Kiedy będzie lepiej? - oby nie było gorzej

Kazimierz Krupa
28-12-2001, 00:00

Niniejszym dementuje się informację, jakoby w noc wigilijną zwierzęta mówiły ludzkim głosem. Ponad wszelką wątpliwość ustalono, że nic nie mówią. Bo w innym przypadku moje dwa psy — które podczas naszej nieobecności w domu w noc wigilijną (spowodowanej uczestniczeniem w pasterce), wlazły do garażu, gdzie spożyły: kostkę masła, całą upieczoną gęś przygotowaną na świąteczny obiad i zapas swojej zupy na trzy dni — coś by powiedziały. Po nich nawet było widać, że są niebywale przeżarte i kiepsko się czują — ale milczały jak zaklęte. Tak więc zwierzęta, nawet w wigilię, nic nie mówią. Ale co tu się dziwić zwierzętom, gdy mówienie ludzkim głosem sprawia spore trudności wielu politykom.

Święta, święta — i po świętach, ale i... przed świętami. Zrobiliśmy sobie tylko małą przerwę. Zresztą nie wszyscy. Niegdyś mówiło się, że tak około 19 grudnia można Polskę zamknąć na kłódkę czy skobel, bo i tak nikt o niczym innym nie myśli jak tylko o świętach. Ale wtedy zdobycie dzwonka wigilijnego śledzika czy karpia i świątecznej szyneczki, wymagało długich i uporczywych zabiegów. Dzisiaj, gdy śledzików, karpi czy szyneczek u nas dostatek i wszystko można dostać od ręki — niewiele się zmieniło. Mimo zmiany ustrojowej, wolnego rynku, itp. itd... dalej w okresie przed- i poświątecznym (a raczej międzyświątecznym) nic załatwić się nie da. Świętujemy.

Okres świąteczny, kończącego się roku, powoduje złagodzenie spojrzenia na otaczającą nas rzeczywistość, ale jednak nie sposób zamknąć oczu zupełnie. Zamierający wzrost gospodarczy, spadek produkcji przemysłowej, zanik popytu — obniżki cen przemysłowych — bankructwa przedsiębiorstw, spadek nakładów inwestycyjnych, zapaść w budownictwie, a przede wszystkim lawinowo rosnące bezrobocie (liczba bezrobotnych przekroczyła już 3 mln) i zwiększające się realne obciążenia podatkowe tych, którzy tę pracę jeszcze mają — nie tworzą idyllicznego obrazu końca Anno Domini 2001.

Świat, rzeczywistość, nie są takie, jakie są, ale są takie, jakimi je widzimy — to stara prawda. A sytuacja, kiedy mamy nieodparte wrażenie, że jesteśmy w sytuacji pacjenta, któremu co chwilę ordynuje się nowy lek, i to coraz paskudniejszy, mimo to czuje się coraz gorzej, tylko lekarz kwitnie — nie jest chyba normalna. Technika, a może precyzyjniej socjotechnika, duszenia delikwenta dla jego własnego dobra jest stara jak świat, a w zadziwiający sposób wciąż aktualna. Oczywiście konieczne jest jeszcze okazywanie należnego współczucia podczas tego duszenia: o, jak ci gały na wierzch wyszły — i zwiększa się siłę nacisku na szyję; ale sczerwieniałeś, och, robisz się całkiem buraczkowy — i dociskana jest krtań; a ta żyła na skroni, tak nabrzmiała, chyba zaraz ci pęknie. I wtedy... Wtedy ucisk jest zwalniany, bo przecież nie chodzi o to by ofiarę udusić, a jedynie poddusić.

Czy możemy się więc dziwić i nie wykazywać zrozumienia dla dosyć powszechnie słyszanego na ulicach zdania: ech, dzisiaj te święta, Sylwester, to już tak nie cieszą. I to nie tylko dlatego, że z każdym rokiem jesteśmy starsi i jest nas mniej (już trzeci rok z rzędu liczba naszych współmieszkańców, zmniejsza się). Kluczowe jest tu poczucie bezpieczeństwa, a raczej jego brak. Brak pewności pracy, ciągłości dochodów, bezpieczeństwa socjalnego — to wszystko powoduje pogarszanie nastrojów. Oglądanie otaczającego nas świata, zwiększających się obszarów biedy, również nie wpływa na wzrost optymizmu. Stąd coraz liczniejsi z rozrzewnieniem wspominają czasy, gdy chociaż jako społeczeństwo z pewnością byliśmy znacznie biedniejsi, to właśnie bezpieczeństwo zaspokojenia podstawowych potrzeb było nieporównywalne. Takie resentymenty prowadzą jednak donikąd. Świat jest inny, „to se ne wrati”, i trzeba się z nim wziąć za bary. A ponieważ jest tak źle, to chyba może być już tylko lepiej.

W każdym razie ten rok, dla koniunktury, ożywienia gospodarczego, wydaje się bezpowrotnie stracony. Pozostaje nam jedynie wiara w to, że nie będzie gorzej. Tym bardziej że nawet założony przez Ministerstwo Finansów (po wszystkich korektach) wzrost PKB na poziomie 1,2 proc. wydaje się mało realny po słabych wynikach ostatnich miesięcy. Wszystkie dane makroekonomiczne straszą swoją wymową. I oby nie było tak, jak ze starego dowcipu o przemówieniu towarzysza Wiesława, czyli Władysława Gomułki, który — jak mówi anegdota — był łaskaw rzec: Rok temu byliśmy na krawędzi przepaści, a dzisiaj zrobiliśmy ogromny krok naprzód.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Kiedy będzie lepiej? - oby nie było gorzej