Komentarz Jacka Zalewskiego: Zemsta przystawek

Jacek Zalewski
opublikowano: 30-12-2008, 08:39

Wczorajsza decyzja warszawskiego sądu rejonowego, który w Krajowym Rejestrze Sądowym wpisał Piotra Farfała jako tymczasowego prezesa TVP, a Tomasza Rudomino jako delegowanego do zarządu — formalnie jeszcze nie kończy operetkowej wojny o telewizję publiczną. Sąd działał na posiedzeniu niejawnym w składzie jednoosobowym i druga instancja teoretycznie może mieć inne spojrzenie — ale chyba tylko teoretycznie...

Wojna o lukratywne stołki na Woronicza odsłoniła zdumiewający bałagan prawny. Rada nadzorcza TVP według kodeksu spółek handlowych musi liczyć co najmniej pięciu czlonków, a według statutu spółki — od pięciu do dziewięciu. Jednak uchwała Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji z 2006 r. nakazała sztywną liczebność — dziewięciu. Intencją owej uchwały było decyzyjne sparaliżowanie rady nadzorczej — nagła, taktyczna rezygnacja reprezentanta ekipy, która traciła większość, blokowałaby wszelkie zmiany personalne. Wydaje się jednak, że sądy wszystkich instancji uznają wyższość kodeksu oraz statutu spółki prawa handlowego TVP nad uchwałą KRRiT — dlatego zmiany kadrowe dokonane 19 grudnia przez ośmioosobową radę nadzorczą się utrzymają.

Oddzielnym wątkiem pozostaje cała otoczka polityczna zawieszenia prezesa Andrzeja Urbańskiego i jego ludzi. Oto po ponad roku od zniknięcia ze sceny politycznej, skonsumowane przez Prawo i Sprawiedliwość dawne koalicyjne przystawki — czyli Liga Polskich Rodzin i Samoobrona — odgryzły się braciom Kaczyńskim za wszystkie krzywdy. Publiczne użalanie się Andrzeja Urbańskiego, Sławomira Siwka i Marcina Bochenka na zamachowców jest nie fair, bo wystarczy przypomnieć, w jakich okolicznościach ich ekipa obsadziła Woronicza. Sam zawieszony prezes Telewizji Polskiej chyba zapomniał, że on również został wybrany przez niepełną — z punktu widzenia uchwały KRRiT — radę nadzorczą!

Notabene kariera Andrzeja Urbańskiego jest ciekawym przypadkiem dla badaczy styku świata mediów i polityki. To naprawdę niezły dziennikarz telewizyjny, kiedyś autor bardzo ciekawych debat byłych premierów — i całkowity nieudacznik na kolejno zajmowanych wysokich stanowiskach. Wystarczy przypomnieć jego wpadki na stanowisku szefa Kancelarii Prezydenta RP, które w końcu doprowadziły do usunięcia go przez Lecha Kaczyńskiego. Przygoda Urbańskiego w fotelu prezesa TVP kończy się niemal tragikomicznie.

Pełniący chwilowo obowiązki prezesa Piotr Farfał jawi się postacią jeszcze bardziej kabaretową. Do władz TVP trafił z namaszczenia swego politycznego wodza Romana Giertycha, ostatnio jego los wisiał na cienkim włosku, ale w decydującym momencie zdobył się na zadanie Andrzejowi Urbańskiemu ciosu á la Brutus. Jak długo ta mydlana opera w TVP potrwa — zależy od sprawności koalicji rządowej, która, nauczona klęską w pierwszym podejściu do ustawy medialnej, teraz obiecuje, że porozumie się z SLD przed szkodą — znaczy przed prezydenckim wetem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane