Zawarte pod ciśnieniem strajkowym 17 stycznia porozumienie strony rządowej ze związkowcami Kompanii Węglowej (KW) zostało szybko przykryte jeszcze bardziej dramatycznymi wydarzeniami w Jastrzębskiej Spółce Węglowej.

Ale to uzgodnienia z KW znalazły się w uchwalonej w anormalnym tempie i trybie nowelizacji ustawy górniczej. W środę Polska złożyła w Komisji Europejskiej (KE) dokumenty w sprawie jej notyfikacji, jako że ustawa przewiduje wielką pomoc publiczną dla kopalń KW. Rozpoczął się etap decydujący dla wejścia porozumień w życie, albowiem unijna centrala ma bardzo wiele pytań i wątpliwości.
Jeżeli do 1 stycznia 2016 r. rozpocznie się proces likwidacji jakiejś kopalni przez Spółkę Restrukturyzacji Kopalń (SRK) — to może zostać sfinansowany z dotacji budżetowej. Stanowisko KE jest bezwzględne i niezmienne — pomoc państwa może zostać przyznana tylko dla kopalń zamykanych. Tymczasem w firmowanym przez premier Ewę Kopacz porozumieniu bez wątpliwości potwierdzono, że do likwidacji kopalń KW… nie dojdzie.
Mają być one jedynie restrukturyzowane, niektóre zostaną podzielone. Do SRK trafią Piekary, Brzeszcze, a także Makoszowy i Centrum, po podziale istniejących zakładów. Próbujemy zatem osiągnąć cel sformułowany w tytule.
Porozumienie z KW generalnie zawierało wiele chciejstwa, łącznie z zapisem już w punkcie pierwszym. Do końca lutego rząd miał skonsultować ze stroną społeczną i „biorąc pod uwagę bezpieczeństwo energetyczne kraju wystąpić do KE z wnioskiem o skorzystanie z tzw. Europejskiego Funduszu dla Inwestycji dla sektora górnictwa węgla kamiennego”.
Czy większe szanse powodzenia ma pozytywna notyfikacja ustawowej pomocy publicznej, czy też objęcie polskiego górnictwa węglowego mitycznym planem Junckera? Nie chcąc stawiać krzyżyka na obu celach, potraktujmy to pytanie jako retoryczne.