Reakcja rynków rozwijających się, w tym GPW, na wzrost rentowności obligacji amerykańskich była od początku tygodnia zadziwiająco niewielka. Z tego samego powodu rok temu indeks WIG20 spadł o 25 proc. w niespełna dwa miesiące. Tym razem mało kto przejmował się wzrostem kosztu pieniądza.
Nastroje pozostają „bycze” i nic nie sygnalizuje, żeby hossa miała się wkrótce skończyć. Gotówki jest nadal mnóstwo. Japoński jen traci, co wzmacnia proces carry trade. Fundusze chcą do końca wykorzystać końcówkę hossy. Końcówkę, ale nie sam koniec, bo zanim wzrost stóp procentowych ostatecznie załamie giełdy, upłynie jeszcze trochę czasu. Nawet wygasanie czerwcowej serii kontraktów nie wywołało większych perturbacji.
W tym tygodniu, w środę, dojdzie do dziwnej sytuacji. Najpóźniej do tego dnia trzeba kupić walory KGHM, żeby dostać 17 złotych dywidendy. Kurs akcji zostanie w czwartek obniżony o 17 złotych, ale jego zmiana podczas sesji będzie liczona od tego właśnie obniżonego kursu. Może się więc zdarzyć tak, że kurs KGHM wzrośnie, ale WIG20 i tak bardzo ucierpi (spadek o blisko 50 punktów), bo nie jest on korygowany o wartość dywidendy. Gracze na rynku kontraktów muszą to wydarzenie wziąć pod uwagę.
Piotr Kuczyński
Xelion, główny analityk