Rozmowa z Tomaszem Nawrockim, prezesem Agencji Nieruchomości Rolnych
W tym roku Agencja Nieruchomości Rolnych chce sprzedać prawie 100 tys. ha, a nawet 150 tys.
"Puls Biznesu": W 2009 r. zarobiliście niemal 1, 5 mld zł, które zasiliły budżet państwa. To bardzo dobry wynik, w dodatku uzyskany, gdy spadła koniunktura.
Tomasz Nawrocki, prezes Agencji Nieruchomości Rolnych: To był rok ciężkiej pracy. Przygotowania do sprzedaży objęły około 200 tys. hektarów. W 2009 r. zorganizowaliśmy o prawie 40 proc. więcej przetargów niż w poprzednim. W sumie sprzedaliśmy 102 tys. ha gruntów, czyli o 30 proc. więcej niż w 2008 r. Osiągnięcie takiego poziomu w warunkach, gdy banki niechętnie udzielały kredytów, uważam za duży sukces. Złożyło się na to wiele elementów. Zmieniliśmy m.in. procedury wewnętrzne, aby uprościć sprzedaż. Zreorganizowaliśmy pracę ludzi, upodobniając ją bardziej do sposobu pracy agentów nieruchomości. Ci, którzy dotąd zajmowali się dzierżawą, teraz trudnią się głównie sprzedażą. Nawiązaliśmy także współpracę z jednym z komercyjnych portali. Staraliśmy się zmienić sposób postrzegania nas wyłącznie jako spółki sprzedającej tylko grunty rolne i zwracać uwagę na to, że mamy w ofercie również atrakcyjną ofertę inwestycyjną. No i wprowadziliśmy codzienny monitoring sprzedaży. Dzięki temu mamy bezpośrednie informacje o sprzedanej powierzchni i o stanie konta.
Działacie w określonych ramach. Gdyby nie one moglibyście sprzedawać więcej?
Jesteśmy państwową jednostką. Obowiązują nas określone procedury i ustawy. System zamówień publicznych na pewno wydłuża sprzedaż. Musimy przygotować grunt, wycenić go, sporządzić wykaz nieruchomości i umieścić na stronie internetowej, a potem zorganizować przetarg. Wszystko musi być jasne, transparentne — i taką mamy ofertę.
Ile macie gruntów?
W tej części Europy Środkowej jesteśmy potentatem. Potocznie postrzega się nas jednak jako spółkę, która trudni się sprzedażą wyłącznie gruntów rolnych. Tymczasem duży udział w naszej sprzedaży mają grunty inwestycyjne. Jest ich około 96 tys. ha, z czego prawie 69 tys. w granicach dużych miast. Są to działki zarówno pod zabudowę przemysłową, handlowo-usługową, mieszkaniową, jaki i sportowo-rekreacyjną.
Na liście firm, które kupiły od was grunty, jest wiele koncernów.
To m.in. General Motors, Opel, Sharp, LG, Toyota, Michalin, Elektrolux, Lidl, Ikea. Na kupionych od nas nieruchomościach powstają zarówno inwestycje typu "green fields", jak i parki technologiczne i przemysłowe. Przekazujemy też ziemię strefom ekonomicznym, z czego zresztą nie mamy żadnych wpływów, tylko satysfakcję, że tworzymy nowe miejsca pracy.
Obecnie mamy w ofercie m.in. dwie działki inwestycyjne na terenie Wrocławskiego Parku Technologicznego — za ponad 2, 5 md zł i za około 10 mln zł, a także w sąsiedztwie centrum Szczecina za 15 mln i działki w Warszawie przy ulicy Radzymińskiej.
Jak wygląda współpraca z samorządami?
Otrzymują od nas działki bezpłatnie pod warunkiem, że wykorzystują je na własne cele, zgodne z miejscowym planem zagospodarowania. Na przekazanych przez nas gruntach powstają stadiony Orliki, drogi, szkoły, cmentarze. Od początku działania Agencji na ten cel przekazaliśmy prawie 50 tys. ha. Dzięki temu samorządy nie musiały w wydawać pieniędzy na zakup gruntów.
Jednym z najważniejszych zadań resortu rolnictwa w 2010 r. jest nowelizacja ustawy o gospodarowaniu nieruchomościami rolnymi skarbu państwa. Co się zmieni w waszej pracy?
Nowelizacja ułatwi przejęcie ziemi od dzierżawców i wprowadzenie ich do obrotu, a tym samym usprawni sprzedaż gruntów rolnych. A dzierżawimy niemal 1,7 mln ha. Niestety, aż 600 tys. ha jest objętych roszczeniami — najwięcej na Kujawach i w okolicach Poznania. To problem, bo takich gruntów nie możemy sprzedawać. Rezultatem jest więc ogromny popyt, co winduje ceny. Niedawno na przetargu w Wierzbiczanach rolnicy wylicytowali prawie 85 tys. zł za hektar, gdy cena wyjściowa wynosiła 30 tys. zł.
Jak można kupić od was grunt?
Z naszą ofertą można się zapoznać m.in. na naszej stronie internetowej, gdzie są także wybrane najciekawsze oferty. Każdego dnia średnio jest tam 3,5-5 tys. ogłoszeń. Z ciekawostek — mamy np. do sprzedania przejście graniczne przy granicy czeskiej. Generalnie oferujemy grunty rolne, inwestycyjne, rekreacyjne, a także dwory i pałace. Powinniśmy się więc zachowywać trochę jak sprzedawcy w salonie z bardzo dobrymi samochodami.
Warto przypomnieć, że ograniczenia dotyczące nabywania gruntów przez cudzoziemców dotyczą wyłącznie ziemi rolnej do 2016 r., ale działki inwestycyjne może kupić każdy.
Zdarzają się jeszcze cenowe okazje?
Spekulacja ziemią powoli się kończy. Nie można już liczyć na to, że coś się kupi pod stołem. Działki wyceniają rzeczoznawcy, m.in. na podstawie transakcji z sąsiedztwa. I działki trafiają do dostępnej dla wszystkich oferty.
Plany na ten rok?
Sprzedaż i jeszcze raz sprzedaż. Chcemy ją zintensyfikować. Zakładamy, że uda nam się sprzedać prawie 100 tys. ha, a w wariancie optymistycznym — nawet 150 tys. ha. Wszystko zależy od sytuacji i zachowywania banków. W 2009 r. sprzedaż poprawiła się znacznie dopiero w drugiej połowie roku, gdy na rynek powrócił optymizm. W ostatnich miesiącach sprzedaliśmy niemal 46 tys. ha. Na ostateczny wynik w tym roku wpłynie również cena kwintala pszenicy, bo na tej podstawie wylicza się opłatę za dzierżawę.
Ile przez rok organizujecie przetargów?
Ponad 70 tys., czyli średnio 280 dziennie. Organizuje je 16 naszych oddziałów.
Jak długo może potrwać wyprzedaż waszych zasobów?
Jeżeli wejdzie w życie nowelizacja ustawy o gospodarowaniu nieruchomościami rolnymi skarbu państwa., to uporamy się z tym w kilka lat. Dla nas ostateczną granicą jest 2016 rok.
Co potem? Przestaniecie istnieć?
Jakaś instytucja powinna pozostać. Ktoś musi pilnować np., czy samorząd wykorzystuje przekazany mu grunt zgodnie z planem zagospodarowania. Jeśli nie, to będzie musiał płacić. Choć nasza działalność dotyczy głównie sprzedaży gruntów, obejmuje również inne dziedziny. Mało kto wie, że należy do nas m.in. browar w Czarnkowie i stadnina koni w Janowie Podlaskim. Prowadzimy je za pośrednictwem innych spółek, które także chcemy zreorganizować.
Agnieszka
Zielińska