Z każdym dniem następuje polaryzacja — po jednej stronie frontu okopują się swojaki, czyli spółki Grupy PKP, a po drugiej zostaje ciało obce, czyli prowadzona przez samorządy wojewódzkie wspomniana spółka PKP Przewozy Regionalne. Na razie nie widać szans na porozumienie w sprawie spłaty jej długu wobec spółek grupy.
Sytuacja jest tym groźniejsza, że podłożem konfliktu są wynaturzenia ustawowe i systemowe, na których żeruje ludzka małostkowość. Budując kolejowy rynek zdecydowanie wylano dziecko z kąpielą. Paranoją na skalę światową jest niemożność kupowania w Polsce przez pasażera jednolitego biletu ważnego u wszystkich przewoźników kolejowych. W dążeniu do maksymalizacji zysku kolejowe spółki oskarżają się nawzajem, podkradając sobie pieniądze. Ale trudno się temu dziwić, skoro samo państwo już wiele lat temu przestało ufać państwowym przewoźnikom, budując z konieczności system refundowanych ulg na procentowych liczbach, z których nie da się złożyć całego biletu.
Rynkowa rywalizacja prowadzona w specyficznych warunkach, bo na wspólnych torach, wymaga stworzenia rygorystycznych zasad wymuszających funkcjonowanie systemu. Dlatego sytuacja w sieci kolejowej naprawdę dojrzała do pilnych posunięć ustawowych — wypaczenie biznesowych zasad poszło już za daleko.
