Nauczyciel nie może być skrupulatnie rozliczany ze swojej pracy - uznał Wojewódzki Sąd Administracyjny. Nie na taki wyrok czekali samorządowcy w całym kraju - pisze "Dziennik Polski".
Sprawa nauczycielskiego pensum trafiła na wokandę po tym, jak burmistrz Ryglic (woj. małopolskie) postanowił ewidencjonować czas pracy pedagogów, którym płaci pensję. Nauczyciele, zgodnie z ustawą, są zobowiązani do 40-godzinnego tygodnia pracy. Jednak z kredą przy tablicy muszą spędzić tylko 18 godzin w tygodniu (czyli ok. 4 godziny dziennie). Pozostały czas powinni wykorzystywać na przygotowanie się do lekcji, dokształcanie, sprawdzanie kartkówek lub zeszytów; prace te mogą wykonywać poza szkołą - przypomina gazeta.
"Jednak niewielu z nich to robi. W mojej gminie nauczyciele zamiast tego często zatrudniają się w innych instytucjach, prowadzą własne firmy lub udzielają korepetycji" - mówi dziennikowi Bernard Karasiewicz, burmistrz Ryglic. "Cierpią na tym uczniowie, którzy coraz gorzej radzą sobie z egzaminami. W tym roku nasza gmina pod tym względem znalazła się na 11. miejscu w powiecie (na 16 gmin)" - dodaje.
W październiku ubiegłego roku burmistrz Ryglic wydał więc zarządzenie, w którym nakazał, aby nauczyciele siedzieli w szkole 8 godzin dziennie i tam wykonywali pracę, która do nich należy. Dyrektorzy szkół mieli natomiast skrupulatnie zapisywać wszystko to, co w danym momencie robi pedagog. Tylko jedna szkoła nie podporządkowała się zarządzeniu. Jego żywot był jednak krótki. Po 4 miesiącach zostało ono uchylone przez wojewodę małopolskiego. Gmina zaskarżyła tę decyzję do sądu, który jednak utrzymał ją w mocy - informuje "Dziennik Polski".
"Cieszę się z tego wyroku" - mówi Andrzej Ujejski, prezes małopolskiego zarządu Związku Nauczycielstwa Polskiego. "Nie można wymagać od nauczycieli, żeby siedzieli w szkole 40 godzin tygodniowo, gdyż tam nie mają oni odpowiednich warunków do pracy. Ponadto trudno jest ewidencjonować czas pracy nauczycieli, którzy praktycznie pracują bez przerwy, np. oglądając wiadomości telewizyjne" - wyjaśnia.
Z przegranej Bernarda Karasiewicza ucieszył się także jego syn, który jest nauczycielem. "Dzięki naszej gminie na pewno rozpocznie się jednak dyskusja nad zmianą Karty Nauczyciela, która jest anachroniczną ustawą, promującą nieróbstwo" - podkreśla burmistrz Ryglic, czytamy w "Dzienniku Polskim".