Tak naprawdę antykorupcyjnym przełomem stałoby się zawieszenie w Polsce wszelkich rozgrywek prowadzonych przez PZPN i czasowe sprowadzenie piłki nożnej do wymiaru amatorskich lig szóstek, grających na małe bramki — ale to również mrzonka. Skoro za dwa miesiące rozpoczynają się finały EURO 2008, to jakież znaczenie — wobec tak elektryzującego całe społeczeństwo wydarzenia — może mieć ustawienie wyników kilkudziesięciu czy nawet kilkuset ligowych spotkań?
Władze państwowe już kilka razy przekonały się, że administracyjnie
uzdrowić PZPN się nie da. Rok temu owego utopijnego zadania podjęło się Prawo i
Sprawiedliwość, delegując do walki o czystość piłki ministra Tomasza Lipca.
Zdążył ustanowić kuratora PZPN, ale wkrótce potem sam został wyprowadzony w
kajdankach, kompromitując całą ideę. Klęską zamiarów IV Rzeczypospolitej stała
się wizyta prezydenta FIFA Josepha Blattera, który prezydentowi RP Lechowi
Kaczyńskiemu uświadomił, iż jest on „za krótki” na obalenie umocowanego w
Zurychu prezesa PZPN Michała Listkiewicza. Koniecznie trzeba przypomnieć, że
dziesięć lat takie samo starcie z poprzednim prezesem Marianem Dziurowiczem,
czyli Magnatem, przegrał AWS-owski szef sportu Jacek Dębski. Obaj już nie żyją,
więc ich wojnę odnotowujemy jedynie ze względów kronikarskich.
W moralnej hipokryzji od lat żyje nie tylko środowisko piłkarskie, nie
tylko polityczne, ale także szara masa kibiców. 18 kwietnia minie rok od
przyznania przez UEFA organizacji finałów EURO 2012 wspólnie Ukrainie i Polsce,
co w obu krajach wywołało powszechną narodową dumę, przechodzącą w amok. A
przecież autorem tego sukcesu jest praktycznie jeden człowiek — ukraiński
oligarcha Hrychorij Surkis, który długo i… hm, różnymi metodami pracował nad
przekonaniem pozostałych członków Komitetu Wykonawczego UEFA (sam formalnie nie
głosował). Za słaby okazał się nawet prezydent europejskiej federacji Michel
Platini, który głosował za Włochami. Z kolei wejście Surkisa do ścisłych władz
UEFA wcześniej załatwił, dzięki skutecznej dyplomacji, Michał Listkiewicz. Skoro
prezydent RP odznaczył orderem trenera Leo Beenhakkera za sam awans do EURO
2008, to Surkis z Listkiewiczem mają prawo także się ich spodziewać za
histo-ryczne dzieło EURO 2012…
Ludzie honoru z centrali polskiej piłki wczoraj z jednej strony
przeprosili kibiców, ale z drugiej dali wyraz swemu rozgoryczeniu i upokorzeniu
medialną nagonką. Środowiskowy ostracyzm niezmiennie dotyka tzw. skruszonych,
naruszających uświęconą przez lata zmowę piłkarskiego milczenia. Zjazd
sprawozdawczo-wyborczy PZPN zapowiedziany został dopiero na 14 września (tylko
teoretycznie chodzi o wrzesień tego roku). Do tego czasu korupcyjny wątek na
pewno przyschnie, a gdyby tak jeszcze reprezentacji Polski udało się coś
zwojować w finałach EURO 2008…