PAP: Liderzy kolejowych związków zawodowych w liście otwartym do premiera zarzucili władzom PKP SA, a przede wszystkim panu, że nastąpił ogromny rozrost administracji w spółce. Czy struktura firmy stała się za pana rządów bizantyjska?
Jakub Karnowski: Przeczytałem wszystkie zarzuty zawarte w tym liście. Właściwie żaden nie jest prawdziwy. Po pierwsze: nie ma rozrostu biurokracji. Od kiedy pracuję w PKP SA, zatrudnienie w spółce zmniejszyło się o ponad 100 osób.
Od kwietnia pojawiło się w spółce sześciu dyrektorów zarządzających. Ma to związek z uporządkowaniem struktury. Dyrektorzy mają postawione konkretne, mierzalne cele, z których są rozliczani.
PAP: Czym się zajmują?
J.K.: Mamy dyrektorów do spraw: finansów, prywatyzacji i nadzoru właścicielskiego, optymalizacji procesów, nieruchomości, audytu wewnętrznego i strategii. Są oni kluczowym ogniwem decyzyjnym w procesie wdrażania strategii Grupy PKP i ponoszą odpowiedzialność za skuteczne działania w procesie restrukturyzacji spółki, wprowadzanie nowoczesnych standardów i procesu prywatyzacji.
PAP: Związkowcy twierdzą, że w PKP SA jest więcej departamentów, niż w ministerstwie transportu...
J.K.: Nie można oceniać struktury spółki po liczbie departamentów. To sztuczne. Mamy 21 departamentów. Nowe departamenty są wyspecjalizowane. To dowód na sprawne zarządzanie, a nie argument przeciw nam. Do tej pory funkcje związane z obsługą kadr czy finansów były powielane w oddziałach i w centrali. Teraz te zadania wykonują jednostki w centrali dla wszystkich pracowników oddziałów terenowych z kraju. Przed reorganizacją mieliśmy np. jeden wielki departament nieruchomości. Tam jedni zajmowali się wynajmem powierzchni na dworcach, drudzy sprzedażą nieruchomości, jeszcze inni przygotowaniem do sprzedaży. Uporządkowaliśmy to, bez tego efektywnych zmian w PKP nie dałoby się przeprowadzić.
PAP: Czy to już docelowa struktura PKP SA, czy jeszcze będą jakieś zmiany?
J.K.: Na dziś taka struktura wydaje mi się optymalna, ale spółka nadal się rozwija, więc struktura będzie dopasowana do zmian. Uważam, że to normalne i tak powinno być w każdej, sprawnej organizacji.
PAP: Inny zarzut związkowców to wynagrodzenia nowych dyrektorów i szefów departamentów sięgające podobno sześcio, a nawet ośmiokrotności średniej krajowej.
J.K.: To nieprawda. Średnie wynagrodzenie na stanowisku dyrektora departamentu wynosi 4,3-krotność kwoty bazowej wynoszącej 3 tys. 526,32 zł brutto.
PAP: Czy dlatego związkowców bulwersuje propozycja zmiany naliczania ulg przejazdowych dla kolejarzy?
J.K.: Zmiana mechanizmu naliczania ulg przejazdowych dla kolejarzy to próba dostosowania tego przywileju do obecnej kondycji spółki. Nie stać nas na utrzymanie tego przywileju w wymiarze, który wprowadzono w 1989 roku. Oszczędności z tytułu ograniczenia ulg przewozowych - w tym na przejazdy pierwszą klasą – wyniosą ponad 37 mln zł.
PAP: Związkowcy wskazują, że pana kierowca też jest dyrektorem.
J.K.: To jakieś nieporozumienie. Nie ma takiego stanowiska w PKP SA - kierowca prezesa. A żaden z kierowców nie jest zatrudniony na stanowisku dyrektora projektu.
