Inwestorzy w Polsce tracą wszelką nadzieję

Włodzimierz Uniszewski
opublikowano: 11-06-2008, 00:00

Trudno odpowiedzieć, czym warszawska giełda zasłużyła na swój los. Kara bowiem wydaje się nieproporcjonalna do winy. Skala wzrostu na GPW podczas czterech lat hossy nie była wyższa od średniej dla młodych rynków. Mimo to warszawskie wskaźniki straszyły największym w Europie spadkiem, a inwestorzy uciekali z parkietu w popłochu.

Nie pomogło spokojne zakończenie sesji na Wall Street, gdzie nie doszło do czarnego poniedziałku. Dwa główne giełdowe indeksy giełdy zdołały wzrosnąć. Poziom negatywnych emocji był w Warszawie już zbyt wysoki, by na rynek mogła wrócić równowaga. Drugi raz z kolei indeksy zaczęły dzień od pokaźnej luki bessy, tracąc już na wstępie ponad 1,5 proc. Wyprzedaży sprzyjały kiepskie nastroje na głównych rynkach Europy, gdzie negatywnie zareagowano na wypowiedź Bena Bernanke. Szef Rezerwy Federalnej wyraził zaniepokojenie możliwością wzrostu oczekiwań inflacyjnych i zasugerował gotowość do zaostrzenia polityki monetarnej. Wizja wyższej inflacji, stagnacji i droższego pieniądza podziałała na wyobraźnię inwestorów.

Wkrótce po otwarciu warszawskiego rynku okazało się, że energia podaży skupiła się na początkowym, spadkowym impulsie, gdyż rynek wszedł szybko w konsolidację. Obroty pozostawały na niskim poziomie, co dawało nadzieję na zakończenie przeceny. Spadały notowania ropy, dzięki czemu rynki zagraniczne odrobiły część porannych strat.

Wystarczyło jednak odwrócenie trendu na rynku surowcowym, by notowania w Europie znowu poszły w dół, a GPW weszła w fazę swobodnego spadania. Gracze skapitulowali i pozbywali się papierów po coraz niższych cenach. Zapachniało paniką, a indeksy traciły ponad 3 proc. Wraz z poziomem strachu rosły niestety obroty.

Gdy ponad 80 proc. spółek straciło na wartości, nie mógł się udać giełdowy debiut Grupy Kościuszko. Prawa do akcji spółki staniały na otwarciu 1,7 proc., a dzień zakończyły ponad 8 proc. poniżej ceny emisyjnej. Wśród nielicznych rosnących firm znalazła się TP, dzięki której spadek WIG20 został nieco zamortyzowany. Indeksowi pomogła także relatywnie dobra postawa PKO BP. To jednak nie wystarczyło, by zneutralizować negatywny wpływ tąpnięcia kursów spółek surowcowych — KGHM i PKN.

WIG20 na zamknięciu spadł o 2,8 proc. i przebił marcowy dołek. Z kolei mWIG40 zakończył dzień najniżej w tym roku i w trakcie sesji niemal dotknął sesyjnego minimum ze stycznia. Obroty znacznie wzrosły i osiągnęły 1,4 mld zł.

Co dalej?

Granica bólu

Rynek znajduje się na krawędzi załamania technicznego, a inwestorzy — psychicznego. Taka kombinacja sprzyja często rynkowemu przesileniu. Wczorajsza ucieczka od akcji nosiła wszelkie znamiona kapitulacji, ale trudno na razie orzec, czy została już osiągnięta ostateczna granica bólu. Jeśli rynki zagraniczne utrzymają równowagę, jest na to spora szansa. W innym wypadku będzie niestety jeszcze taniej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Włodzimierz Uniszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu