Komentarz Adama Sofuła: Pierwszy egzamin

Adam Sofuł
opublikowano: 2008-05-14 07:48

Premier Donald Tusk stwierdził tuż przed wylotem do Peru, że główną przyczyną wolnego tempa budowy autostrad w Polsce są bariery biurokratyczne. Teza zapewne prawdziwa, chociaż mało odkrywcza, bo lansowało ją już przynajmniej kilka poprzednich gabinetów. Szef rządu zapewnił, że problemy zostały zidentyfikowane i wkrótce zostaną usunięte. Takie deklaracje też już słyszeliśmy nieraz. Nawet jeśli przyjąć je za dobrą monetę, trudno wyzbyć się uczucia niepokoju.

Budowa autostrad to duża inwestycja, którą trzeba planować co najmniej z kilkuletnim wyprzedzeniem. I tu dochodzimy do sedna problemu. Plany u nas zmieniają się wraz ze zmianą rządu — raz budujemy autostrady ze środków publicznych, raz w partnerstwie publiczno-prywatnym. W rezultacie nie budujemy ich wcale, a koszty niewybudowanych autostrad rosną. Wymiana kadr w Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad być może była konieczna, być może ta instytucja rzeczywiście potrzebowała świeżej krwi. Jest jednak zagrożenie, że zanim nowi szefowie dyrekcji wdrożą się w jej działanie, upłynie kolejnych kilka tygodni (w najlepszym razie) i będzie to zmarnowany czas.

Trudno mieć do Donalda Tuska pretensje, że nie miał jeszcze okazji wziąć do rąk nożyc i triumfalnie przeciąć wstęgę na nowym, równym jak stół odcinku autostrady. Rząd musi nadrabiać zaległości po poprzednikach (po wielu, nie tylko po PiS), jednak ten przykład pokazuje, jak nie spędzać czasu w opozycji. W poprzedniej kadencji politycy PO nie zostawiali suchej nitki na drogowych działaniach ekipy PiS. Nie przygotowali jednak własnych planów i bardziej bolesne od zaniechań poprzedników okazują się własne zaniedbania. Tak jak na studiach — gdy się nie chodziło na wykłady, trzeba zarywać noce przed egzaminem. A budowa dróg to — w kontekście EURO 2012 — jeden z najważniejszych egzaminów. Pora chyba wreszcie zacząć zakuwać.

Adam Sofuł, [email protected]