Klimczak: Kryzys sporo nas nauczył

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 2011-04-27 08:53

Artur Klimczak, odpowiedzialny w Banku Millennium za detal deklaruje w rozmowie z "Pulsem Biznesu", że instytucja chce być uniwersalnym, zdrowym bankiem, nie koncentrującym się wyłącznie na agresywnej sprzedaży kart kredytowych i kredytów hipotecznych.

„Puls Biznesu”: Zakończyliście już wszystkie sporne sprawy z pracownikami z przeszłości, dotyczące odebranych premii za zafałszowane wyniki sprzedażowe oraz sposób rozliczania świadczeń urlopowych?
 
Artur Klimczak, członek zarządu Banku Millennium  ds. detalicznych: Tak. Musieliśmy to zdecydowanie uporządkować  i mieliśmy rację. Ukaraliśmy tych, którzy, proszę mi wierzyć, postępowali nieetycznie.Podtrzymaliśmy swoje stanowisko także w  trakcie kontroli inspekcji pracy oraz w tych nielicznych sprawach, ktore trafiły do sądu pracy. W sprawie wypłat premii za okres urlopowy jest podobnie. Niektórzy pracownicy zdecydowali się dochodzić swoich racji na drodze prawnej, ale. jak dotąd żadna ze spraw nie zakończyła się dla nich pomyślnie.

Premie za 2010 r. zostały wypłacone?
 
Tak. Mamy w obszarze detalicznym dwa rodzaje premii: roczne i miesięczne. Roczna została wypłacona. Od tego roku zmieniliśmy system wypłaty rocznej premii na życzenie pracowników. Zdecydowana większość z nich nie chce czekać na wypłatę bonusa i wolałaby dostać pieniądze od razu. A więc od tego roku premia jest doliczona do pensji miesięcznej stąd pracownikom, którzy ją dostają, wzrosły od tego roku miesięczne pobory..
 
Taki sposób rozliczenia pomoże im zaciągnąć kredyt, bo wzrośnie podstawa do liczenia zdolności kredytowej. Oprócz bonusa w banku były podwyżki?
 
Pracownicy sprzedaży, a jest to 70 proc. zatrudnionych w części detalicznej, mają własną ścieżkę kariery, którą wypracowywaliśmy przez ostatnie lata. Oparta jest ona o miesięczną punktację, a jak powiedział klasyk mamy plusy dodatnie i plusy ujemne. Za wyniki sprzedaży, jakość obsługi i audyt przyznawane są punkty dodatnie. Gdy ocena jest zła, część punktów jest odbierana. Co miesiąc najlepsze 10 proc. pracowników dostaje 5 punktów, kolejne 3 pkt itd. Gdy osiągną wymaganą liczbę punktów otrzymują premie. Niektórzy, szczególnie na niższych stanowiskach, bo tam jest łatwiej je dostać, mogą dostać dwie podwyżki rocznie ale są też tacy, którzy nie dostali podwyżki od kilku lat. Ktoś powie, że stanowisko stanowisku nierówne, że są trudniejsze i łatwiejsze oddziały. Uważamy, że albo stosujemy te same zasady dla wszystkich, albo wprowadzamy ręczny system, uznaniowy. Nie ma idealnego rozwiązania, ale chcemy uniknąć sytuacji, by tak wążne decyzje oparte były tylko na opinii 500 kierowników.
W podobny, punktowy, sposób, rozliczani są pracownicy back office.
Zmienił się system oceny pracowników. Same wyniki sprzedażowe już się nie wystarczą. Kluczowe znaczenie ma jakość obsługi klienta, stąd kluczowa rola mistery shopera. Jeśli wyniki sprzedaży są świetne, ale w oddziale jest kolejka, której nikt nie obsługuje -  miesiąc sprzedaży przepada. Od listopada przeprowadziliśmy 2 tys. wizyt w oddziałach, a będziemy robić ich więcej. Każdy oddział wie, że przynajmniej raz w miesiącu odwiedzi ich mistery shoper. Sprzedawcy są rozliczani z wyników kwartalnie. Uważam, że jest nie fair odebrać komuś premię miesięczną, lub ją podwyższyć na odstawie jednej wizyty. Ale na podstawie średniej z trzech już tak.

Jakie będą premie z I kwartał, czyli inaczej mówiąc jakie były wyniki banku?
 
Nie możemy ujawnić tych danych przed publikacją kwartalnego raportu. Mogę jednak powiedzieć, ze jesteśmy zadowoleni. W detalu, czyli w pionie za który odpowiadam, też mamy powody do zadowolenia.
 
Może zróbmy chociaż przegląd poszczególnych produktów. Kredyty hipoteczne na całym rynku były słabe w I kwartale, u was?
 
Podobnie. Dodam jednak, że naszym celem nie jest zajecie pozycji liderea na tym rynku.
 
Kiedyś padła kwota 500 mln zł jako pułap kwartalnej sprzedaży kredytów hipotecznych. Do tej pory nie udało wam się wypracować takiego wolumenu. Jest on do osiągnięcia?
 
Jest.
 
Spotkałem się opinią, że po zmianach w banku, likwidacji działu hipotecznego w poprzednim kształcie, moce przerobowe nie są wystarczające, żeby wyrabiać taką sprzedaż.
 
To nieprawda i ma pan na to moje słowo. Dla nas ważne są dwa parametry: całkowita sprzedaż banku oraz udziały w ryku. Naszym celem jest utrzymanie naszego naturalnego udziału w rynku (liczonego jako udział sieci banku w sieciach oddziałów na całym rynku – przyp. ET), który wynosi około 5 proc. W większości kategorii mamy mniej więcej taki udział. W jednym wynosi on 5,7 proc. w innym 4,5 proc. Nie jesteśmy bankiem, który w jednym segmencie ma 20 proc. a w innym 2 proc. Chcemy, żeby hipoteka była jednym z produktów oferowanych w ramach naszej oferty. Nie chcemy spaść poniżej udziałów w rynku, bo wydaje nam się, że jako bank uniwersalny musimy mieć hipotekę w ofercie, jako produkt ważny dla naszych klientów. Ale nie kluczowy. Dla mnie dużo ważniejsze jest to na czym my zarabiamy, co jest dochodowe, co jest sens sprzedawać.
 
Co jest?
 
Jeżeli marże na hipotekach byłyby w okolicach 2-2,5 proc. to byłby to bardzo atrakcyjny produkt. Ale nie są. Takie marże były do utrzymania na jesieni zeszłego roku, potem wszyscy zaczęli je obniżać, my też. Nie chcemy wycofać się z tego rynku, ale nie mamy  ambicji być jego liderem. Gdyby marże utrzymały się w granicach 1 proc. to kredyt mieszkaniowy przestaje być kluczowym produktem. Muszę go mieć w ofercie, jak przystało na bank uniwersalny, utrzymywać know how w sieci, zaplecze procesowe, ale bez dopłacania do biznesu.
Wracając do wyników sprzedażowych za I kwartał trzeba powiedzieć, że historycznie pierwsze trzy miesiące roku zawsze są fatalne dla rynku kredytów mieszkaniowych. W tym roku w ogóle, nawet w porównaniu z poprzednim rokiem, rynek nie wzrósł.
 
Rodzina na swoim, na którą wielu rzuciło się pod koniec 2010 r., obawiając się ograniczeń w programie, zrobiła swoje.
 
W związku z tym nie zrobiliśmy pół miliarda, ale w lutym i marcu zwiększyliśmy udziały w rynku. To znaczy, że wszyscy zmniejszyli sprzedaż, przy czym my mniej niż inni.
Odpowiadając na pytanie na czym chcemy zarabiać, powiem, ze na wszystkim po trochu. Chce mieć zdrowy, uniwersalny bank, a nie bank hipoteczny, albo category killer. Kryzys nas tego nauczył.
 
Wciąż macie jednak ciągotki, żeby mocniej stawiać na wybrane produkty. Weźmy chociażby kartę kredytową Impresja, mocno promowaną przez bank.
 
Potrzebujemy produktów którymi będziemy zachęcali klientów, jakichś nowinek. Ale sama karta nigdy nie będzie lokomotywą rozwoju.
 
Karty zawsze były ważny elementem banku.
 
W ubiegłym roku liczba kart na rynku, o ile pamiętam, spadła o1 mln, to nie mało. Dla nas ważne jest by mieć dobrą kartę kredytową, ale jakość klientów jest ważniejsza niż liczba plastików jakie wydamy. Oczywiście nie będziemy zwijać biznesu i jestem zadowolony z tego co mamy. Udziały rynkowe Millennium są na poziomie 6 proc., udziały mierzone transakcyjnością wynoszą około 9 proc. Mamy zatem lepsze niż średnia rynkowa karty kredytowe.
 
W jakich ilościach sprzedała się Impresja?
 
118 tys.
 
Jak na niespełna rok sprzedaży, to nieźle.
 
To prawada, nieżle, bo ten produkt jest atrakcyjny dla klienta, zdobył wiele ważnych nagród...
Nie ma cross givingu w przypadku Impresji i karty dołączonej do konta nowego osobistego? Płacąc każdą z nich klient może otrzymać w ramach money backu 760 zł i 600 zł rocznie.
 
Nie ma żadnego benefitu z posiadania Impresji oraz konta, jeśli klient nie korzysta z karty. Co innego jest dzielić się z klientem przychodami, a co innego płacić mu za otwieranie rachunku. My nie chcemy sprzedawać samego plastiku, po to żeby ktoś miał go w portfelu, a bank znajdował się w  jakimś rankingu o jedno oczko wyżej niż konkurenci. Nie chcemy też uzależniać się od koniunktury. Nie chcemy opierać się na kluczowych produktach, które w razie kryzysu mogą drastycznie wpłynąć na nasz biznes.
 
Dzięki agresywnej sprzedaży, szybciej rosną przychody banku.
 
Ale są one bardziej ryzykowne.
 
Millenium znany był z agresywnej działalności i pokazywał agresywne wyniki.
 
W IV kwartale ubiegłego roku przychody w bankowości detalicznej były historycznie najwyższe. Wyższe niż wtedy, kiedy mieliśmy zacznie bardziej ryzykowną strukturę sprzedaży. Z nudnej, powtarzalnej działalności nie dość, że zrekompensowaliśmy spadki z f/x to jeszcze przynieśliśmy dodatkowe dochody. W banku dwie rzeczy są ważne: przewidywalność i powtarzalność. Dochody powinny być dużo bardziej wypłaszczone niż cykl koniunkturalny. Może nie będziemy bardzo dużo zarabiać w czasie hossy, ale będziemy dużo zarabiać gdy przyjdzie bessa.
 
Kryzys sporo was nauczył.
 
To prawda.
 
Jesteście jedynym bankiem niewidocznym w kredytach gotówkowych.
 
Nieprawda, nie jesteśmy po prostu obecni w ofercie dla klientów zewnętrznych.
 
Miałem na myśli nieobecność w obserwowanej ostatnio zmasowanej kampanii reklamowej banków.
 
Ponad 90 proc. produkcji kierujemy do naszych własnych klientów. Nie musimy wychodzić z ofertą szerzej na rynek.
 
Chyba większość rzeczy robicie dla własnych klientów, nawet Dobre konto, które sprzedajecie od dwóch miesięcy, mam wrażenie, skierowane jest do klientów.
 
Nie. Nasza strategią jest pozyskiwanie klientów przez bezpieczne produkty takie ja „Dobre konto,, poznanie ich i pogłębianie relacji z nimi.Nie chcemy pozyskiwać klientów dzięki pożyczkom., zdecydowanie bardziej wolimy dzięki ROR-om.. Dzięki temu, możemy  analizować wypływy na rachunek. Kilka miesięcy wystarczy żeby zobaczyć jak one się kształtują i potem możemy wyjść do nich z agresywną ofertą kredytową.
 
Jaka jest ścieżka dotarcia do klienta?
 
Jedną z najlepszych rzeczy jakie mamy w banku to zindustrializowany proces, czyli sposób dotarcia do klienta w zorganizowany sposób. Najpierw przez trzy miesiące, później przez kolejne trzy, badamy wpływy i wypływy na rachunku, przeglądamy operacje na rachunku, depozyty itd. Potem przygotowujemy co miesiąc kampanię: wysyłamy do oddziałów oraz call centre czasem 80 tys., a czasem 140 tys. rekordów z adresami wybranych klientów. Pracownicy każdego dnia dostają po 5-6 rekordów i proponują im kartę, kredyt, depozyt..
 
O ile zwiększycie zatem wolumen kredytów gotówkowych? W ubiegłym roku było to 900 mln zł.
 
W tym roku chcielibyśmy utrzymać sprzedaż mniej więcej na tym samym poziomie.
 
Nie będziecie zwiększać sprzedaży?
 
Musimy być realistami. Rekomendacja T miała spory wpływy na rynek. Myślę, że jeśli utrzymamy poziom sprzedaży z 2010 r. to zwiększymy udziały w rynku.
 
O ile rekomendacja przycięła cały rynek?
 
Trudno to jeszcze ocenić. Nie docenialiśmy w styczniu, gdy rekomendacja weszła w życie, jaki będzie miała wpływ na produkcję. Nie tylko na naszą. Tak było na całym rynku. W marcu wróciła ona już do poziomów z poprzedniego roku. U nas problem związany był z procesem a nie polityką, jak naszych konkurentów. Myśmy od dawna stosowali konserwatywne zasady kredytowe, musieliśmy tylko dostosować nasze systemu do niektórych nowych wymogów. Przykładowo nowe regulacje wymagają weryfikacji również współmałżonków wnioskodawcy. Przekroczenie ubiegłorocznych wolumenów może być trudne, natomiast dojście do takich poziomów jest realne.
 
W hipoteki rekomendacja też uderzyła?
 
Na hipoteki nie miało takiego wpływu.
 
Jaki poziom sprzedaży kredytów mieszkaniowych założyliście w tym roku?
 
Przyjęliśmy taki sam poziom, czyli 2,1 mld zł, Dla mnie ważne jest to ile na tym produkcie zarobimy. Jeżeli rynek wymusi spadek cen, wtedy ja obniżę cele sprzedażowe.
 
Jeśli chodzi o przychody, to jaki będzie ten rok po rekordowym IV kwartale. Wprowadzając nowe konto prezes Kott powiedział, że w każdym scenariuszu bank na nim zarobi. Wcześniej spora część przychodów pochodziła z opłat za konta i bankomaty, których liczbę bank w pewnym momencie ograniczył. Będziecie zarabiać na interchange'u, ale czy nowa oferta nie uderzy was po kieszeni?
 
W nowej ofercie najlepsze jest to, że wszystkim tak się wydaje. A tak nie jest. My nic nie dajemy za darmo. Może jedno słowo wstępu dlaczego zależy nam na produktach, na których zarabiamy. Zastanawialiśmy się, czy nie zrobić kampanii w stylu innych banków: konto za darmo i jeszcze płacimy klientowi, gdy je otworzy. Ja nie chcę mieć jednak klientów, nawet gdy będzie ich dużo, którzy przychodzą po 100 zł. Nasze konto nie jest za darmo: jest nieodpłatne jeżeli klient przelewa pieniądze i robi transakcje. Najpierw zrobiliśmy globalny scan rynku z ostatnich dwóch lat: od Japonii po USA, żeby sprawdzić jakie oferty bankowe odniosły sukces medialny, a jakie przyniosły rzeczywiste sprzedażowe efekty. Prezenty dla klienta nigdzie się nie sprawdziły. Poziom lojalności takich klientów dramatycznie spada po roku. Po drugie zrobiliśmy dobry market reaserch w Polsce, żeby zobaczyć co jest ważne dla naszych klientów.
 
Ciekawe jest to, że wśród waszych badanych dużą popularnością cieszyła się usługa money back. W badaniach PKO BP na ten sam temat wyszło, że tylko 2 proc. klientów jest zainteresowana takim benefitem.
 
Z naszych wyszło inaczej. Badania pokazały, że największe znaczenie dla klientów mają opłaty za konto. Nie przyjdą do nas, gdy rachunek będzie odpłatny, ale też nie przyciągnie ich oferta za 0 zł, bo to nie jest już żaden wabik. Co ich motywuje? Sprawdziliśmy jakie produkty lojalnościowe odniosły największy sukces ma świecie. Na tak konkurencyjny rynek, jakim jest rynek karty kredytowych w USA, piętnaście lat temu weszła nowa karta Discover. Dawała 1 proc. zwrotu z pieniędzy wydanych na zakupy. Dzisiaj ma ona ponad 20 proc. udziałów w rynku. Przy Dobrym koncie, klient nie dostaje nic za otwarcie. Jeśli je otworzy i nie korzysta z niego to jeszcze musi za niego zapłacić.  Tylko wtedy ma benefit, kiedy przelewa na rachunek minimum 1 tys. zł miesięcznie. Dlaczego taką kwotę? Wysokość właściwie nie ma znaczenie, bo albo klient przelewa wszystko, albo nic. Nie chcieliśmy wprowadzać symbolicznej kwoty, ani też  zaporowej. Drugim warunkiem po spełnieniu, którego za rachunek nie trzeba płacić jest jedna transakcja bezgotówkowa miesięcznie. Dlaczego nie więcej? Bo albo ktoś używa karty raz i więcej, albo w ogóle.
 
Bankomaty są na tyle tanie, że możecie je zaoferować za darmo. Płacicie jednak za zakupy bezgotówkowe klientowi.
 
Maksymalny zwrot wynosi 600 zł rocznie, 50 zł miesięcznie. Robiliśmy bardzo dużo testów przed uruchomieniem oferty i wiedzieliśmy, że nie będą to duże kwoty. Mogę powiedzieć, że tylko część klientów robi na tyle duże zakupy, żeby osiągnąć maksymalny poziom money back.
 
Ile rachunków otworzyliście?
 
Zaczęliśmy sprzedaż 14 lutego. Kampania reklamowa ruszyła tydzień później. Otworzyliśmy 60 tys. nowych rachunków, z czego 50 tys. to Dobre konta. Na początku 60 proc. rachunków otwierali klienci, którzy już mają u nas konto. Obecnie proporcje się odwróciły i 60 proc. to nowi klienci.
 
Chcecie otworzyć 200 tys. rachunków w tym roku. Dacie radę?
 
Otworzymy, spokojnie.
 
Macie 50 tys. po 2 miesiącach, przy gigantycznej reklamie rachunków PKO BP, która wam chyba nie pomaga.
 
Ale też specjalnie nie przeszkadza. Jestem zwolennikiem ograniczenia naszej kampanii reklamowej. Spędziłem trochę czasu w oddziałach i rozmawiałem z ludźmi. Okazuje się, że wzrost naszej sprzedaży wcale nie wynika z tego, że mamy jakiś szturm na oddziały w związki z kampanią. Dużo więcej jest klientów, którzy odwiedzali oddziały wcześniej. O ile jednak wtedy nie pytali o rachunki, to teraz są nimi zainteresowani. To jest dla mnie bardzo ważna informacja. Musze ją jeszcze potwierdzić. Byłoby czymś zupełnie naturalnym, gdyby w czasie kampanii wezbrała fala klientów zachęcona reklamami i wtedy musielibyśmy podtrzymywać przekaz medialny, by wspierać sprzedaż, Tak nie jest. Ludzi wcale nie przychodzi w dużo większej liczbie, ale ci którzy wchodzą częściej niż dawniej otwierają konta.
 
Przejście ze starej oferty na nową jest obarczone jakąś opłatą jak w PKO BP?
 
Żadną. Ale nie ma też automatycznego przejścia. Klient musi otworzyć nowe konto.
 
Dlaczego?
 
Dlatego, że to jest oferta skierowana głównie dla nowych klientów
 
Co bank traci na konwersji poza stałym, pewnym strumieniem wpływów, przecież pojawią się potencjalne nowe, generowane przez ruch na koncie?
 
Jest spora grupa klientów, którzy otworzyli nowe rachunki, ale też trzymają stare.
 
Często dochodzę do wniosku, że w biznesie bankowym zachowania klientów rzadko są racjonalne.
 
Ludzie czasem bardziej cenią sobie wygodę niż kilka złotych opłaty. Poza tym, po to tu jestem żeby starać się to wszystko wypośrodkować: zrobić dobrą ofertę dla klientów, ale też odpowiadać przed akcjonariuszami za przychody banku.
 
Będą w tym roku zadowoleni?
 
Myślę, ze będą dużo bardziej zadowoleni. Przychody banku w całości, a na pewno w detalu, będą dużo lepsze niż w 2010 r.
 
Mówię w odniesieniu do wyników w IV kwartale.
 
Nawet, gdy nie wszystko nam się uda to na samej nudnej bankowości osiagniemy lepszy wynik niż 2010 r. Nie przewiduje dramatycznych sukcesów medialnych, będziemy nudnym, ale przewidywalnym bankiem. Myślę, że na pewno będzie lepiej, a koniunktura pokaże o ile. Mój szef w USA mówił, że jeśli dobrze prowadzisz sprzedaż, to dobra koniunktura jest tylko wisienką na torcie. Musisz na początku stycznia, niezależnie od tego co się stanie na rynku mieć 90 proc. przychodów z poprzedniego roku. Dlatego staram się ograniczyć w banku na ile się da rozdawnictwo.
 
Czy kiedyś zbliżycie się do agresywnych wyników z przeszłości?
 
Przychody z bankowości detalicznej w IV kwartale to nie jest wyskok.
 
W strategii zakładacie osiągnięcie 1,5 mln liczby klientów. Jeśli otworzycie 200 tys. rachunków to już w tym roku tylu ich będziecie mieć.
 
1,5 mln tak, ale do 2013 r. Część klientów odejdzie w naturalny sposób, część rachunków otworzą już nasi klienci. Zakładamy, że z 200 tys. ROR około 120-140 to będą nowi klienci z tego około 80-100 to będą nowi klienci, netto, czyli tacy, którzy zostaną z bankiem. Mamy dość rygorystyczne wewnętrzne zasady mierzenia aktywności klientów: średnie miesięczne saldo musi wynieść minimum 500 zł.

Z 1,2 mln klientów, jakich macie obecnie ilu jest aktywnych?
 
850 tys. Wracając do Dobrego konta: 50 tys. to może nie jest dużo, ale ja wolę mieć tyle transakcyjnych rachunków niż dwa razy więcej martwych. Mierzymy współczynnik aktywności nowych klientów. Obecnie 81 proc. nowo otwartych spełnia warunek aktywności.
 
Prezes Kott prezentując nowe konto powiedział przy okazji wymogu 1 tys. zł przelewu, że to jest kwota niska, bo bank ma zamiar skoncentrować się na klientach i niższych zarobkach.
 
Powiem inaczej: chcemy być bankiem także dla tych klientów. Myślę, że trudno jest utrzymać dochodową relację z osobą o zarobkach do 1 tys. zł. Powyżej już tak. Takich osób jest bardzo wiele. Przy naszej dużej sieci oddziałów nie mamy tych klientów  tylu, ilu mieć powinniśmy. Biorąc procentowy udział w poszczególnych grupach klientów to wśród zamożnych mamy więcej niż bank naturalnie powinien mieć, w middle class dużo powyżej. Typowym klientem Millenium są ludzie stosunkowo młodzi, zarabiający powyżej średniej krajowej. Jesteśmy zachwyceni, że ich mamy. Ale mamy też za mało klientów z masowego rynku. Chcemy ich też pozyskać.

Rozmawiał Eugeniusz Twaróg