Od 1 lipca wchodzi w życie mapa pomocy regionalnej na lata 2014-20. W ostatnich dniach przygotowany przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) dokument przyjął komitet stały Rady Ministrów, wkrótce zrobi to rząd. Mapa określi, jaką część zainwestowanych pieniędzy firmy mogą dostać z powrotem w postaci pomocy publicznej: grantów rządowych, dotacji unijnych czy zwolnień podatkowych w specjalnych strefach ekonomicznych. To może zadecydować o lokalizacji fabryk w najbliższych latach.

Odcięci od stolicy
Jest kilka zaskakujących zmian. Dopuszczalna pomoc jest obliczana na podstawie PKB na głowę mieszkańca. O ile wschodnie województwa: warmińsko-mazurskie, podlaskie, lubelskie i podkarpackie, nadal nie przekraczają 45 proc. średniej unijnej i pomoc publiczna może sięgać połowy wartości inwestycji w przypadku dużych firm (i odpowiednio więcej dla średnich i małych — patrz mapa), o tyle województwo świętokrzyskie, wymieniane z nimi dotychczas jednym tchem, awansowało do wyższej ligi, z PKB na głowę mieszkańca na poziomie 45-60 proc. średniej w Unii.
Tu pomoc publiczna może wynieść 35 proc. Ale UOKiK wykorzystał możliwość zróżnicowania pomocy w regionach z najniższym PKB zlokalizowanych obok tych z najwyższym. Skorzystają na tym regiony wokół Warszawy. I to niemało. Dotychczas inwestorzy mogli liczyć na maksymalnie 30 proc. pomocy, a za niecały rok na całym północno-wschodnim Mazowszu i w regionie radomskim dopuszczalne wsparcie będzie o 5 pkt proc. wyższe.
— To fundamentalna zmiana. Mazowsze to województwo, na terenie którego jest najbogatsza część Polski, ale też region z najwyższym w kraju bezrobociem [Szydłowiec, 38 proc. — red.]. Łączenie Szydłowca czy Ostrołęki z Warszawą było pozbawione sensu. Bez tej zmiany inwestor nie miałby żadnej motywacji, by wybrać Szydłowiec, a nie Skarżysko- Kamienną, która leży dosłownie 10 km dalej na południe — komentuje Paweł Tynel z E&Y.
Scyzoryk się otwiera
Zmiany nie wszystkim się podobają.
— To są regulacje i nie mam nic do gadania, ale są na Śląsku miejsca, które wciąż zasługują na 40 proc. pomocy publicznej, bo z różnych powodów nie rozwinęły się tak, jak trzeba. Niestety zostały wrzucone do jednego worka z bogatszymi i są traktowane prawie jak regiony w województwie mazowieckim — mówi Piotr Wojaczek, prezes Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej (KSSE), która ma tereny głównie w województwie śląskim (ale także małopolskim i opolskim). Bezwzględność statystyk najdotkliwiej odczuje SSE Starachowice położona w województwach świętokrzyskim, mazowieckim, opolskim, łódzkim i lubelskim.
— Z jednej strony — cieszy, że w świętokrzyskim wzrósł PKB na głowę mieszkańca. Ale te progi są sztuczne. Tu wychodzi cała prawda o statystyce. Świętokrzyskie przekroczyło próg 45 proc., a warmińsko- mazurskie znalazło się poniżej. Choć dzielą nas zaledwie 2 pkt proc., różnica w dopuszczalnej pomocy publicznej będzie kolosalna — przyznaje Cezary Tkaczyk, prezes starachowickiej strefy. Szef Tarnobrzeskiej SSE, która ma inwestorów w województwach podkarpackim, mazowieckim, świętokrzyskim, lubelskim, dolnośląskim i podlaskim, jest bardzo zadowolony ze zróżnicowania na Mazowszu.
— Wreszcie ten projekt jest dobry. Bieda na Mazowszu jest duża, czego dowodzi reakcja marszałka Adama Struzika na janosikowe. Skorzystają na tym nasi inwestorzy w Radomiu czy Wyszkowie. Ściana wschodnia też wreszcie jest odpowiednio wyżej punktowana — uważa Marek Indyk.
Nie przesłonić plusów
Szefowie stref, w których spadnie dopuszczalna pomoc publiczna, mają teraz sporo pracy.
— Próbujemy uświadomić inwestorom, żeby nie spóźnili się o kilka tygodni i postarali się o zezwolenia na starych, lepszych zasadach — mówi Wiesław Sowiński z legnickiej SSE.
— Mamy jeszcze kilka miesięcy, żeby poprawić konkurencyjność. Będziemy chcieli zaoferować lepiej przygotowane nieruchomości. Przygotowujemy z analitykami szczegółowe raporty o rynku pracy. Staramy się dbać o poziom cen nieruchomości — wymienia Piotr Wojaczek. W niekorzystnych dla siebie zmianach potrafi jednak dostrzec plusy. Liczy na… lepszy nastrój ministra finansów (MF).
— Niższa pomoc oznacza, jak mówi MF, „mniejsze uszczuplenie budżetu”. Mam nadzieję, że dzięki temu resort będzie patrzeć na strefy ekonomiczne bardziej życzliwie. Poza tym, utrzymanie wyższej pomocy na wschodzie Polski powinno poprawić konkurencyjność tej części kraju. Jeśli podstawowym celem inwestora będzie pomoc publiczna, może po raz pierwszy zacznie ona skuteczniej działać — uważa Piotr Wojaczek. Sławomir Majman, prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych, pociesza.
— Pomoc publiczna to tylko część bukietu kwiatów, który oferujemy inwestorom. Największa róża to nasza sytuacja ekonomiczna, kolejna — stabilizacja, następna — umiejętności polskich pracowników. To wszystko składa się na podjęcie decyzji inwestycyjnej. Zawsze lepiej móc przyznać więcej pieniędzy niż mniej. Szczęśliwie lub nie, większość polskich regionów plasuje się tam, gdzie pułapy są znacznie wyższe niż w Europie Zachodniej — mówi Sławomir Majman.