Mołdowy wolał się nie pokazywać, jako że Parlament Europejski akurat wczoraj potępił tę poradziecką republikę za łamanie praw człowieka. A przecież założeniem partnerstwa wschodniego jest m.in. eksport unijnych idei, a nie tylko technologii.
Mimo tych znaczących absencji, szczyt w Pradze bezdyskusyjnie był sukcesem politycznym Polski, którą wspomogła Szwecja. Unia uznaje głównym kierunkiem swego rozwoju Bałkany wraz z Turcją. Hiszpania z Francją dbają o interesy basenu Morza Śródziemnego. Niedługo wypełniona zostanie także luka północna, przygarnięciem Norwegii oraz Islandii. I tylko kierunek wschodni pozostawał na aucie, bo dla Zachodu cztery państwa wyszehradzkie i trzy republiki bałtyckie są idealną strefą buforową UE.
Egzaltacja polskiej delegacji pod przewodem premiera Donalda Tuska, że od czwartku partnerstwo wschodnie jest okrętem flagowym UE to przesada — wszak po Morzu Śródziemnym pływają takie ze dwa — ale przyjęta w Pradze deklaracja będzie miała wielkie, realne znaczenie. Oczywiście chcielibyśmy więcej, na przykład zminimalizować wpływ kordonu Schengen na wymianę ludzką i obroty gospodarcze — ale w tej sprawie twarde jądro UE ma zupełnie inne zdanie. Jednak nareszcie powstał oficjalny dokument, z którym będzie musiała się liczyć Moskwa, niezmiennie uznająca szóstkę republik reprezentowanych w Pradze za swą wyłączną strefę wpływów.