Historia marki Raje zaczęła się w Lubawie w woj. warmińsko-mazurskim, w rodzinnym zakładzie obróbki szkła i półproduktów szklanych dostarczanych firmom meblowym. Właściciele firmy, rodzice Klaudii Truszczyńskiej, zabierali nastoletnią córkę na targi branżowe, głównie do Chin, największego producenta maszyn do obróbki szkła na świecie, a także do Włoch, Niemiec i Stanów Zjednoczonych. Tam, między stoiskami i katalogami, oswoiła się z branżą, która później stała się fundamentem jej własnej marki.
Kiedy przyszedł czas na studia, wybrała sinologię.
– To nauka o Chinach, ich kulturze, ale też języku. Wydaje się zupełnie niepowiązana z tym, czym się dziś zajmuję, jednak to dzięki podróżom z rodzicami miałam styczność z chińską kulturą i chciałam poszerzyć swoją wiedzę – mówi Klaudia Truszczyńska, współzałożycielka marki Raje.
Nie od razu weszła do rodzinnego biznesu. Pracowała w WeWork zajmującym się wynajmem biur serwisowanych, a następnie w Netfliksie znanym nie tylko ze streamingu, lecz także z charakterystycznej kultury organizacyjnej.
– Netflix słynie ze swojej kultury feedbacku. Na co dzień otrzymywaliśmy bardzo dużo informacji zwrotnej dotyczącej naszej pracy i tego, co możemy poprawić. Staram się przenosić to do własnej firmy: do każdego zamówienia dołączamy ankietę satysfakcji, by klient mógł ocenić, czy produkt spełnił jego oczekiwania – wyjaśnia Klaudia Truszczyńska.
Luka na rynku i zakład w zachodniej części Mazur
Impuls do założenia marki Raje pojawił się podczas urządzania własnego mieszkania. Klaudia i jej siostra Weronika szukały lustra i zauważyły wyraźną tendencję do organicznych form, asymetrycznych kształtów oraz falujących linii dominujących w meblarstwie tamtego okresu. Szybko się okazało, że rynek jest wyraźnie spolaryzowany.
– Zauważyłyśmy, że wybór luster w Polsce sprowadzał się do dwóch opcji. Pierwsza to modele o ciekawym kształcie, ale słabej jakości. Druga to lustra bardzo dobrej jakości, często produkowane lokalnie, lecz w cenie trudno dostępnej dla większości klientów – mówi Klaudia Truszczyńska.
Siostry postanowiły wypełnić tę lukę i w 2023 r. stworzyły własną markę. Naturalnym wsparciem był należący do rodziców zakład obróbki szkła – gotowe zaplecze technologiczne i rzemieślnicze. Produkowano tam m.in. lustra, jednak w przestarzałym wzornictwie z lat 90. i bez własnej marki. Siostry zaczęły od zaprojektowania i wyprodukowania czterech modeli testowych. Gdy rynek zareagował zainteresowaniem, do asortymentu dołączyły szklane stoliki, a później także mniejsze lusterka kosmetyczne, dziś dostępne stacjonarnie w polskich concept store’ach.
Siostry chciały też podkreślić, że zachodnia część Warmii i Mazur od lat jest zagłębiem tradycyjnego meblarstwa. Każde lustro marki nosi nazwę jeziora lub rzeki.
– Chcemy budować świadomość, że ten region to nie tylko turystyka, lecz także lokalne rzemiosło z tradycjami. Pokazujemy, że może konkurować z globalnymi markami i zaspokajać gusta nawet najbardziej wymagających klientów – wyjaśnia Klaudia Truszczyńska.
Filozofia nazewnicza rozszerza się na kolejne kategorie produktów.
Zamówienie z Barcelony
Na początku marka Raje koncentrowała się na rynku polskim. Lustra są duże i kruche, a wysyłka zagraniczna wymagała dopracowanej logistyki. Z czasem zaczęły jednak napływać zapytania z innych krajów. Równolegle marka, prowadząca wówczas komunikację wyłącznie po polsku, wzbudziła zainteresowanie Anny Lewandowskiej, która urządzała swoje studio fitness w Barcelonie.
– Ponieważ nasze reklamy docierały głównie do Polaków, Anna Lewandowska trafiła na nasz profil i zapytała, czy wysyłamy do Barcelony. Jeden z modeli idealnie pasował do estetyki studia. Wysłałyśmy lustro, a ona później poleciła je na swoim Instagramie – opowiada Klaudia Truszczyńska.
Efekt był natychmiastowy. Rekomendacja osoby publicznej przyspieszyła budowanie wiarygodności marki. Jednocześnie Raje przeszły na komunikację w języku angielskim i zaczęły poważnie myśleć o ekspansji. W planach na ten rok jest intensyfikacja działań marketingowych w Europie Zachodniej.
Kolejnym nieoczekiwanym segmentem rynku okazali się wedding plannerzy. Zaczęli się licznie zgłaszać latem ubiegłego roku.
– Podczas ślubów pojawił się trend ustawiania dużego lustra, często z naklejką z imionami i nazwiskami pary młodej. Otrzymaliśmy wiele takich zapytań. Tego zupełnie się nie spodziewałam – przyznaje Klaudia Truszczyńska.
Technologia z Azji, produkcja w zachodnich Mazurach
Współzałożycielka marki nadal odwiedza targi branżowe, szczególnie we Włoszech i Chinach. Stamtąd pochodzi jedna z technik wdrożonych w zakładzie: technologia klejenia szkła przy użyciu lamp UV, stosowana przy produkcji szklanych stolików.
– Szkło to materiał wymagający i trudny w obróbce, a zależało nam na maksymalnej estetyce. Lampa UV pozwala połączyć dwie części, na przykład blat z podstawą, bez widocznych śladów łączenia czy resztek kleju. Dzięki temu produkt jest elegancki i gładki – wyjaśnia Klaudia Truszczyńska.
Lokalna produkcja daje im dodatkową przewagę: krótszy czas realizacji zamówień personalizowanych. Lustro z ramą w niestandardowym kolorze można wykonać znacznie szybciej niż w przypadku importu z Azji, gdzie sama logistyka trwa często kilka miesięcy. Zakład jest w dużej mierze zasilany energią z instalacji fotowoltaicznej, co ogranicza ślad węglowy zamówień realizowanych na terenie Polski.
Projektowanie pozostaje rodzinne. Klaudia i Weronika inspirują się globalnymi trendami, szkicują projekty, zlecają wykonanie ram lokalnym zakładom stolarskim, a następnie docinają i osadzają szkło. Każdy nowy model poprzedza prototyp testowany w zakładzie.
– Najpierw publikujemy zdjęcia prototypu w mediach społecznościowych i obserwujemy reakcje. Na podstawie pytań i zainteresowania decydujemy o zwiększeniu produkcji. Chcemy tworzyć lustra dostępne cenowo, ale unikamy masowej skali – podkreśla.
Po godzinach Klaudia podróżuje. W trakcie studiów spędziła niemal rok na wymianie w Nowym Jorku i do Stanów Zjednoczonych regularnie wraca. W 2025 r. szczególnie inspirowała ją architektura kalifornijska w Los Angeles. Uczy się języków: po chińskim przyszedł czas na włoski. Gra w tenisa.
– Uwielbiam miejsca o wyraźnej tożsamości. Inspirują mnie, a ich charakter w pewien sposób przenika do moich projektów. Naszą filozofią jest, by lokalne rzemiosło z Warmii i Mazur mogło konkurować z najlepszymi globalnymi markami. I to się udaje – podsumowuje Klaudia Truszczyńska.

