Kolej jak doktor Dolittle - przemawia do zwierząt

Agata Hernik
opublikowano: 05-03-2009, 00:00

Od początku roku pod kołami pociągów zginęły cztery łosie. Kolej ma jednak pomysł na tory przyjaźniejsze zwierzętom.

Od początku roku pod kołami pociągów zginęły cztery łosie. Kolej ma jednak pomysł na tory przyjaźniejsze zwierzętom.

Żeby uchronić zwierzęta przed zderzeniem z rozpędzonym pociągiem, na ogół odgradza się tory i buduje specjalne przejścia, tzw. mosty dla zwierząt. Ekolodzy twierdzą, że takie szatkowanie przestrzeni i utrudnianie zwierzętom swobodnego przemieszczania się po lesie może jednak wywołać gorsze skutki niż pozwolenie, by od czasu do czasu jakiś osobnik zginął. Ale okazuje się, że wcale nie trzeba dokonywać tak dramatycznych wyborów. A to dzięki UOZ, czyli Urządzeniu Odstraszającemu Zwierzęta. Polskiemu wynalazkowi, które PKP od kilku lat testuje na odcinku torów między Mińskiem Mazowieckim a Siedlcami.

Dialog międzygatunkowy

PKP Polskie Linie Kolejowe (PKP PLK) już planują instalację urządzeń odstraszających na trasie Warszawa-Gdynia w okolicach Legionowa oraz na linii kolejowej nr E75 na odcinku Osowiec-Podlasek, gdzie tory przecinają szlaki migracyjne łosi z Biebrzańskiego Parku Narodowego. To szczególnie ważne, bo w tym roku kilka z nich już tam zginęło.

Ustawienie UOZ-ów nie utrudnia zwierzętom swobodnego przechodzenia przez tory, nie powoduje fragmentacji ich siedlisk i jest tanie. Na jednym kilometrze torów należy ustawić 15 takich urządzeń. Koszt jednego to około 50 tys. zł. Dla porównania, budowa dwóch przejść dla zwierząt w okolicach Rzepina kosztowała 5 mln. euro.

System działania jest prosty. Odstraszacze emitują dźwięki, które zwierzęta rozumieją jako ostrzeżenie przed niebezpieczeństwem. Po przejeździe pociągu zapominają o odgłosach, które są już dla nich zamierzchłą historią i znów mogą przechodzić przez tory. Wtedy niebezpieczeństwa już nie ma.

— Przemawiamy do zwierząt ich językiem. Jesteśmy jak doktor Dolittle — podkreśla Krzysztof Łańcucki, rzecznik PKP PLK.

Urządzenie automatycznie uruchamia sekwencję odstraszających zwierzęta dźwięków kiedy otrzyma informację o nadjeżdżającym pociągu. Jej długość waha się od 50 do 180 sekund i zależy od prędkości składu.

Straszne odgłosy

UOZ to słupek trochę wyższy niż metr i szeroki na 30 centymetrów. Początkowo odzywa się ostrzegającym świergotem sójki. To znana plotkara, wie o wszystkim co się dzieje w okolicy i uwielbia o tym opowiadać innym mieszkańcom lasu. Później robi się coraz bardziej przerażająco — rozlega się rozpaczliwy kwik zarzynanej świni, poniewieranego królika, ujadanie psa, rżenie konia, a nawet— w jednej z sekwencji — wycie zwycięskiego w starciu wilka. Skuteczność systemu potwierdzają wyniki. Tam, gdzie działa, zwierzęta już na torach nie giną.

— Zwierzęta nie są samobójcami. Kiedy słyszą odgłosy jatki trzymają się z dala, żeby nie przeszkadzać drapieżnikowi w posiłku. Za to kiedy niepokojące sygnały umilkną, schodzą się lisy. Strasznie się dziwią, że nie ma padliny. Też by się chciały posilić — uśmiecha się Roman Miszczak, pracownik sekcji eksploatacji PLK w Siedlcach.

Twórcy odstraszaczy zapewniają, że podczas nagrywania sekwencji nie ucierpiało żadne zwierzę. Słuchając przeraźliwych odgłosów aż trudno w to uwierzyć. Nic dziwnego, że leśna zwierzyna trzyma się od nich z daleka. Choć zdarza się, że na słupku przysiądzie jakiś ptak, który uważnie go ogląda i zastanawia się, gdzie skryła się ta sójka…

W ochronie łosi

Kolej szuka pieniędzy na instalację urządzeń na kolejnych odcinkach torów. Na razie badania Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego i obserwacje leśników potwierdzają skuteczność systemu. Początkowe problemy z amatorami złomu rozkradającymi odstraszacze udało się wyeliminować, zastępując metalowe elementy tworzywami sztucznymi. Zwierzęta poruszają się bez problemu po lesie — nie muszą szukać specjalnych przejść. Siatka odgradzająca tory nie ułatwia zadania drapieżnikom. Zwierzęta nie zobojętniały na wydawane przez UOZ-y odgłosy, ponieważ jest kilka różnych sekwencji i wciąż przybywa nowych.

— Niestety, wciąż nie wymyślono urządzenia, które odstraszyłoby ludzi od bezmyślnego wchodzenia na tory. Do zwierząt jednak łatwiej przemówić — uśmiecha się Zbigniew Szafrański, prezes PKP PLK.

Agata Hernik

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agata Hernik

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu