Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) nie musi przepraszać Amber Gold (AG) za umieszczenie go już w 2009 r. na liście firm wykonujących czynności bankowe bez wymaganego prawem zezwolenia. Taki wyrok wydał wczoraj Sąd Okręgowy w Warszawie, oddalając dwa pozwy o ochronę dóbr osobistych złożone przez AG wobec KNF.
W jednym pozwie gdański parabank, oferujący do niedawna zyski z lokat w złoto rzędu nawet 16,5 proc. rocznie, kwestionował zasadność umieszczenia go w grudniu 2009 r. na „czarnej liście” KNF podmiotów działających bez jej zezwolenia. Powodem drugiego było pismo KNF z 2012 r., rozesłane do instytucji finansowych, które zaowocowało likwidacją rachunków AG w kilku bankach. Spółka domagała się m.in. przeprosin w mediach i wpłaty 30 tys. zł zadośćuczynienia na cel społeczny.
Zdaniem sądu oba pozwy są „całkowicie nieuzasadnione”, bo KNF działała w ramach prawa i w obronie interesu społecznego.
W uzasadnieniu wyroków sędzia Rafał Wagner mówił, że już w grudniu 2009 r. były „obiektywne przesłanki”, uzasadniające podejrzenia KNF, że spółka działa na rynku finansowym bez zezwolenia, a pismo nadzoru z 2012 r. „zawierało prawdę i nie wzywało banków do rozwiązywania rachunków z AG”. Nie jest to pierwsza porażka AG w starciuz KNF. Już w 2010 r. WSA w Warszawie oddalił skargę spółki, dotyczącą umieszczenia jej przez KNF na liście ostrzeżeń publicznych. Wczorajsze wyroki są nieprawomocne, ale trudno spodziewać się złożenia apelacji. Od 20 września 2012 r. AG, który według obecnych szacunków oszukał ponad 10 tys. osób na ponad 400 mln zł, znajduje się w upadłości. Nie posiada członków zarządu — władzę w spółce sprawuje syndyk, a Marcin P., były prezes AG, od 30 sierpnia 2012 r. przebywa w areszcie. Prokuratura przedstawiła mu siedem zarzutów, m.in. prowadzenia bez zezwolenia działalności bankowej, posłużenia się sfałszowanym potwierdzeniem przelewu i oszustwa znacznej wartości. Grozi mu do 15 lat więzienia. Zarzuty ma też jego żona Katarzyna.