Jest szansa na ożywienie gospodarcze za oceanem
Najważniejsze wydarzenia to ostatnio redukcje stóp w USA i w Polsce. O ile jednak Fed reaguje elastycznie, o tyle decyzja RPP przyszła za późno.
Największym wydarzeniem ubiegłego tygodnia było posiedzenie Fed i obniżka stóp o 25 pkt. W ten sposób Fed dał znać, że gospodarka wkrótce ożywi się, a jej stan nie jest dramatyczny. Obniżka o 50 pkt mogłaby inwestorów przestraszyć. Fed zostawił sobie też możliwość kolejnego cięcia stóp na posiedzeniu pod koniec sierpnia.
Szansa na ożywienie
To plusy. Minus to termin następnego posiedzenia, które odbędzie się dopiero za dwa miesiące. Do tego czasu giełda jest na łasce i niełasce ostrzeżeń i wyników spółek. O ile istnieje duża szansa na ożywienie pod koniec roku, o tyle obecnie może przeważać niepokój.
Zestaw danych makro z ubiegłego tygodnia może sugerować, że stan gospodarki się poprawia. By się to jednak potwierdziło potrzeba więcej danych i w nieco dłuższym okresie. Nie ulega jednak wątpliwości, że polityka Fed zaczyna działać i wzrastają szanse na ożywienie pod koniec roku.
Do października rynek czekają jeszcze ciężkie czasy, ale można odnieść wrażenie, że recesji nie będzie. Fed wie, co robi i ma dużą szansę na odniesienie sukcesu. Analitycy i ekonomiści zastanawiają się jedynie, jaki będzie wzór powrotu do wzrostu gospodarczego: V, U czy L. Typ V to oczywiście natychmiastowe ożywienie, bez fazy pośredniej. U to przejście przez krótki okres stagnacji. Najgorszy jest typ L, bo sugeruje długi okres stagnacji. Uważam, że najbardziej prawdopodobny jest scanariusz U (wtedy już w czwartym kwartale nastąpiłoby ożywienie) lub L (wtedy ożywienie przesunęłoby się na 2002 rok, niekoniecznie na pierwszy kwartał).
Oczekiwana poprawa
Ten tydzień jest krótszy o jedną sesję (święto 4.07). Powinien być jednak ciekawy ze względu na bliskie rozstrzygnięcia techniczne. W piątek rynek otrzyma dane o bezrobociu. Jeśli nie będzie ono rosło, to rynek dojdzie do wniosku, że jest u progu ożywienia. Wówczas może dojść do wzrostów.
Najlepiej zachowują się spółki TMT. Mówi się, że powodem jest oczekiwana poprawa wyników w czwartym kwartale. Uważam, ten powód za mało prawdopodobny, bo jest za wcześnie. Jednak z całą pewnością takie oczekiwania ograniczą ewentualne spadki. Poza tym prognozy Goldman Sachs wydają się bardziej prawdopodobne. Bank twierdzi, że należy obniżyć prognozy zysku sektora TMT z powodu zwolnienia gospodarki japońskiej, spadku popytu w Europie i zbyt silnego kursu dolara.
Potwierdza to słaba sytuacja w Eurolandzie. Z Niemiec nie płyną dobre informacje. Instytut Ifo podał, że zaufanie producentów sięgnęło w maju dwuletniego dna i obniżył swoją prognozę wzrostu PKB w tym roku do 1,2 proc. Ifo twierdzi co prawda, że gospodarka nie wejdzie w recesję, ale nie uniknie stagnacji przez cały rok 2001. Jeszcze gorzej jest we Francji. Tam też zaufanie producentów spadło do poziomu dwuletniego minimum.
Najważniejsze na rynku amerykańskim jest to, że reakcja na obniżkę o 25 pkt była pozytywna. Drugim pozytywem jest zdecydowany impet wzrostowy w sektorze TMT. Dosyć konsekwentnie lekceważone są złe informacje. To wszystko nie oznacza powrotu hossy, ale może oznaczać wyczekiwanie na to, czy wyniki spółek rzeczywiście się poprawią.
Analiza
Sytuacja techniczna nie jest jednoznaczna. DJIA obronił wsparcie na poziomie 10 450. W tej chwili opory są równo co 100 pkt (od 10 600). Trzeba założyć, że przełamanie 10 450 to konieczność testowania 10 000. Przełamanie 10 800 to atakowanie szczytu. S&P 500 wygląda równie dwuznacznie. Formacja RGR wydaje się niezagrożona, ale... widać możliwość powstania formacji podwójnego dna. Gdyby indeks przełamał 1240 pkt, to powstałoby podwójne dno i wzrost do przynajmniej 1270 pkt. To z kolei oznaczałoby przebicie linii szyi i anulowanie formacji RGR. Wsparcie jest w tej chwili na 1205 pkt. Jego przełamanie miałoby bardzo złe skutki — z możliwością zejścia nawet do 1100 pkt.
Wskaźnik Armsa nie daje sygnału kupna, jednak znowu jest małe „ale”. Średnia 45-sesyjna jest już tak wysoko, że za chwilę powinna się załamać, co może dać sygnał kupna. Najlepiej wygląda Nasdaq. Co prawda sesja piątkowa, która dała ważny sygnał, była dosyć dziwna (ponad 80 minut przerwy z powodu awarii), ale jeśli traktować ją poważnie, to nastąpiło zamknięcie okna bessy, przełamanie linii szyi formacji RGR, co automatycznie anuluje całą formację.
Nie jestem w stanie jednoznacznie prognozować w tym tygodniu kierunku na indeksach amerykańskich. Wydaje się, że nastrój w sektorze TMT jest znakomity i Nasdaq powinien rosnąć. Jednak rynek szybko zmienia zdanie, a techniczne poziomy wsparcia i oporu są tak blisko, że należy wyłączyć odczucia i kierować się wyłącznie analizą techniczną. Intuicja podpowiada, że może powstać trend horyzontalny (10 450–10 800 na DJIA i 1980–2330 na Nasdaq).
Głównym wydarzeniem w ubiegłym tygodniu była oczywiście obniżka stóp przez RPP. Wygląda na to, że rada uległa naciskom. Wtedy, kiedy należało obniżać stopy, nic nie robiono, motywując to niepewną sytuacją budżetu państwa i obawą o inflację. W momencie, kiedy okazało się, że budżet jest w dramatycznej sytuacji, a inflacja zaczyna rosnąć, RPP stopy obniża i to jest największa z tegorocznych obniżek. Uzasadnienia się znalazły, ale radziłbym o nich szybko zapomnieć. Ta obniżka jest za mała i przyszła za późno. Wydaje się, że po wyborach ustawa o NBP będzie znowelizowana.
Walutowa bomba
Po obniżce stóp złoty nawet się wzmocnił. Sytuacja robi się nieciekawa. Złoty to bomba z opóźnionym zapłonem. Nikt nie usiłował walczyć z jego siłą, doprowadzono do jego krańcowego przewartościowania. Skuszeni zarobkiem inwestorzy z całego świata, widząc, że nic nie powoduje osłabienia polskiej waluty, przestali się bać. Taka sytuacja jest klasyczna dla kursu spółki, który rośnie wbrew wszelkim złym rekomendacjom. Tymczasem złe rekomendacje się mnożą.
W zeszły piątek była taka w „The Economist”. W tym tygodniu Economist Intelligence Unit (EIU) ostrzegł przed znacznym zwiększeniem ryzyka dla polskiego złotego i meksykańskiego peso. Rekomendacje nie działają, więc złoty rośnie. Jednak, jeśli tylko zacznie spadać, to wszyscy natychmiast sobie o nich przypominają i kurs spada przynajmniej tak szybko, jak rósł.
Duży spadek złotego jest pewny, tyle że nie wiadomo dokładnie, kiedy się zacznie.
Wszyscy chcą, by złoty się osłabił, z pozoru więc nie ma czym się martwić. Chodziło jednak o to, by jego kurs był słaby w całym 2001 roku, a nie pod koniec. Osłabienie systematyczne i spokojne nie byłoby groźne. To, co nas czeka to jednak — moim zdaniem — wcale nie 10-proc. spadek kursu, tylko dużo większy. A to mocno odbije się na inflacji.
Ostrzeżenie
Piątkowe dane o deficycie obrotów bieżących były niepokojące i spowodowały lekkie osłabienie złotego. To na pewno sygnał ostrzegawczy. Trzeba podkreślić, że deficyt był gorszy od oczekiwań przede wszystkim ze względu na duży wzrost importu, a eksport spadł nieznacznie. Jednak może to zostać odczytane jako początek zmiany trendu i doprowadzić do nerwowych reakcji rynku. Wykres złotego wyszedł górą z klina, co jest sygnałem sprzedaży. Dla pewności należałoby zobaczyć, co się stanie w okolicach 4,02. Gdyby nie udało się pokonać tego oporu, jest jeszcze możliwe dalsze wzmocnienie. Pokonanie 4,02 to ruch do poziomu 4,15, gdzie jest prawdziwy, duży opór. Przełamanie 4,15 to ruch przynajmniej do 4,40. W tej sytuacji należy jedynie żałować, że kontrakty walutowe na GPW mają tak małą płynność.
Eksport będzie słabł, to jest oczywiste. Pytanie tylko, dlaczego rośnie import. Wydaje się, że odpowiedź jest dosyć prosta. W całej fachowej prasie pisze się o możliwym osłabieniu złotego. Te spółki, które mają płynność finansową, kupują na zapas materiały zaopatrzeniowe za granicą po to, by za kilka miesięcy nie płacić dużo więcej. Możliwe też jest, że producenci w coraz większym stopniu zaopatrują się za granicami kraju, bo wyroby krajowe są za drogie. To ostatnie byłoby gwoździem do trumny wielu krajowych firm.
Wzrost gospodarczy w I kwartale o 2,3 proc. to zły wynik. Szczególnie, jeśli porównamy te dane ze wzrostem PKB w Czechami (+3,8 proc.). W tej sytuacji tłumaczenie, że spowolnienie gospodarcze w naszym kraju jest wynikiem sytuacji gospodarczej na świecie jest nieporozumieniem. Popyt wewnętrzny jest bardzo słaby i nie zanosi się, żeby coś się szybko zmieniło.
Prognozy dotyczące wzrostu PKB w tym roku są bardzo złe. W drugim kwartale minister finansów Jarosław Bauc prognozuje wzrost gospodarczy na poziomie 0,7-1,3 proc. Niestety, tym razem zapewne ma rację. Jarosław Bauc nie wierzy również we wzrost w ciągu roku o 3,5 proc. i mówi o 2 proc. To też słuszna uwaga, ale niewykluczone, że tym razem przesadził w drugą stronę.
Słaby tydzień
Na giełdzie tylko poniedziałek był dobry. Potem było już tylko gorzej. Bardzo dużym ostrzeżeniem była sesja środowa. Dobre informacje nie podziałały np. na KGHM (nie było zmiany statutu, większa dywidenda). Kursy były nieco wyższe od wtorkowego, złego zamknięcia jedynie przez 30 minut. Rynek zaczął się osuwać, ale można to było jeszcze złożyć na karb oczekiwania na decyzje RPP i Fed.
Później sygnały były coraz gorsze. RPP obniżyła stopy, a reakcja rynku była bardzo ospała i niepewna. Właściwie tylko trzy spółki zanotowały mocny wzrost — Elektrim, Pekao SA i TP SA. Nie spodziewam się, że giełda szybko odczuje redukcję stóp. Na efekt trzeba będzie poczekać przynajmniej pół roku.
Następnym złym sygnałem była reakcja, a właściwie prawie jej brak, na kolejny przeciek z Elektrimu. To oczywiście też nie jest wydarzenie, ale normalnie rynek wykorzystałby to do wywołania sporego wzrostu. To wszystko kazało zachować najwyższą ostrożność. Następne sesje, a szczególnie piątkowa potwierdziły, że sytuacja jest bardzo nieciekawa. Zgadzam się oczywiście, że sytuacja makro jest bardzo zła, a zyski spółek będą fatalne do końca roku. Tymczasem nie doszło nawet do klasycznego „windows dressing” na koniec półrocza i to po tak dużych spadkach.
Wygląda na to, że wszyscy wielcy grali w jedną grę: ma być dużo taniej. Fakt, że będzie, ale powinniśmy mieć chociaż klasyczne trzecią, wzrostową falkę korekty spadków, a na razie się na to nie zanosi. To, że będzie taniej, jest, jak uważam, świadomym działaniem różnych funduszy. Jedne po prostu sprzedają licząc, że odkupią akcje dużo taniej w końcu roku. Drudzy stosują krótką sprzedaż. Następni sprzedają i zamieniają na waluty. Najlepiej zapewne wyjdą na tym ci, którzy będą stosowali krótką sprzedaż i zamieniali na waluty. Przy dużym spadku WIG-20 (1000 lub niżej) zyskają na krótkiej sprzedaży, po osłabieniu złotego zyskają następne 10-30 proc. i wtedy zaczną akumulować.
Analiza
Indeks cenowy bez wielkich zmian, w trendzie spadkowym, ale możliwa trzecia falka wzrostu jako korekta spadków. Nawet, jeśli tak będzie, to później możliwy jest duży spadek. WIG nie może powrócić nad linię szyi formacji RGR. Wyraźniejsze przebicie 14 000 pkt otwiera przepaść. Ten poziom zostanie pokonany, pytanie, czy w tym tygodniu. Mam pewne wątpliwości, ale o tym dalej. WIG-20 w horyzoncie 1260–1320 pkt. Przełamanie 1260 to wejście w dalsze spadki z możliwym zatrzymaniem na poziomie 1200-1220 pkt. Możliwe jest pokonanie 1320 pkt w ramach zygzaka korygującego spadki. Rynek jest tak słaby, że nie powinienem nawet rozważać wzrostu, jedynie spadki. Jednak, jeśli spojrzę na wskaźnik Armsa, to widzę tam klasyczny sygnał kupna. To nie automat — na naszej giełdzie nie sprawdza się tak dobrze jak w USA, ale każe zachować ostrożność.
Uważam, że docelowo dojdzie do spadków, ale jeśli sytuacja w Eurolandzie i USA będzie w tym tygodniu tak dobra, jak sugeruje to analiza techniczna, to możliwe jest wykreowanie ostatniej falki wzrostowej do poziomu maksymalnie 1360 pkt. Jeśli nawet taki ruch wystąpi, to trzeba pamiętać, że jest uzasadniony jedynie względami technicznymi. Nie ma żadnego uzasadnienia fundamentalnego i wzrost może załamać się każdego dnia.