Jak sztabki złota

Kamil Kosiński
opublikowano: 23-02-2007, 00:00

Owszem. W miejscowościach turystycznych w luksusowe mieszkania inwestuje się z myślą o wynajmie. Ale wszędzie — z myślą o wzroście ich wartości.

Między wrześniem 2005 r. a końcem 2006 r. krakowski rynek nieruchomości oszalał. Ceny wzrosły o 100 proc. U progu tej hossy zakupem apartamentu w Krakowie zainteresował się jeden z menedżerów na stałe pracujących w Warszawie.

— Nad apartamentem w Krakowie zacząłem się zastanawiać w latach 2002-03, ale już wtedy ceny wydawały mi się wysokie. Spodziewałem się co prawda, że pójdą w górę, ale nie sądziłem, że hossa przybierze takie rozmiary. Poza tym, kilka lat wcześniej nie było interesującej oferty — opowiada, zastrzegając anonimowość.

Budynek, w którym znajduje się jego lokum, nie jest jeszcze ukończony. Ale lokalizacja robi wrażenie. 200 metrów od Wawelu! Początkowo chciał to mieszkanie wynajmować, teraz skłania się do korzystania z niego samemu — na weekendowe wypady.

— Studiowałem w Krakowie. Nie lubiłem go wówczas. Miasto było zadymione. Z czasem się jednak zmieniło. Zwłaszcza w ostatnim dziesięcioleciu... Ma specyficzny klimat. O 8 rano można na ulicy spotkać zarówno tych, którzy jeszcze nie poszli spać, jak i tych, którzy właśnie wstali i idą na śniadanie — zachwyca się nasz rozmówca.

Kilka tygodni właściciela

Podobego zdania jest wielu innych. Apartamentów w Krakowie powstaje coraz więcej. Lokuje się je zarówno w zupełnie nowych budynkach, jak i starych kamienicach. Choć w tych ostatnich tak naprawdę stare pozostają tylko mury. Poza tym, powstają tam nie tyle apartamenty, ile apartamenciki. Mieszkania luksusowo wyposażone, ale zaledwie 50--70-metrowe. Apartamenciki powstają na Wybrzeżu i w Zakopanem. W tym ostatnim sezon turystyczny sięga do 250 dni. Wynajem niewielkiego apartamentu może zatem dać rocznie większy dochód niż wynajem 90-metrowego mieszkania w Warszawie. Deweloperzy budujący w atrakcyjnych turystycznie miejscowościach zaczynają więc oferować swoim klientom mieszkania, które będą do ich dyspozycji przez kilka tygodni w roku, a przez resztę czasu — wynajmowane. To dla tych, którzy traktują apartament w miejscowości turystycznej jako typową lokatę kapitału, która ma spłacić zaciągnięty kredyt i przynosić konkretny dochód.

— Pojawia się coraz więcej ofert apartamentów wakacyjnych, w których nabywcom kupującym mieszkanie deweloperzy starają się jednocześnie oferować usługę jego wynajmu —podkreśla Grzegorz Żochowski, partner w Reas Konsulting.

Bez wątpienia istnieją jednak tacy, którzy nie chcą klasycznie wynajmować swoich apartamencików w miejscowościach turystycznych — godzą się ewentualnie na udostępnianie ich rodzinom i bliskim znajomym. Z drugiej strony, i klasyczne apartamenty w dużych miastach są wynajmowane. Jaka jest więc skala wynajmu luksusowych mieszkań? Tego nie wiadomo.

— Zjawisko kupowania apartamentów nie po to, by w nich mieszkać, ale wynajmować, na pewno istnieje. Trudno jednak ocenić jego skalę. Być może wiedzą to sami deweloperzy, jednak żaden z nich takich informacji nie udzieli — po prostu nie jest to w jego interesie. Poza tym jak rozróżnić, czy ktoś, kto kupuje apartament, będzie w nim mieszkał, czy nie. A nawet jak kupuje siedem, to czy będzie je wynajmował, czy kupił dla siebie i swoich dzieci — pyta Mikołaj Martynuska, dyrektor działu nieruchomości mieszkaniowych w CB Richard Ellis.

Grzegorz Żochowski zwraca uwagę, że mimo konieczności zainwestowania większych środków (4 tys. EUR/mkw.) wynajmowany apartament zwróci się szybciej niż popularne mieszkanie. Szukanie rzetelnych najemców na dłuższy czas wiąże się jednak z nieco niższymi oczekiwaniami względem płaconych przez nich czynszów.

— Średnioroczny zwrot z wynajmu można szacować na poziomie 4-5 proc. To względnie niewiele. Osoby fizyczne i firmy kupują więc apartamenty, licząc na wzrost ich wartości. Inwestycje w nieruchomości da się porównać do inwestycji w złoto. Z tym że utrzymanie sztabki złota nic nie kosztuje, a o mieszkanie trzeba dbać — zaznacza Grzegorz Żochowski.

Tak było za granicą

Także Piotr Cyburt, prezes finansującego deweloperów BRE Banku Hipotecznego, zauważa, że podstawowym czynnikiem popychającym ludzi do inwestowania w apartamenty jest nadzieja na wzrost wartości samego mieszkania.

— Apartamentów nie kupują ludzie, którym zależy na płynności inwestycji. Oni mogą na zyski poczekać. Liczą na proces, jaki zaszedł w Lizbonie kilkanaście lat temu. Prawnicy, finansiści, lekarze, pracownicy firm konsultingowych najpierw wyprowadzali się do domów pod miastem. Gdy ich pozycja finansowa wzmocniła się, wielu z nich doszło do wniosku, że oprócz domu na przedmieściach warto mieć apartament w centrum. Po co? Żeby idąc do teatru, kina czy spotykając się z przyjaciółmi uniknąć potem problemów komunikacyjnych. To doprowadziło do wzrostu cen dobrze wyposażonych mieszkań w centrum — komentuje Piotr Cyburt.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu