Karol Nawrocki potwierdził wejście do wyborczej gry

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2026-10-13 17:26

Słuchając wzajemnych ataków i kontrataków Karola Nawrockiego i Donalda Tuska trudno czasami uniknąć wrażenia, że toczy się jakaś wewnątrzklubowa ustawka dwóch zadziornych kibiców Lechii Gdańsk.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Wybory do Sejmu i Senatu odbędą się najprawdopodobniej 17 października 2027 r. Konkretną datę wyznacza prezydent, mając w kalendarzowych widełkach do wyboru cztery niedziele. Obstawiam na 99 proc., że wskaże pierwszą możliwą – czyli 17 października. Brakujący 1 proc. pozostawiam dla teoretycznie również możliwej następnej, 24 października. Trzecia data, 31 października, objęta narodową migracją cmentarną, wykluczona jest z definicji, zaś ostatni termin 7 listopada odpada jako za późny. Akurat w tym okresie dosłownie z każdym tygodniem pogarsza się pogoda, wpływająca na frekwencję. Poza tym im szybciej odbędą się wybory, tym szybciej na inauguracyjnym posiedzeniu nowego Sejmu premier Donald Tusk złoży konstytucyjną dymisję Rady Ministrów – o czym Karol Nawrocki śni i marzy.

Zgodnie z moją terminową prognozą w najbliższą sobotę wypada przedrocznica wyborów. Kilka dni przed nią Karol Nawrocki w autoryzowanym wywiadzie prasowym zarysował swój program polityczny w horyzoncie właśnie rocznym. Taki okres jest czytelny, ponieważ lejtmotyw wywiadu stanowi zaostrzająca się konfrontacja prezydenta z premierem na wszystkich możliwych polach. Najgłośniejsze są starcia o nominacje ambasadorskie, obsadę Trybunału Konstytucyjnego, priorytety w polityce zagranicznej, wetowanie ustaw, finansowanie wydatków militarnych – ale trudno znaleźć jakiekolwiek obszary zgodności. Aż dziw bierze, że sporo dokumentów mimo wojny jednak zyskuje zarówno kontrasygnatę premiera po lewej stronie, jak też podpis prezydenta po prawej. Słuchając wzajemnych ataków i kontrataków dwóch najważniejszych funkcjonariuszy państwa trudno czasami uniknąć wrażenia, że toczy się jakaś wewnątrzklubowa ustawka dwóch zadziornych kibiców Lechii Gdańsk. Notabene ich ukochana firma w maju spadła z Ekstraklasy, ciekawe czy wtedy choćby na chwilę zjednoczyła ich żałość.

Najważniejszym przesłaniem wywiadu był niemal już oficjalnie potwierdzony zamiar patronowania przez Karola Nawrockiego paktowi senackiemu. Prezydent widziałby pod swoimi skrzydłami wszystkie prawicowe środowiska tzw. patriotyczne, w tym naturalnie również ludzi Grzegorza Brauna. Potwierdził, że Konfederacja Korony Polskiej (KKP) stała się pełnoprawnym podmiotem sceny politycznej, co potwierdzają jej sondaże. Według stanu na dzisiaj lista Brauna startując samodzielnie lekko przeskakuje nad progiem 5 proc. głosów w skali kraju i wchodzi do Sejmu. Paradoksalnie znacznie trudniej przyjdzie KKP zdobycie jakiegokolwiek fotela w jednomandatowych okręgach do Senatu. Sens bloku pod patronatem Karola Nawrockiego polegał będzie na tym, że wszyscy udziałowcy się porozumieją, poskromią ambicje i wystawią tylko jednego kandydata w każdym okręgu. Podstawą bloku naturalnie będą kandydaci PiS, ale dla ludzi Grzegorza Brauna coś się znajdzie – choćby kandydowanie w okręgach, gdzie prawica i tak nie będzie miała szans wobec kandydatów przeciwnego bloku pod ogólnym patronatem Donalda Tuska.

Za rok główną konfrontacją i tak będą rzecz jasna wybory do Sejmu. Konstytucyjna wyższość decyzyjna pierwszej izby parlamentarnej nad drugim Senatem jest ogromna. W szczególności wyłącznie Sejm decyduje o zatwierdzeniu Rady Ministrów w trybie udzielenia jej – lub nieudzielenia – wotum zaufania. W pierwszym kroku Konstytucja RP przekazuje jednak strategiczną decyzję personalną w sprawie desygnowania premiera do wyłącznej dyspozycji prezydenta RP, bez obowiązku uwzględniania przez niego rozkładu mandatów w Sejmie i hipotetycznego wyniku głosowania nad wotum zaufania. Całkowicie konstytucyjne będzie nawet przeforsowanie na premiera jakiegoś kandydata… osobistego, nawet spoza nowo wybranego parlamentu. Notabene w 2004 r. już przetarł taki szlak Aleksander Kwaśniewski, desygnując wtedy spoza Sejmu na szefa pierwszego gabinetu w Unii Europejskiej swojego prywatnego wręcz kandydata Marka Belkę, który po wielu sejmowych bojach stworzył rząd mniejszościowy. W związku z tym naprawdę nie jest wykluczone, że w sytuacji rozczłonkowania i możliwego paraliżu przyszłego Sejmu prezydent wyjmie w listopadzie 2027 r. jakiegoś premierowskiego królika z kapelusza, oczywiście wiadomo z której strony sceny.

Przypominam te prawne realia, ponieważ na rok przed wyborami gorączka koncentruje się na hipotetycznej liczbie mandatów w Sejmie. Prezydent RP umocowany jest konstytucyjnie głównie jako przeszkadzacz, choćby w odmawianiu podpisów pod ustawami oraz rozmaitymi nominacjami. Do nielicznych decyzji kreatywnych, i to całkowicie jednoosobowych, należy właśnie powyborcze desygnowanie prezesa Rady Ministrów oraz powołanie jego rządu. Pytanie retoryczne – ile procent szans na takie desygnowanie za rok przez Karola Nawrockiego ma Donald Tusk.