Żarty szefostwa to ciężki kawał chleba, bo nigdy tak naprawdę nie wiadomo, czy już należy się śmiać, czy jeszcze trochę zaczekać, a nuż puenta dopiero przed nami. Z drugiej jednak strony, kierownictwo z fajnym poczuciem humoru to marzenie każdego pracownika i gwarancja dobrej atmosfery w biurze, co pobudza kreatywność i uwalnia umysł.

Doktor Judith Baxter z Aston University poświeciła analizie wystąpień kadry menedżerskiej 18 miesięcy pracy. Badania prowadziła w siedmiu dużych koncernach, w tym dwóch z indeksu FTSE 100. Lingwistka wzięła pod lupę żarciki rzucane przez szefostwo w pracy. I czego się doszukała? Aż 80 proc. żartów wypowiadanych przez kobiety pracujące na kierowniczych stanowiskach, kwitowanych było milczeniem otoczenia. Dla porównania 90 proc. kawałów menedżerów płci męskiej nagradzano pozytywną reakcją i wybuchem śmiechu. W rezultacie szefowie pozwalają sobie na żarty trzy razy częściej niż szefowe.
Według Judith Baxter kobiety i mężczyźni używają różnych typów humoru. Żarty mężczyzn są demonstracją ich przywództwa w grupie. Podwałdni "łapią" taki styl bycia, by zaimponować męskim przełożonym. Kobietom trudno dołączyć do tego "plemienia", bo częściej wolą śmiać się z samych siebie niż z innych.
Tego akurat mężczyznom w wielu przypadkach brakowało, brakuje i pewnie będzie brakowało. Niestety.
