IV RP rusza do boju

Jacek Zalewski
opublikowano: 2006-07-17 00:00

Zaprzysiężenia rządów w Pałacu Prezydenckim mają stały protokolarny rytuał, ale i kuluarowe smaczki. Na żywo widziałem już pięć takich ceremonii (Jerzy Buzek 1997, Leszek Miller 2001, Marek Belka 2004, Kazimierz Marcinkiewicz 2005 oraz w miniony piątek) i oceniam, że unosi się nad nimi zawsze taka sama atmosfera patosu i triumfalizmu — my to dopiero pokażemy, nasz gabinet jest „debeściak”, a poprzednicy okazali się „cieniasami”. Im większy szał politycznych uniesień, tym później marniejszy koniec danej ekipy.

Temperaturę uroczystości wyznaczają także stosunki prezydentów z rządami — zaprzysiężenie przebiega chłodno w warunkach kohabitacji (czyli współzamieszkiwania), gorąco zaś gdy obie strony wywodzą się z jednej partii. Do rządu Leszka Millera prezydent Aleksander Kwaśniewski zwrócił się słowami: „Nigdy nie mieliśmy takiej odpowiedzialności, nigdy nie było tak, że nie mamy prawa zawieść — Polski, rodaków, samych siebie. Ciężar tych nominacji będziecie poznawali każdego dnia”. Dla porównania cytujemy u góry życzenia prezydenta Lecha Kaczyńskiego dla gabinetu Jarosława Kaczyńskiego. Wydźwięk identyczny, jedynie terminologia inna, frontowa.

Nowością zaprzysiężenia w piątek była liczna obecność posłów i senatorów rządzącej partii, których z konieczności ustawiono tuż za plecami ministrów. Nabrało to wymowy symbolicznej — oto klub stoi murem za swoim rządem. Uczestnikami tej głośnej demonstracji byli wyłącznie parlamentarzyści PiS, co wicepremierom Andrzejowi Lepperowi i Romanowi Giertychowi powinno dać do myślenia. I bez oklaskomierza z programu „Od przedszkola do Opola” medale w konkurencji aplauzu zdobyli: sam premier, Przemysław Gosiewski i Zbigniew Ziobro. To dobra partyjna szkoła — siła owacji zgodna z wytycznymi kierownictwa. Dwa pierwsze miejsca są oczywiste, natomiast minister sprawiedliwości został ogłoszony przez nowego premiera prymusem rządowej klasy. Na drugim biegunie Jarosław Kaczyński postrzega ogromne zapóźnienia legislacyjne, w tym resortów gospodarczych — co od miesięcy wręcz do znudzenia podnosiliśmy na łamach „Pulsu Biznesu”.