Kolejka po wino z supermarketu

Weronika A. Kosmala
10-09-2017, 22:00

Zainwestuj, ale nie dla stopy zwrotu. Tegoroczne zbiory winogron we Francji mają być najniższe od końca drugiej wojny światowej.

Mieć czy nie mieć, pytał Hemingway. O nim akurat wiadomo, że wolałby mieć, bo nieraz rozpisywał się o zmysłowych uciechach czerpanych z bordoskiego wina, nie przewidując pewnie, jak aktualne będzie na dzisiejszym rynku jego pytanie. Winogron zabraknie i to w przypadku niektórych producentów pewne, a ogólne statystyki FranceAgriMer podają, że rozpoczynające się właśnie zbiory będą dla całego kraju najniższe od 1945 r.

Obliczenia dla samego Bordeaux przeprowadza jak zwykle Gavin Quinney, winiarz i autor analiz, którego inwestorzy znają chociażby z bardzo szczegółowych raportów warunków pogodowych. Według jego danych, ubiegłoroczna produkcja regionu szacowana jest na 577 mln litrów, czyli ponad 770 mln butelek, co stanowi najwyższy wynik od 2006 r. Po tegorocznym winobraniu nastroje nie będą jednak takie, jak zeszłej jesieni — prognozy wskazują na 320 mln litrów, co byłoby poziomem 40 proc. niższym względem dziesięcioletniej średniej, a Gavin Quinney zaznacza w dodatku, że może być nawet gorzej.

Przeżyj to sam

Najpierw białe, później czerwone — pierwsze grona trafią do koszyków, z którymi pochyleni zbieracze zaczynają się właśnie uwijać w okolicach kolejnych francuskich châteaux.

Na winiarskich portalach można nawet znaleźć propozycje last minute, które za mniej niż 1 tys. EUR pozwolą na jeden dzień dołączyć do pracowników, a następnie zjeść kolację w niebotycznie drogiej restauracji. Oprócz tego, że winobranie kojarzy się na rynku z czasem bajkowych fotorelacji ze stokami tonącymi w późnym słońcu, jest też okresem ważnym dla inwestorów, bo podawane są nie tylko dane ilościowe, ale też pierwsze wstępne oceny jakości soku. Jak przestrzega Gavin Quinney, określenia „słabe zbiory” nie należy przecież odnosić do tego, jakie będzie wino, bo rocznik 2017, zwłaszcza po słonecznym sierpniu, jest dla krytyków bardzo obiecujący — zakładając jednak, że będą winogrona, zaznacza ekspert.

Ostre przymrozki zanotowane w drugiej połowie kwietnia znacząco uszczuplą ich zbiory, co analitycy już łączą ze słabością funta, wróżąc, że ceny rocznika poszybują i uderzą w brytyjskie portfele kupujących. Mimo że walutą w Bordeaux pozostaje euro, londyńska platforma obrotu kolekcjonerskim winem wprowadza w pewnym sensie do gry dodatkowy element z rynku forex — pytanie tylko, po co mącić w głowie prognozami dla funta, skoro zanim najmłodszy rocznik będzie w obiegu, minie jeszcze ponad półtora roku.

Mróz na sklepowej półce

Wcześniej niż skutki mizernych zbiorów z tej jesieni na rynek wpłyną w końcu poprzednie roczniki, które w ocenie krytyków wypadają rzeczywiście dobrze. W wielu przypadkach rocznik 2015 dopiero co został zabutelkowany, natomiast w przypadku 2016 mówi się o wyjątkowo wysokim potencjale, a według wspomnianych statystyk, ilość wcale nie jest znikoma.

Z punktu widzenia inwestora, który ma przed oczami wykresy popytu i podaży, bogata oferta powinna cieszyć smakoszy, a tym, którzy chcą zarobić, nie sprzyja czasem właśnie przymrozek? Im głębiej w statystyki, tym napięcie rośnie, bo według raportów pogodowych, są châteaux, które w wyniku obniżenia temperatury straciły wszystko, ale są i takie — na przykładpołożone wyżej od drogi niż sąsiednie stoki — które przynoszą teraz pełne kosze dojrzałych gron.

Wpływ przymrozków nie jest jednakowy na poszczególnych obszarach Bordeaux, twierdzi Gavin Quinney, a już na pewno oddzielnym tematem są ich skutki na terenach najlepszych châteaux. Producenci znani z kolekcjonerskich win, o które biją się później spekulanci, od zawsze mają pod tym względem pewną przewagę i, niezależnie od rocznika, ich wina uzyskują wyższe noty od pozostałych. Oprócz warunków glebowych i metod winiarzy, stoki najwyżej cenionych producentów są po prostu lepiej położone — na wzniesieniach, jak w części Pomerol czy Saint-Émilion, albo bliżej łagodzącego klimat ujścia rzeki, jak w przypadku Saint- Julien czy Pauillac.

Z tej przyczyny raport wskazuje, że około 75 proc. z nich odnotuje szkody w minimalnym stopniu albo nie doświadczy ich w ogóle, więc obawy o owoce najcenniejszych stoków mogą być trochę przesadzone. Komu więc bije dzwon? — zapytałby Hemingway, rozmiłowany w bezpiecznie położonym Margaux, którego, według raportu, nie dotknęły tym razem żadne przymrozki. Nie ma przecież powodu, żeby się obawiać niskiej podaży win najznakomitszych i inwestycyjnych, co nie zmienia faktu, że Francję czeka winobranie najskromniejsze od ponad 70 lat. „Nie pytaj, komu bije dzwon; bije on tobie” — można więc sobie powiedzieć, jak następnym razem stanie się przed ciężkim od francuskich win regałem w supermarkecie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika A. Kosmala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Kolejka po wino z supermarketu