Komentarz Jacka Zalewskiego: głód sukcesu

Jacek Zalewski
09-10-2007, 07:36

Do 21 października coraz bliżej, wybory pozostają w Polsce tematem numer jeden, ale w najbliższych dniach dołączy do  nich wątek zewnętrzny, który w finale kampanii stanie się polem dodatkowej rozgrywki.

Oto zbiegają się dwa terminy — tuż przed naszym głosowaniem, w czwartek i piątek 18-19 października, odbędzie się w Lizbonie szczyt Rady Europejskiej. Formalnie ma status jedynie spotkania informacyjnego głów państw i szefów rządów, ale cała unijna wspólnota ma nadzieję, że sfinalizowany zostanie traktat reformujący Unię Europejską i na grudzień pozostanie tylko ceremonia jego podpisania.


Ta zbitka politycznych terminów poważnie zaniepokoiła portugalską prezydencję UE, pamiętającą, co działo się w Brukseli w nocy z 23 na 24 czerwca — słynne telefony wykonywane do Warszawy, nie do tego brata Kaczyńskiego, który na szczycie reprezentował Polskę... Cóż, kalendarz zrobił ekipie PiS przedwyborczy prezent. W sobotę 20 października obowiązuje cisza, ale nietrudno sobie wyobrazić sytuację, gdy prezydent Lech Kaczyński w najlepszym czasie antenowym opowiada Polakom w TVP o kolejnym sukcesie na forum UE, formalnie nie odnosząc się choćby słówkiem do wyborów. Ów sukces jest tzw. oczywistą oczywistością, niezależnie od tego, czy polska delegacja odmówi podpisania traktatu, jeśli nie zostanie uwzględniona tzw. Joanina. Przypomnijmy, że chodzi o stary przepis wewnętrznego regulaminu Rady UE, pozwalający odłożyć „na rozsądny czas” podjęcie decyzji, gdy któreś z państw zgłasza sprzeciw. Joanina zajęła miejsce mitycznego pierwiastka, który w czerwcu był naszym sztandarem, a o którym dzisiaj nie wspomina pies z kulawą nogą.

W obliczu sporu o traktat naturalna staje się intensyfikacja kontaktów prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Wczoraj gościł u prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego w Paryżu, w piątek będzie u kanclerz Angeli Merkel w Berlinie (po drodze jeszcze energetyczny szczyt w Wilnie), być może odbędzie się także polsko- -brytyjskie spotkanie z premierem Gordonem Brownem. Zestaw niezwykle godny, ale naturalne jest pytanie, co tak naprawdę z owych rozmów wyniknie. Oczywistą oczywistością (mamy nadzieję, że Jarosław Kaczyński nie upomni się o prawa autorskie do tego określenia) jest, że pod wpływem naszej głowy państwa żaden z wymienionych przywódców nie oznajmi Europie przed Lizboną: Joanina jest cool, jeśli Kaczyńscy tak chcą, to ją włączamy do traktatu. Ale wymiana doświadczeń na pewno się przyda, obie strony przynajmniej wysondują pole ustępstw. Unijni potentaci chcą się zorientować, czy w Lizbonie machniemy na Joaninę ręką tak jak w Brukseli na pierwiastek (to kwestia politycznej ceny), czy jednak szczyt skończy się patem. Tak stało się z rokowaniami unijno-rosyjskimi, w których uzasadnione mięsne weto Polski do tej pory uniemożliwia zawarcie nowego układu.

Jacek Zalewski, j.zalewski@pb.pl 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Komentarz Jacka Zalewskiego: głód sukcesu