W miarę piętrzenia się przed obecnym rządem trudności w ożywieniu koniunktury gospodarczej, cichło rzucanie gromów na ekipę poprzedników. Sytuacja wróciła jednak do normy po majowej kanikule — koalicja nabrała sił i rozpoczęła ofensywę. Jej główną bronią stała się przedstawiona na wczorajszym posiedzeniu rządu informacja o sytuacji w niektórych spółkach skarbu państwa.
Przykłady niegospodarności i roztrwaniania majątku publicznego w okresie minionych czterech latach rzeczywiście porażają. Ale przecież warunkiem koniecznym rozkwitu każdej patologii jest otoczenie jej cieplarnianym kloszem. W polskich warunkach nosi on na-zwę KAPITALIZMU POLITYCZNEGO. Z punktu widzenia zasad gospodarki prawdziwie rynkowej patologią jest przecież już samo istnienie tworu pod nazwą SPÓŁKA SKARBU PAŃSTWA, a nie tylko pazerność ludzi nią zarządzających oraz ich partyjnych dysponentów.
Przypomnijmy, że prawne fundamenty kapitalizmu politycznego w III RP są dorobkiem tej koalicji, która obecnie sprawuje rządy. Ustawa o komercjalizacji i prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych została przecież uchwalona 30 sierpnia 1996 r., a w życie weszła 8 stycznia 1997 r., zastępując ustawę o prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych, pochodzącą z początków (13 lipca 1990 r.) polskiej transformacji. Nieszczęściem ekipy uchwalającej tę ustawę było — podobnie jak zdarzyło się to w wypadku kilku innych aktów prawnych, z Konstytucją na czele — że ze stworzonych przez nią atrakcyjnych możliwości korzystał długie cztery lata zupełnie inny obóz polityczny! Korzystał zresztą bardzo czynnie, przeprowadzając aż dziewiętnaście nowelizacji i twórczo rozwijając idee kapitalistycznopolityczne. Dwudziesta została uchwalona już przez parlament obecnej kadencji.
Nie ma powodów, aby nie wierzyć, że zarządy spółek SP z nadania obecnej władzy będą bardziej uczciwe. Ale ponieważ koalicja SLD-PSL-UP nie ma zamiaru ograniczać politycznej ingerencji w gospodarkę (a nawet ma plan wręcz przeciwny) — nasuwa się refleksja, zapisana w tytule komentarza.