Już tak blisko, że jeszcze daleko

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2013-10-16 00:00

Od trzeciego zwycięstwa wyborczego kanclerz Angeli Merkel niedługo upłynie miesiąc, a Niemcy wciąż nie mają nie tylko nowego rządu, lecz nawet koalicji.

Niby oczywistością jest porozumienie zwycięskiej CDU/CSU z przegraną SPD, ale obie największe partie nadal się obwąchują, sondują i prowadzą rozpoznanie przec…, pardon, partnera. Notabene rozgrywający chadecy na boku rozmawiają także z Zielonymi, ponieważ mają komfort ogromnej przewagi mandatów — tylko pięciu zabrakło im do większości bezwzględnej w Bundestagu.

Angela Merkel [FOT. BLOOMBERG]
Angela Merkel [FOT. BLOOMBERG]
None
None

Po wyborach 22 września Unia Europejska odetchnęła i na wyścigi słała do pani kanclerz depesze gratulacyjne. Wszyscy liczą, że stabilizacja polityczna w największym państwie przełoży się na ustabilizowanie się ożywienia gospodarczego. Powinien również skończyć się unijny paraliż decyzyjny, związany ze wstrzymywaniem podejmowania decyzji w imieniu Niemiec. Na razie wszystko jednak wskazuje, że na szczyt Rady Europejskiej 24-25 października przyjedzie jeszcze „stara” kanclerz z drugiej kadencji, a nie nowo zaprzysiężona. To różnica nie tylko stricte protokolarna.

Finał pertraktacji koalicjantów jest już tak blisko, że… jeszcze daleko. Ale w kwestiach europejskich porozumienie CDU/CSU z SPD jest znacznie łatwiejsze niż w wewnętrznych. Niemcy będą kontynuowały wspieranie wzrostu w krajach unijnego Południa, forsowały podatek od transakcji finansowych oraz regulację rynków kapitałowych. Absolutnie natomiast nie zgodzą się na uwspólnotowienie długów w Eurolandzie. Czyli wychodzi na to, że twarde deklaracje Angeli Merkel w tej sprawie podczas kampanii wyborczej nie były jej taktyką, lecz głębokim przekonaniem. Rozwiewa to nadzieje zadłużonej grupy PIIGS, z Grecją na czele, że reelekcja najbardziej wpływowej kobiety świata zaowocuje amnestią i ulgą dla ich finansów publicznych.