Po dwóch latach przerwy wracają Revolutni. To neologizm ukuty w związku z kampanią „bank ludzi revolutnych”. Twarzą i ambasadorką akcji była Julia Wieniawa. Była to pierwsza tak lokalna kampania Revoluta, czyli skierowana tylko do klientów jednego rynku. Dzisiaj własne reklamy mają Rumunii, Niemcy, Francuzi, Włosi.
Kampania z Julią Wieniawą była skierowanej głównie do pokolenia Z. Nowa kampania również będzie miała ambasadora, ale bardziej dojrzałego rocznikowo, ponieważ weźmie ona na cel generację milenialsów. Nazwiska bank nie ujawnia. Start kampanii prawdopodobnie w kwietniu.
Zmiana grupy docelowej pokazuje, jak Revolut dojrzewa na polskim rynku. Osiągnął tu niemały sukces, ponieważ w kilka lat pozyskał 5 mln klientów. Niektórzy bankowcy wzruszają ramionami na tę liczbę, bo uważają Revoluta raczej za aplikację do płatności i tani kantor – generalnie dodatek do podstawowego banku. To może się zmienić. Revolut zamierza nadal budować masę, ale zaczyna pracować nad rzeźbą.
Od początku marca za marketing i rozwój biznesu w krajach CEE odpowiada Wiktor Stopa, który od trzech lat nadzoruje rynki niemieckojęzyczne Revoluta. W Polsce za cel stawia sobie wzrost transakcyjności i zaangażowania klientów.
- Chcemy stać się bankiem do codziennych płatności – mówi wprost Wiktor Stopa.
Żabka rządzi w Revolucie
Z danych jakie ujawnia Revolut wynika, że w coraz większym stopniu pełni on rolę banku transakcyjnego. Na liście top 5 sprzedawców, u których klienci najwięcej wydali w ciągu ostatnich 365 dni, są Booking.com i dalej: Biedronka, Lidl, Żabka i Allegro. Pod względem liczby transakcji rządzi Żabka przed Biedronką, Lidlem, McDonald’sem i Orlenem. Największą liczbę klientów znowu przyciąga Żabka, potem jest McDonald’s, Biedronka, Lidl i Rossmann.
Rankingi mówią pośrednio, kim są klienci Revoluta: ludzie zainteresowani podróżami, którzy używają walutowej karty banku, a więc raczej zamożni. Jest grupa płacąca za zakupy spożywcze. Wysoka pozycja Żabki i McDonald’sa sugeruje, że najaktywniejsi są ludzie młodzi.
Daily banking, o którym mówi Wiktor Stopa, to początek. Ambicją Revoluta jest wykroczyć poza transakcyjność i stać się w Polsce bankiem pierwszego wyboru, do którego klienci przelewają swoje wynagrodzenie. Wiktor Stopa nie podaje danych, ile rachunków jest obecnie regularnie zasilanych przelewem od pracodawcy. Mówi natomiast, że celem jest przekonanie co najmniej połowy klientów do wskazania Revoluta jako banku, do którego trafia wynagrodzenie.
Polska jest czwartym rynkiem Revoluta w Europie pod względem liczby klientów po Wielkiej Brytanii, Francji i Hiszpanii. W naszym regionie bank ma bardzo mocną pozycję również w Rumunii.
Revolut prowadzi działalność w Polsce w oparciu o tzw. jednolity paszport europejski. Polega on na tym, że jeśli instytucja finansowa ma licencję jednego z nadzorów w UE wówczas może oferować usługi we wszystkich krajach wspólnoty. Revolut ma licencję bankową nadzoru finansowego na Litwie. W ubiegłym tygodniu bank, pod długim oczekiwaniu, uzyskał też licencję nadzoru brytyjskiego.
Revolut przymierza się do otwarcia oddziału w Polsce.
Inwestycje zamiast hipoteki
Jak osiągnąć ten cel? Revolut ma pod górkę, ponieważ w ofercie brakuje mu kluczowego produktu, jaki zazwyczaj wiąże klienta na lata – kredytu hipotecznego. Klient często dostaje w ramach promocji niższą marżę, jeśli zaciągając hipotekę zobowiąże się przelewać do kredytodawcy wynagrodzenie. Revolut kredyty mieszkaniowe oferuje tylko na Litwie. W tym roku ma wejście z hipotekami do Irlandii i Francji.
W Polsce bank przygląda się rozwojowi cyfrowej hipoteki. W planach na ten rok nie ma nowych produktów. Skupi się na promowaniu istniejącej oferty.
- Stawiamy na programy inwestycyjne i oszczędnościowe – mówi Wiktor Stopa.
Revolut oferuje rozbudowany panel do inwestycji w akcje, ETF-y, metale szlachetne czy kryptowaluty. W ubiegłym roku zaczął udostępniać usługi z zakresu zarządzania majątkiem dla zamożnych klientów. W tym roku przymierza się do zbudowania własnego zespołu od bankowości prywatnej dla klientów HNWI (high net worth individuals), którzy dysponują aktywami o wartości minimum 1 mln USD.
Fintech o wartości 75 mld USD
Revolut jest jedynym w Europie transgranicznym bankiem. Zaczynał od licencji bankowej na Litwie. W ubiegłym tygodniu, po latach oczekiwania, uzyskał licencję nadzory brytyjskiego. Niedawno wystąpił o licencję w USA.
Prowadzi działalność w kilkudziesięciu krajach na wszystkich kontynentach, obsługując 50 mln klientów. Polska jest czwartym rynkiem pod względem liczby klientów i dojrzałości biznesu.
Bank wyceniany jest na 75 mld USD. Poszła ona mocno w górę po publikacji wyników za 2024 r., które pokazały 72-procentowy wzrost przychodów - do 4 mld USD. W poprzednich latach Revolut miał spore problemy z domknięciem ksiąg rachunkowych ze względu na nieścisłości w raportowaniu wskazywane przez audytora.
Neobank z zyskiem
Revolut jest obecnie najwyżej wycenianym fintechem w Europie. Wśród inwestorów ma m.in. fundusz Fidelity, Greenoaks oraz NVentures (wehikuł inwestycyjny Nvidii). Należy też do bardzo nielicznej grupy tzw. neobanków na świecie, którym udało się wypracować dodatni wynik finansowy. Po 2024 r. nastąpił prawdziwy wysyp fintechów pozycjonujących się w kontrze do tradycyjnych banków. Większość zakończyła działalność (jak polski SmartBank czy Aion). Kilka przetrwało i dobrze sobie radzi. Są to m.in. brazylijski Nubank, brytyjski Monzo,, holenderski Bunq Bank, czy amerykański Chime. I właśnie Revolut. Jako jedyny osiągnął przy tym bardzo dużą skalę biznesu, jeśli chodzi liczbę rynków, na jakich działa. Pod względem liczby klientów prawdziwym kolosem jest Nubank obsługujący pond 120 mln osób, z tego 113 mln w Brazylii i 10 mln w Meksyku.
