I ma znacznie więcej atutów niż kraje chcące się uniezależnić od rosyjskich dostaw paliw. Tylko w ostatnich dniach podpisał umowę o strategicznym partnerstwie z Azerbejdżanem (skąd ma pochodzić ropa do rurociągu Odessa — Brody — Płock). Odbył również ciepłą rozmowę z prezydentem Turkmenistanu na temat turkmeńskiego gazu. To poważne zagrożenie dla europejskich planów budowy omijającego Rosję gazociągu z Turkmenistanu do Europy.
Europa Środkowa dyskutuje o bezpieczeństwie energetycznym od lat. W tym
czasie Władimir Putin dopiął pod względem politycznym dwie inwestycje: gazociąg
pod Bałtykiem i South Stream. Rosja wyprzedza kraje Europy wschodniej o pół
kroku i tak już chyba będzie. Ma pieniądze na inwestycje i paliwa, których kraje
europejskie pożądają. W sposób naturalny dąży do tego, by być głównym dostawcą
surowców energetycznych do UE. Im większy udział w rynku uzyska, tym większe
możliwości politycznego nacisku.
Energetyczna rozgrywka z Rosją przypomina grę do jednej bramki. Nie
oznacza to jednak, że Europa Środkowa w tej grze zupełnie ma szans. Konsekwentny
nacisk na stworzenie przez UE wspólnej polityki energetycznej uwzględniającej
interesy krajów naszego regionu prędzej czy później przyniesie wyniki. I warto o
to zabiegać. Może nawet bardziej niż o tarczę.