Janusz Szlanta oczyszczony z zarzutów

Katarzyna KapczyńskaKatarzyna Kapczyńska
opublikowano: 2012-03-20 00:00

Po ośmiu latach stoczniowy menedżer doczekał się prawomocnego wyroku uniewinniającego.

Niewinny — orzekł gdański sąd okręgowy, odrzucając tym samym apelację prokuratury. Sprawa dotyczy oskarżenia Janusza Szlanty, byłego prezesa i współwłaściciela Stoczni Gdynia, o działanie na jej szkodę. Wyrok jest prawomocny.

— Wystąpiliśmy o uzasadnienie i po jego otrzymaniu zdecydujemy, czy składać wniosek o kasację do Sądu Najwyższego — mówi Krzysztof Trynka, rzecznik gdańskiej prokuratury apelacyjnej.

Ścigany listami

W 2003 r. Januszowi Szlancie cudem udało się uniknąć aresztowania. Śledczy szukali go w Warszawie, a on był w drodze do Trójmiasta, by złożyć wyjaśnienia. W mediach wrzało, pojawiały się informacje o ściganiu menedżera listem gończym.

— Zabrano mi kawałek życia i sporą część majątku. Państwo znacjonalizowało stocznię i doprowadziło sektor do bankructwa — wspomina Janusz Szlanta. Stocznia Gdynia już nie istnieje. Jej majątek przejęło kilka mniejszych firm, produkujących głównie jednostki i konstrukcje offshore (dla górnictwa morskiego i energetyki). Wiedzie im się nieźle, ale — podobnie jak Stocznia Gdynia pod państwowymi rządami — mają kłopoty z Brukselą. Komisja Europejska bada bowiem, czy Crist i Stocznia

Nauta, które kupiły gdyński majątek za pieniądze pożyczone od Agencji Rozwoju Przemysłu, otrzymały pomoc publiczną. Jeśli uzna, że tak, Gdynia znów wpadnie w tarapaty. Czy Janusz Szlanta wystąpi o odszkodowanie za utraconą stocznię? — Zastanawiam się nad kolejnymi krokami — mówi stoczniowy menedżer.

Proces o zadośćuczynienie

Walkę o odszkodowanie podjął Krzysztof Piotrowski, prezesStoczni Szczecińskiej Porta Holding, którego aresztowano w 2002 r. i znacjonalizowano spółkę. Został uniewinniony przez wszystkie sądowe instancje. Domaga się rekompensaty za zwolnienie z pracy i areszt.

— Miałem roczny zakaz pracy w konkurencyjnych przedsiębiorstwach, domagam się więc 600 tys. zł. Odszkodowanie za areszt szacuję na ponad 2 mln zł — informuje Krzysztof Piotrowski. Walkę o odszkodowanie za utratę pracy przegrał w pierwszejinstancji, ale wygrał apelację. W sprawie o odszkodowanie za areszt czeka na wyznaczenie terminu rozprawy.

Krzysztof Piotrowski stara się także odzyskać stoczniowy majątek. Jego lwią część przejęło państwowe Towarzystwo Finansowe Silesia, które wydzierżawiło aktywa śląskiej firmie Kraftport. Sprawę tej dzierżawy badający jednak śląska prokuratura oraz Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.