Komentarz Piotra Kuczyńskiego: Fed nie poprawił nastrojów

Xelion
21-11-2007, 09:14

Giełdy w Europie rozpoczęły sesję wzrostem indeksów - polowano na odbicie indeksów w USA. Jednak bardzo szybko indeksy zaczęły się osuwać. Winne było bardzo mocne euro. W oczekiwaniu na dane z  amerykańskiego rynku nieruchomości kurs EUR/USD zaatakował opór na poziomie 1,4750 USD, a to się europejskim graczom podobać nie mogło.

Nadal traciły banki, którym szkodziły kolejne problemy angielskiego Northern Rock. Jednak przed południem gracze opanowali emocje i skupili się na oczekiwanym wzroście indeksów w USA, a to prowadziło ceny akcji na północ. Niezbyt to racjonalne zachowanie, ale Europejczycy prawie zawsze wpatrują się w rynki amerykańskie i wiernie je naśladują. Sesje w Europie zakończyły się dużymi zwyżkami, bo handel kończył się wtedy, kiedy w USA indeksy mocno rosły.

     W USA na początku sesji utrzymywały się znakomite nastroje. Po parkietach krążyły pogłoski o wcześniejszym posiedzeniu FOMC, na którym miałyby zostać obniżone stopy procentowe. Pogłoski były całkowicie niewiarogodne, ale w tym okresie roku (powinien się już rozpoczynać rajd św. Mikołaja) gracze uwierzyliby we wszystko, żeby tylko ceny akcji rosły. Obóz byków jakoś nie dostrzegał tego, że obniżka stóp we wrześniu o 0,5 pkt. proc. i w październiku o kolejne 0,25 pkt. proc. pomogła tylko na chwilę. Indeks S&P 500 w poniedziałek skończył sesję na poziomie o 5,7 procent niższym w stosunku do zakończenia sesji 18 września, kiedy to po raz pierwszy Fed obniżył główną stopę procentową. Druga obniżka (31.10) pomogła tylko na jedną sesję, poczym indeks spadł (do poniedziałku) o 7,5 proc. Widać, że obniżki nie działają, ale gracze się łudzą.

     Nie zaszkodziły bykom dane makro, bo ilość rozpoczętych budów domów wzrosła o 3 procent (oczekiwano spadku o prawie tej samej wielkości). Jednak ilość pozwoleń na budowę spadła aż o 6, 6 proc. (oczekiwano spadku o 5,6 proc.). W sumie były to dane neutralne. Były na tyle neutralne, że nie przeszkodziły we wzroście kursu EUR/USD, który zwyżkował zresztą od początku dnia. Rynek reagował w ten sposób na pogłoskę o "nieoczekiwanym" cięciu stóp. Kurs bez problemu rozprawił się z oporem technicznym i ustanowił nowy rekord wszech czasów (1,48 USD). Jak tak dalej pójdzie to trzeba będzie poważnej i skoordynowanej interwencji banków centralnych, żeby ten wzrost powstrzymać. Takie gwałtowne osłabienie dolara musiało przełożyć się na rynek surowców. Cena ropy wzrosła aż o 3,6 procent, dochodząc do 98 USD za baryłkę. Zbliża się drugi atak na 100 USD. O 1,5 procent zdrożała też miedź (odreagowanie poniedziałkowego spadku). Cena złota wzrosła o dwa procent, ale daleko jeszcze jest do ostatnich szczytów.

     Gracze na rynku akcji nie za bardzo mieli się z czego cieszyć. To prawda, że po poniedziałkowej sesji raport kwartalny Hewlett-Packarda poprawił nastroje, bo zarówno zysk jak i prognozy były wyższe od oczekiwań (ale kurs akcji spadał). Również Nordstrom (sieć sprzedaży detalicznej artykułów wyższej jakości) opublikował raport z zyskiem większym od (obniżonych wcześniej) prognoz. Ale to były jedyne dobre informacje. D.R. Horton (największy deweloper w USA) opublikował kwartalną stratę, a Office Depot zmniejszony zysk. Również sieć sprzedaży detalicznej Target zaskoczyła spadkiem kwartalnego zysku.

     Poza tym Freddie Mac, drugie co do wielkości źródło kapitału do finansowania kredytów hipotecznych, poinformowała, że prawie trzykrotnie zwiększyła stratę w trzecim kwartale (2 mld USD). Spółka może podnieść kapitał i zmniejszy dywidendę. Akcje traciły ponad trzydzieści procent i pociągnęły za sobą cenę akcji rywala, czyli Fannie Mae. Gwałtownie taniały też akcje Countrywide Financial. Na domiar złego Goldman Sachs opublikował niezwykle "niedźwiedzi" raport, w którym zapowiadał, że ceny domów jeszcze znacznie spadną, rezerwy w bankach się zwiększą, a wiele instytucji ubezpieczających kredyty, żeby przeżyć będzie musiało podnieść kapitał. 

     Nic dziwnego, że po dwóch godzinach sesji dobre nastroje wyparowały i zaczęło się sprzedawanie akcji. Na dobre jednak gracze przestraszyli się po publikacji protokołu z ostatniego posiedzenia FOMC oraz rozszerzonych prognoz makroekonomicznych Fed. Co prawda członkowie FOMC dużo mówili o rynkach finansowych oraz o zagrożeniu, które stanowią dla gospodarki, ale jednocześnie określili podjętą decyzję o obniżce stóp, jako "close call", z czego wynika, że argumenty "za" nieznacznie jedynie przeważyły nad "przeciw". Na domiar złego Fed obniżył prognozy wzrostu na 2008 rok z 2,5 - 2,7 proc. na 1,8 - 2,5 proc. Z tego raportu można było wyciągnąć wniosek, że Fed godzi się na spowolnienie gospodarcze, ale stóp obniżać nie będzie o ile sytuacja się znacznie nie pogorszy.

     Nic dziwnego, że zawiedzeni gracze zaczęli sprzedawać akcje. Zachowanie rynku walutowego, gdzie dolar po tej publikacji tracił jeszcze szybciej do euro sygnalizowało, że gracze jednak nadal liczą na obniżkę stóp, bo przecież sytuacja się znacznie od czasu ostatniego posiedzenia FOMC (30-31.10) pogorszyła. Po dużym spadku indeksów do gry weszli zwolennicy kończącego rok window dressing ciągle liczący poza tym na cięcie stóp i indeksy zaczęły się podnosić. Wiadomo było, że jak zwykle zadecyduje atak w ostatnich 30. minutach sesji. Byki zaatakowały na 40 minut przed końcem sesji i wygrywały tę rozgrywkę bardzo wyraźnie na 10 minut przed końcem sesji (indeks S&P 500 rósł o prawie 0,8 proc.). W końcówce podaż znowu jednak przycisnęła i zakończenie sesji było jedynie kosmetycznie wzrostowe. Po takich informacjach, jakie napłynęły na rynek należy je jednak nazwać bardzo byczym. Nie szukałbym poważnych, racjonalnych uzasadnień tego zachowania rynku. Po prostu gracze liczą na dobrą końcówkę roku.

     Również po sesji utrzymywały się dobre nastroje, a indeks handlu posesyjnego (AHI) lekko wzrósł. Wydawało się, że wszystko jest na najlepszej drodze do przedświątecznego odbicia, ale zachowanie rynków azjatyckich postawiło znak zapytania. Rano indeksy spadały tam bardzo gwałtownie. W chwili pisania tego komentarza japoński Nikkei tracił 2,7 proc. Azjaci poważnie potraktowali informacje docierające z amerykańskiego rynku kredytowego oraz opinie Fed. Poza tym w nocy cena ropy atakowała poziom 100 USD, a to nie poprawiało nastrojów. W nocy również gwałtownie umocnił się jen zachęcając do zamykania pozycji carry trade. Przestrzegałbym jednak przed automatycznym przenoszeniem azjatyckich nastrojów do USA. Amerykanie mają zazwyczaj zupełnie odrębne zdanie, a wczorajsza sesja zachęcała do kupna akcji. Jednak w sytuacji, kiedy zmienność jest tak duża nie da się postawić prognozy na dzisiejszą sesję.

     Dzisiaj jest dosyć specjalny dzień, bo jutro w USA jest Dzień Dziękczynienia. Jutro giełdy nie pracują, a w piątek pracują o 3 godziny krócej. Dzisiaj wcześniej kończy się handel na rynku obligacji. Z doświadczenia wiadomo, że parkiet będzie świecił pustkami, a w drugiej połowie sesji nic się już istotnego nie wydarzy. Należy wątpić, czy w ogóle coś się ważnego wydarzy. Publikowane są dane makro (ilość noworejestrowanych bezrobotnych, weryfikacja indeksu nastroju Uniwersytetu Michigan, indeks wskaźników wyprzedających LEI i tygodniowa zmiana zapasów paliw), ale żaden z tych raportów nie ma szansy na wywołanie żywszej reakcji rynku. Wszyscy wiedzą, że nastroje są kiepskie, indeks LEI od dawna nie ma żadnej mocy prognostycznej, a informacja o zapasach paliw służy tylko do wywoływanie krótkoterminowych spazmów rynku ropy. Być może raport o tygodniowej zmianie na rynku pracy będzie miał (niewielki) wpływ na rynek walutowy. Im mniejsze bezrobocie tym lepiej dla dolara.
 

Kontrakty kroplówką dla dużych spółek

     We wtorek złoty rozpoczął dzień od umocnienia do obu głównych walut. Była to prosta reakcja na szybki wzrost kursu EUR/USD połączony z atakiem na opór na wysokości 1,4750 USD. Jednak widać, było, że umocnienie naszej waluty w stosunku do euro przebiega bardzo opornie. Niczego nie zmieniły dane o polskiej dynamice produkcji i jej cenach (PPI). Produkcja wzrosła o 10,6 proc. (oczekiwano 9 procent), a PPI o 2,2 proc. (oczekiwano 2,3 proc.). Rynek nie zareagował, ale trzeba odnotować, że produkcja jednak podniosła się z wrześniowego wzrostu o 5,4 proc. Co prawda większa ilość dni pracy w październiku to osiągnięcie umniejsza, ale dane można określić jako po prostu dobre.

     Bardzo silny wzrost kursu EUR/USD wymusił u nas duże wzmocnienie złotego do euro i dolara, ale nadal kurs EUR/PLN wygląda tak jakby korekta wzrostowa miała być kontynuowana. Dzisiaj, przed Dniem Dziękczynienia, istnieje spora szansa na korekcyjne umocnienie dolara w stosunku do euro, więc złoty może stracić do obu walut. Nawet gdyby tak się stało to nie będzie miało większego znaczenia.

    Polska giełda rozpoczęła wtorkową sesję małym spadkiem indeksów. Nie widać było reakcji na wzrost indeksów w Europie, bo były one po prostu za małe. Nasi gracze potraktowali je jak nic nieznaczące odbicie. Szybkie osunięcie indeksów na innych giełdach europejskich zaowocowało u nas atakiem podaży, która nawet nie musiała się specjalnie wysilać (płynność była niewielka), żeby sprowadzić indeksy na minusy. Znowu najgorzej zachowywał się sektor małych i średnich spółek, a w WIG20 najmocniej na indeksie ciążył spadek cen akcji KGHM.

    Jasne było jednak, że byki nie wytrzymają napięcia i zechcą zagrać pod amerykańską zwyżkę. Dlatego też przed 14.00 WIG20 wrócił do poziomu poniedziałkowego zamknięcia, a potem ruszył na północ. Tak naprawdę wszystkim sterowały kontrakty na WIG20 i transakcje koszykowe. Dlatego też ostatnie minuty sesji doprowadziły do 1,5 procentowego wzrostu WIG20, ale WIG praktycznie się nie zmienił, a MWIG40 stracił 1,5 procent. W dalszym ciągu rynek mniejszych spółek jest dużo słabszy niż blue chipów i to nie powinno się przez czas dłuższy zmienić.

    Wczorajszy atak amerykańskich byków pod koniec sesji był bardzo wątpliwej jakości, ale jeśli gracze w Eurolandzie wezmą go za dobra monetę i nie przestraszą się (tak jak Azjaci) tego, co umieścił FOMC w swoich raportach to indeksy będą rosły, a to pomoże również naszemu rynkowi, chociaż początek powinien być spadkowy. Szczególnie mocny powinien być sektor paliwowy. Jednak obrót będzie nadal niewielki, a zmienność bardzo duża. Wydaje się, że rozsądniej będzie poczekać z inwestycjami do poniedziałku, kiedy już będziemy wiedzieli jak wyglądała sprzedaż detaliczna w USA. 
 
Piotr Kuczyński
Główny Analityk
Xelion. Doradcy Finansowi

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Xelion

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Komentarz Piotra Kuczyńskiego: Fed nie poprawił nastrojów