Kama Foods ratuje się przed bankructwem
Władze spółki liczą na wejście inwestora strategicznego
Nowy zarząd Kama Foods chce w ciągu trzech lat odbudować pozycję rynkową spółki, która przed kilku laty była w trójce największych producentów margaryn i olejów w kraju. Pomóc w tym ma inwestor, z którym spółka prowadzi wstępne rozmowy.
Na ostatnim NWZA Kamy Foods, 14 lutego, akcjonariusze brzeskiej firmy podjęli decyzję o zmianach w składzie rady nadzorczej. Nowa rada na swoim pierwszym posiedzeniu zmieniła zarząd spółki, który przedstawił już program naprawczy. Zakłada on przede wszystkim obniżenie kosztów.
Układ z wierzycielami
Kluczowe znaczenie dla firmy ma też restrukturyzacja zadłużenia przekraczającego 200 mln zł.
— Złożyliśmy wniosek o układ z wierzycielami, czyli przede wszystkim bankami, które chcą uczestniczyć w restrukturyzacji naszego zadłużenia — zapewnia Robert Mucha, nowy prezes Kamy Foods.
Działalność firmy finansuje przede wszystkim Bank Śląski. Robert Lissauer, doradca prezesa BSK ds. ryzyka, potwierdza, że jest w kontakcie z zarządem spółki, jednak uchyla się od wypowiedzi na temat stosunku banku do dłużnika.
Kama Foods zaczyna regulować swoje zobowiązania. Dom Obrotu Wierzytelnościami Cash Flow wycofał niedawno z warszawskiego sądu wniosek o ogłoszenie upadłości brzeskiej spółki.
— Zrobiliśmy to, ponieważ ułożyliśmy się już z Kamą Foods i nie posiadamy w naszym portfelu jej wierzytelności — wyjaśnia Piotr Krawczyk z DOW Cash Flow.
W wyprowadzeniu Kamy Foods na prostą pomóc może inwestor branżowy.
— Prowadzimy rozmowy z poważnym partnerem strategicznym. W najbliższym czasie powinniśmy podpisać list intencyjny — mówi Robert Mucha.
Nie chce jednak ujawnić nazwy inwestora. Twierdzi jedynie, że jest to jeden z światowych liderów w branży tłuszczowej.
Prokuratura nie ustępuje
Tymczasem Prokuratura Okręgowa w Opolu nadal prowadzi śledztwo w sprawie wypływu pieniędzy ze spółki.
— Oczekujemy na ekspertyzy biegłych — informuje Roman Wawrzynek, rzecznik prokuratury.
Zarząd spółki ze spokojem przygląda się tym działaniom.
— Poprzednie kierownictwo firmy popełniło pewne błędy biznesowe, ale hipoteza na temat transferu pieniędzy ze spółki jest nieprawdziwa. Jeśli inwestor — White Eagle Industries, chciałby wyprowadzać ze spółki pieniądze, to po co wydawałby 60 milionów USD (240 mln zł) i budował nowoczesną tłocznię na 320 tys. ton rzepaku, rafinerię oleju jadalnego, oczyszczalnię ścieków? W grupie kapitałowej WEI udziałowcem jest tak wiarygodny podmiot jak EBOiR, dlatego te zarzuty są śmieszne — twierdzi prezes Mucha.
Sytuacja Kamy Foods była w 2000 r. tak ciężka, że rozważano nawet całkowitą rezygnację z detalicznej sprzedaży margaryn.
— Zastanawialiśmy się nad sprzedażą marek Kama i Znakomita koncernowi Unilever, ale do tego nie doszło — mówi Robert Mucha.
Znakomita jest jednak zastawiona w Prosper Banku, który — teoretycznie — może ją sprzedać. Marka ta jest wyceniana na 60 mln zł, a Kama — 50 mln zł.
W firmie trwa rozruch po dwutygodniowej przerwie w produkcji, spowodowanej brakiem surowca.
— W lipcu zaczyna się skup rzepaku. Przy pomocy banków powinniśmy mieć środki na skup 250 tys. ton — twierdzi prezes Mucha.
Wierzy on, że już w 2001 r. Kama Foods nie poniesie strat.