Jak płacić administracji

Rozmawiał Rafał Fabisiak
12-01-2015, 00:00

Trzy pytania do… Zbigniewa Dudzińskiego, starszego konsultanta firmy Hay Group Polska

1. W Starachowicach niedługo po objęciu urzędu najmłodszy prezydent miasta w Polsce, 25-letni Marek Materek, obniżył pensje zarządzającym Przedsiębiorstwem Wodociągów i Kanalizacji. Prezesowi z 15 tys. do niecałych 10 tys. zł, a wiceprezesowi z ponad 13 tys. do… 1750 zł. Mogło to ucieszyć wyborców, ale czy to zgodne z zasadami dobrego zarządzania?

Zobacz więcej

Zbigniew Dudziński ARC

Profesjonalista z odpowiednim doświadczeniem jest w stanie przeprowadzić analizę wartości stanowiska nawet w jeden dzień i określić, jaka pensja byłaby tej wartości najbliższa. Czym innym jest jednak obniżenie wynagrodzenia w takiej skali. Niezależnie od kontekstu wygląda na to, że obie obniżki wynagrodzenia to niewątpliwie szykany, choć ta wobec prezesa jest mniej drastyczna. Wszelkie obniżki wynagrodzeń to sytuacje wyjątkowe, nawet jeśli ich skala jest niższa i jeśli stwierdzimy, że mamy do czynienia z ewidentnym przepłacaniem. Generalnie podstawą jest wynagradzanie odpowiednio do wartości pracy — z punktu widzenia firmy i pracownika ani przepłacanie, ani niedopłacanie nie jest korzystne.

2. Jak należy zarządzać zarobkami w administracji publicznej?

Także w administracji należy płacić tyle, ile warta jest oczekiwana praca — ani mniej, ani więcej. Dane GUS wskazują, że od kilku lat średnie wynagrodzenia w administracji publicznej rosną znacznie wolniej niż w sektorze prywatnym. Jednocześnie lawinowo rośnie liczba urzędników. Jeśli przyjąć, że w długim czasie jakość pracy zrównuje się z wysokością wynagrodzeń, bo wynagrodzenie jest ceną rynkową, to wniosek jest taki, że jakość pracy urzędów spada, bo za zmniejszające się wynagrodzenia gotowi są pracować ludzie coraz gorzej wykwalifikowani. Niestety, ta sytuacja jest wynikiem wielu lat zaniedbań. Niektórzy uważają, że praca w administracji to misja publiczna, dlatego można płacić mniej, ale takie twierdzenia można włożyć między bajki. Jakiś czas temu przeprowadzaliśmy międzynarodowe badanie, w którym analizowaliśmy zarobki w ministerstwach. Okazało się na przykład, że w Polsce dyrektorzy generalni zarabiają około 15-20 proc. wynagrodzenia osób na podobnie wycenianych stanowiskach w firmach prywatnych. Prawo ekonomii każe sądzić, że statystycznie wykonują pracę o pięć razy mniejszej wartości niż oczekiwana, a nie, że są pięciokrotnie niedopłacani. Jednocześnie z zarobkami szeregowych pracowników administracji publicznej nie jest źle. Średnio zarabiają nawet nieco więcej niż pracownicy prywatnych firm na podobnie wycenianych stanowiskach. Różną sytuację w obu sektorach najlepiej obrazuje porównanie wynagrodzenia szefa dużej agendy rządowej (np. ministerstwa) i jego kierowcy oraz szefa firmy średniej wielkości (którego stanowisko wyceniamy podobnie jak szefa dużej agendy rządowej) i zatrudnionego u niego kierowcy. W pierwszym przypadku różnica to jest 4-krotność, a w drugim — 14-krotność.

3. Jak można rozwiązać problemy z wynagradzaniem szefów w administracji?

Nie ma na to prostej odpowiedzi, a sytuacja staje się coraz trudniejsza. Wymaga to już nie tyle odważnych, co heroicznych decyzji. Należałoby całkowicie zmienić podejście nie tylko do wynagradzania, ale również do zatrudniania, stawiania oczekiwań i rozliczania, bo samo zwiększenie pensji na najwyższych stanowiskach w administracji publicznej tylko pogłębi problem. Bez żadnych działań w tej sferze jakość pracy spółek publicznych i urzędów może się tylko nadal pogarszać, obniżając wartość państwa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiał Rafał Fabisiak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Samorządy / Jak płacić administracji