Notowania kosmetycznej firmy wzrosły w cztery dni o prawie 37 proc.
Akcje Kolastyny były najlepszą inwestycją w minionym, krótszym giełdowym tygodniu. Kurs poszedł ostro w górę po informacjach o sprzedaży nieruchomości, udanej emisji obligacji i konwersji części długów na akcje. W krótkim czasie nowy zarząd spółki podjął decyzje, które dają nadzieję na wyprowadzenie jej na prostą.
Ten najważniejszy to uzyskanie pieniędzy z emisji obligacji, które pozwolą opłacić produkcję kosmetyków w drugim kwartale i przygotować się na szczyt sezonu letniego. Gdyby się to nie udało, spółka zostałaby praktycznie wypchnięta z rynku i poważnie zmniejszyłaby swoje szanse na przetrwanie.
Znaleziono też nabywcę na nieruchomość w Łomiankach, która stanowiła zabezpieczenie jednego z niewielkich kredytów (wobec Pekao Banku Hipotecznego), a środki z jej sprzedaży pozwoliły też zaspokoić roszczenia pracowników. Na sprzedaż wystawione są też działka w Łodzi (wyceniana na co najmniej 18 mln zł) i Niepołomicach (5 mln zł). Jeśli rzeczywiście uda się je spieniężyć za żądane sumy, spółka będzie w stanie spłacić większą część zadłużenia wobec banków. Część umów kredytowych została już przez nie wypowiedziana. Na początku lutego taką decyzję podjęły BRE Bank (zobowiązania wobec instytucji sięgają łącznie 15,2 mln zł) i Pekao Bank Hipoteczny (2,2 mln zł, dług został już spłacony). Trzy tygodnie później to samo zrobił Fortis Bank Polska (7,9 mln zł). Na razie na taki krok nie zdecydowało się PKO BP, któremu spółka jest winna prawie 10 mln zł.
To oczywiście nie wszystkie zobowiązania Kolastyny. Te z tytułu obligacji wynoszą 15,8 mln zł (mają już nie rosnąć). Większość pozostaje do spłaty najpóźniej do końca czerwca. Około 20 mln zł to zobowiązania handlowe. Zarząd chce, by przynajmniej część z nich została zamieniona na akcje spółki. Tak stało się już z wierzytelnością, jaką wobec spółki miał Andrzej Grzegorzewski, główny akcjonariusz, a kiedyś prezes Kolastyny. Niektórzy wierzyciele są ponoć zainteresowani i wkrótce ma dojść do podpisania dwóch-trzech umów w tej sprawie. Dla dotychczasowych akcjonariuszy byłaby to i dobra, i zła wiadomość. Zła, bo oznaczałaby rozwodnienie kapitału i możliwą podaż ze strony tych wierzycieli, którzy zdecydowaliby się na szybką sprzedaż papierów po ich objęciu. Wątpliwe bowiem, by akcje te były objęte lock-upem. Z drugiej jednak strony, papiery byłyby obejmowane po wartości nominalnej, która jest dziś wyższa niż kurs giełdowy. Oznaczałoby to redukcję zobowiązań. Efektem końcowym byłaby poprawa struktury bilansu spółki i zwiększenie szans na zatwierdzenie układu z wierzycielami. Wniosek o jego rozpoczęcie od kilku tygodni jest w sądzie.