest u nas uważane za represje za naszą postawę wobec Konstytucji UE. W każdym razie nie poprawia nastawienia do Polski na świecie. Sesja była nudna, ale fundusze w ostatniej godzinie bez problemu obroniły wsparcie w oknie hossy.

To było bardzo proste, bo obrót był mały i tak już chyba będzie do końca roku. Niezwykle ciekawe i bardzo optymistyczne było zachowanie KGHM. Mimo wypadku w kopalni popyt był bardzo duży. Wchłonął całą podaż i zakończył przełamaniem oporu technicznego. To również dla całego rynku dobry prognostyk na przyszłość. Wydawałoby się, że trudno będzie teraz o przekonujący atak na 1,600 pkt., bo wykresy zaczynają wyglądać nienajlepiej, a świece spadających gwiazd straszą. Niepokoi również to, że mógł się już zacząć okres świątecznego zmniejszenia obrotów, a biorąc pod uwagę piątkowe wygasanie kontraktów to może wywołać sporą korektę. Plusem jednak jest to, że w końcówce roku niektórzy inwestorzy mogą kupować akcje, żeby w przyszłym roku uniknąć podatku. Co prawda to raczej sprawa dwóch sesji w następnym tygodniu, ale niektórzy inwestorzy mogą chcieć innych wyprzedzić. W najbliższym czasie najgorsze, co może nas spotkać to trend boczny, ale gdyby dzisiaj 1.600 pkt. pękło to trzeba się przygotować do bardzo mocnego zakończenia roku.