Kolejne pole bitwy

Adam Sofuł
opublikowano: 08-11-2007, 00:00

Przez kilkanaście lat obowiązywała w Polsce niepisana zasada konsensusu wobec głównych kierunków polityki zagranicznej. Konsensus był wprawdzie raczej domniemany niż realny, bo — z nielicznymi wyjątkami — nie wynikał z kompromisu osiągniętego w wyniku dyskusji, lecz raczej z braku dyskusji. Po dwóch latach zajadłej wojny Platformy Obywatelskiej z Prawem i Sprawiedliwością, które niniejszym zamieniają się miejscami jako rząd i opozycja, można się obawiać, że nawet ten domniemany konsensus odejdzie do lamusa. Rzeczowy dialog (a nie wzajemne inwektywy w telewizyjnym studiu) między tymi partiami wydaje się trudny do wyobrażenia. Odchodzące z ław rządowych PiS nie pozostawia wątpliwości, że sprawy polityki zagranicznej będą w centrum uwagi tej partii jako opozycji. Ponieważ politycy tego ugrupowania mają zadziwiającą łatwość określania adwersarzy mianem zdrajców, można oczekiwać, że będzie gorąco.

Jarosław Kaczyński w swoim pożegnalnym wystąpieniu sejmowym w roli premiera zaskakująco dużo miejsca poświęcił właśnie polityce zagranicznej — głównie sprawie tarczy rakietowej. Pierwsze w tej kadencji oświadczenie poselskie wygłosił Karol Karski, a było ono poświęcone Karcie praw podstawowych. Szefowa polskiej dyplomacji Anna Fotyga, która przez cały okres urzędowania unikała kontaktu z mediami, w ostatnich tygodniach udziela się publicznie — a to pojawi się w TVN24, by opowiadać, że akceptacja karty jest zagrożeniem dla polskości tzw. Ziem Odzyskanych, a to zorganizuje konferencję gdzie poubolewa nad sytuacją Polaków w Niemczech. O sporach wokół kandydata Platformy na fotel szefa MSZ nie ma nawet co wspominać — jeżeli tę funkcję obejmie Radosław Sikorski (a Donald Tusk ze względów prestiżowych ma niewielki wybór), współpraca rządu z prezydentem, akurat w dziedzinie, w której wskazana jest zgoda, zapowiada się co najmniej emocjonująco. Politycy PiS nieprzypadkowo wszak przypominają, że to do prezydenta należy ostateczna akceptacja kandydatów na ambasadorów.

Polityka zagraniczna ma się stać dla największej partii opozycyjnej wygodnym narzędziem w atakach na rząd. Wypada mieć jedynie nadzieję, że te ataki będą miały swoje granice. Platforma, będąc w opozycji, bezlitośnie szydziła z dyplomatycznych poczynań rządu PiS, ale w najważniejszych sprawach (weto wobec traktatu UE — Rosja, traktat reformujący), z kwaśną wprawdzie miną, ale ostatecznie udzielała rządowi wsparcia. Minimum tego, co można oczekiwać dziś od opozycji, to to, że zrewanżuje się tym samym. Planem maksimum byłoby wypracowanie rzeczywistego, a nie domniemanego konsensusu w sprawie polityki zagranicznej. To jednak wymagałoby bolesnej niekiedy rozmowy — o misjach w Iraku i Afganistanie, roli Polski w UE, tarczy antyrakietowej. Politycy musieliby jednak dojrzeć do tego, by w rozmowach stawiać raczej na argumenty niż na emocje. To będzie najtrudniejszy egzamin i dla rządu, i dla opozycji.

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Kolejne pole bitwy