Jak sięgnąć do kieszeni wspólnika

Magdalena Krukowska
opublikowano: 2005-10-11 00:00

Dopłata do kapitału to dla firmy najtańszy sposób sfinansowania inwestycji. Ale udziałowcom może się nie spodobać.

Spółka buduje nowy magazyn, ale zabrakło jej pieniędzy na dokończenie inwestycji. Wcale nie musi szukać dofinansowania z zewnątrz. Wspólnicy mogą uchwalić dopłaty do kapitału albo pożyczyć spółce pieniądze. Co bardziej się opłaca?

Solidarny obowiązek

Obowiązek wnoszenia dopłat do kapitału powinna zawierać umowa spółki. W razie potrzeby przekazuje się je wówczas do firmy na podstawie uchwały wspólników.

— Dopłaty wynikają z tzw. obowiązków korporacyjnych i muszą być wniesione przez wszystkich udziałowców proporcjonalnie do udziałów — wyjaśnia Dariusz Bednarski, dyrektor departamentu doradztwa podatkowego HLB Frąckowiak i Wspólnicy.

Dopłaty dają możliwość finansowania inwestycji bez dodatkowych kosztów, bo nie są dla spółki przychodem. Gdyby jednak w umowie nie znalazł się zapis o ich wnoszeniu, a taką uchwałę podjęliby wspólnicy, wówczas mogłyby być one uznane przez fiskusa za przychód spółki albo jej zobowiązanie finansowe wobec wspólników. A korzystanie ze środków wspólników — za będące jej przychodem podatkowym nieodpłatne świadczenie na rzecz spółki.

Dopłaty do kapitału zwykle nie są oprocentowane. Sprawdzają się zatem wtedy, gdy udziałowcy chcą wspomóc spółkę, a jednocześnie nie zamierzają czerpać z tego korzyści, czyli naliczać odsetek. Dla niektórych może się to jednak okazać przykrym obowiązkiem, np. dla mniejszościowego udziałowca zmuszonego do dopłaty uchwałą większości. Gdy nie może on dopłacić wymaganej kwoty, staje się dłużnikiem spółki. A ona ma wszelkie prawo, aby dochodzić roszczenia.

— Udziałowcy nie mogą odzyskać dopłat, jeżeli są one potrzebne do pokrycia strat. Nie mają też prawa domagać się ich zwrotu tak długo, jak długo odpowiedniej uchwały w tej sprawie nie podejmie zgromadzenie wspólników. Warto o tym pamiętać, gdy podpisujemy umowę spółki czy kupujemy udziały — dodaje Dariusz Bednarski.

Wspólnik zyskuje

Inaczej jest z pożyczką, bo udziela się jej na podstawie umowy cywilnoprawnej spółki i wspólnika. Pozwala mu ona na pobieranie odsetek i to w rynkowej wysokości.

— Nie ma nawet możliwości nienaliczania odsetek. Gdybyśmy ich nie pobierali, spółka otrzymywałaby nieodpłatne świadczenie, podobnie jak przy wniesieniu dopłat bez umocowania w umowie spółki, które staje się jej przychodem podlegającym opodatkowaniu — tłumaczy Dariusz Bednarski.

W przypadku pożyczki od  udziałowca obowiązują przepisy „cienkiej kapitalizacji”. Jeśli zadłużenie spółki wobec wspólników mających co najmniej 25 proc. kapitału zakładowego przekroczy trzykrotność tego kapitału, to części odsetek od kwoty pożyczek udzielonych spółce przez takiego wspólnika (wspólników) nie uważa się za koszty uzyskania przychodów. Może się więc zdarzyć, że spółka nie zaliczy odsetek do kosztów podatkowych, a udziałowiec osiągnie przychód, który musi opodatkować. Wtedy tracą obie strony.

Pożyczka, którą daje spółce jej udziałowiec, jest zwolniona z podatku od czynności cywilnoprawnych. W przypadku dopłaty do kapitału trzeba oddać fiskusowi 0,5 proc. jej wartości.

Wyżej w bilansie

Udziałowcowi pożyczka bardziej się opłaca. Ale jeśli spółka jest w kiepskiej sytuacji, a musi sfinansować jakąś inwestycję, warto, by wspólnicy „poświęcili się” i wybrali dopłaty jako dodatkowe finansowanie. Wtedy w bilansie wykazuje się je w kapitale zapasowym, czyli w kapitałach własnych, co powoduje, że wzrastają tzw. aktywa netto. A zatem poprawia się obraz sytuacji finansowej spółki, co jest bardzo ważne w kontaktach z bankami, inwestorami czy partnerami biznesowymi. Aby zyskać w oczach kredytodawców, można nawet „zamienić” zobowiązania wobec udziałowców (np. właśnie z tytułu pożyczek) na dopłatę. W jaki sposób? Uchwala się wniesienie dopłat i potrąca wierzytelność z tego tytułu zobowiązaniem pożyczkowym, przez co zobowiązanie przechodzi w bilansie automatycznie do pozycji kapitałów własnych.