Marek Belka jest przekonany, że najbliższe lata będą dla naszej gospodarki bardzo pomyślne. Analitycy są bardziej umiarkowani.
— Jesteśmy skazani na szybkie tempo wzrostu gospodarczego — powiedział premier Marek Belka podczas debaty zorganizowanej przez Uniwersytet Łódzki.
Jego zdaniem, Polska, podobnie jak inne kraje naszego regionu, jest atrakcyjna dla inwestorów z Europy Zachodniej.
— To właściwie zapewni nam wzrost na poziomie około 5 proc. przez wiele lat — uważa premier.
Ekonomiści podzielają optymizm premiera, choć w nieco mniejszym stopniu.
— Myślę, że 4-proc. wzrost jest do utrzymania — twierdzi Marek Nienałtowski, analityk Palladia Capital Markets.
Zdaniem Piotra Bujaka, ekonomisty Banku Zachodniego WBK, wzrost będzie solidny.
— Stan wynikający z tego, że znajdujemy się w pewnej fazie cyklu koniunkturalnego, musi potrwać — uważa Piotr Bujak.
Premier jest też optymistą w sprawie rynku pracy.
— Za kilka lat będziemy mieli do czynienia z ostrym brakiem rąk do pracy. Bezrobocie rejestrowane może mieć poziom nawet 10 proc., ale będzie trudno znaleźć ludzi do pracy — uważa premier.
Zdaniem ekonomistów, stanie się tak za sprawą strukturalnego niedopasowania na rynku pracy.
— Rąk do pracy może zabraknąć ze względu na exodus wykwalifikowanej kadry za granicę np. w sektorze medycznym — wyjaśnia ekonomista Palladii.
Premier zapowiedział też, że jeśli łączny wzrost wydatków budżetowych nie przekraczał 1 pkt proc. powyżej inflacji, to pod koniec dekady pojawi się kilkuprocentowa nadwyżka budżetowa.
— To dyskusyjna teza. Bez reformy finansów będzie to trudne — twierdzi Piotr Bujak.
Jak przypomina Marek Nienałtowski, każda ekipa rządowa miała plany reformy, której jak dotąd nie wprowadzono. Jak będzie tym razem?
— Poczekamy, zobaczymy —podsumowuje analityk Palladii.