Komisja ds. PKN: Posłowie przesłuchali w budynku sądu Marka D.

Polska Agencja Prasowa SA
opublikowano: 05-03-2005, 22:02

Aresztowany we wrześniu 2004 roku lobbysta Marek D. zeznał w sobotę przed komisją śledczą ds. PKN Orlen, że Jan Kulczyk, negocjując z Rosjanami sprzedaż Rafinerii Gdańskiej i PKN Orlen, miał upoważnienie prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego.

Aresztowany we wrześniu 2004 roku lobbysta Marek D. zeznał w sobotę przed komisją śledczą ds. PKN Orlen, że Jan Kulczyk, negocjując z Rosjanami sprzedaż Rafinerii Gdańskiej i PKN Orlen, miał upoważnienie prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego.

W trakcie zeznań D. zdecydował, że ze względu na bezpieczeństwo swoje i swojej rodziny chce mówić w obecności mediów. Prokuratura łódzka, w której dyspozycji pozostaje D,. nie wyraziła na to zgody. O tym, co powiedział świadek dziennikarze dowiadywali się od posłów.

Pełnomocnik D. mec. Piotr Kruszyński nie chciał powiedzieć, z której strony płynie to zagrożenie. "Z Polski, z Rosji?" -  pytali dziennikarze. "Nie wolno mi, jako obrońcy, mówić z jakich stron to zagrożenie może nadejść. Ale proszę mi wierzyć, że to mogłoby być zagrożenie całkiem realne" - dodał.

Przesłuchanie D. odbyło się - nie jak inne przesłuchania w Sejmie - ale w największej sali warszawskiego sądu przy al.Solidarności. Bezpieczeństwa  strzegło tutaj kilkunastu zamaskowanych funkcjonariuszy ABW, brygady antyterrorystycznej oraz straży sądowej. Dziennikarze nie dopuszczono nawet pod salę, w której zasiedli posłowie i świadek - mogli obserwować ją tylko zza żelaznej barierki. Przed rozpoczęciem przesłuchania reporterzy mogli jedynie na 5 minut wejść do sali.  

Wbrew wcześniejszym doniesieniom medialnym lobbysta składał zeznania przed komisją. To, że zdecydował się mówić było efektem propozycji, jaką złożyła mu komisja: w zamian za zeznania, posłowie zaapelują do prokuratury o złagodzenie sankcji. Od września ubiegłego roku D. przebywa w areszcie.   

Kruszyński liczy na to, że prokuratura nie będzie wnioskować o przedłużenie aresztu dla D. "Byłem absolutnie za tym, by D. nic nie mówił, ale przy takiej deklaracji politycznej komisji musiałem zmienić taktykę obrony. Nie wyobrażam sobie, by prokuratura bądź sąd, który będzie decydować o ewentualnym przedłużeniu aresztu, nie wzięli pod uwagę stanowiska komisji" - podkreślił.  

Rzeczniczka Prokuratury Apelacyjnej w Łodzi Małgorzata Glapska-Dudkiewicz powiedziała PAP, że komisja nie może żądać od prokuratury uwzględnienia przy wymierzaniu kary tego, że D. zeznawał przed komisją. "O wymiarze kary i ewentualnym wyjściu z aresztu decyduje sąd" - powiedziała, a cała sytuację nazwała paranoją.

Zdaniem Antoniego Macierewicza (RKN), z zeznań Marka D. wynika, że sprawa sprzedaży sektora naftowego w Polsce był z góry zdecydowana na rzecz Rosji. "Decyzja o tym, że to będzie Łukoil zapadła z góry. Chodziło tylko o to, kto i w jakim stopniu będzie korupcyjnie na tym zyskiwał" - dodał.

Według posłów, D. stwierdził, że ma dowody i świadectwa na to, że "Kulczyk ma umocowanie w pałacu prezydenckim i wprost u pana prezydenta". Zbigniew Wassermann (PiS) potwierdził, że D. zeznał, iż Kulczyk powoływał się pełnomocnictwa prezydenta. Wobec tego "pierwszym" z odtajnionych notatek Agencji Wywiadu jest prezydent Aleksander Kwaśniewski - to zdaniem posłów wniosek z przesłuchania D.

Poseł RKN ujawnił też, że D. miał złożyć prokuraturze propozycję, z której wynika, że jest w stanie udowodnić, iż istniała zmowa między Janem Kulczykiem a Łukoilem w związku z planami prywatyzacji sektora naftowego. Prokuratura jednak nie przyjęła propozycji lobbysty, co - zdaniem Macierewicza - stawia ją w "ryzykownym" świetle.

D. miał powiedzieć posłom o dokumencie - jednym z najważniejszych w sprawie Orlenu - którego prokuratura komisji nie dostarczyła.

Według posłów, Marek D. powiedział, że w 2002 r. zwrócili się do niego Kulczyk i były prezes PKN Orlen Zbigniew Wróbel. Poprosili, by skontaktował się z Łukoilem i Władimirem Ałganowem i przekonał ich, że ma on umocowanie polityczne, żeby doprowadzić do sprzedaży Rafinerii Gdańskiej i PKN Orlen, i że to umocowanie polityczne jest od pana prezydenta Kwaśniewskiego.

Jak relacjonował dziennikarzom Giertych, ponieważ Marek D. był doradcą Łukoila, firma weryfikowała u niego listę polityków, których należy skorumpować, by podejmowali określone decyzje w sprawie PKN Orlen. Poseł dodał, że Marek D. nie pamiętał konkretnych nazwisk znajdujących się na liście, jednak zeznał, że osoby te były wskazane przez Jana Kulczyka.

W 2003 roku po zakończeniu misji Marek D. miał otrzymać sygnał od ówczesnego szefa gabinetu prezydenta Marka Ungiera, "by w dalsze sprawy prywatyzacji RG już nie wchodził, że już zrobił swoje". Giertych skomentował jeszcze fakt aresztowania Marka D. we wrześniu ubiegłego roku. Powiedział, że jego zdaniem w ten sposób chciano uniemożliwić zeznania D. przed komisją.

Według Macierewicza, powodem aresztowania Marka D. było uniemożliwienie dywersyfikacji dostaw ropy do Polski. "D. twierdzi, że w dniu zatrzymania go przez ABW miał podpisać kontrakt z kazachską firmą na dostawy ropy, które pokryłyby całe zapotrzebowanie Rafinerii Gdańskiej - czyli ok. 5 mln ton" - powiedział.

Jak relacjonował Macierewicz, podpisanie takiego kontraktu mogłoby "polepszyć polską sytuację, jeśli chodzi o dostawy ropy, ale równocześnie pogorszyłoby możliwości i sytuację Jana Kulczyka". "Marek D. wiąże tę sytuację (zatrzymanie) z działalnością Kancelarii Prezydenta" - powiedział poseł.

Giertych uważa, że przesłuchanie prezydenta (w nadchodzący wtorek) będzie znacznie ciekawsze po zeznaniach D. Ocenił też, że Kwaśniewski będzie musiał stanąć przed komisją dwa lub nawet trzy razy. "Jeśli zostaną uszczegółowione i potwierdzą się zeznania złożone przez D., zgodnie z którymi Kancelaria Prezydenta w sposób zasadniczy wpłynęła na jego aresztowanie, by uniemożliwić dywersyfikację ropy do Polski, to jest to zarzut o olbrzymim ciężarze gatunkowym" - podkreślił z kolei Macierewicz.

Świadek zeznał również, że w połowie lat 90-tych zerwał współpracę z fundacją Jolanty Kwaśniewskiej "Porozumienie bez barier" z powodu "osób, które do tej fundacji przychodziły i wracały mimo tego, że były wypraszane". - wynika z relacji Macierewicza. Poseł dodał, że D. zeznał, iż byli to znajomi pana prezydenta, którzy zasługiwali na bardzo negatywne miano. "Padło sformułowanie dotyczące mokrej roboty" - powiedział poseł.

Marek D. zeznał też, że wie o spotkaniach Jolanty Kwaśniewskiej z firmami, które zabiegały o pomoc polityczną, bądź gospodarczą ze strony państwa w zamian za wsparcie na rzecz "Porozumienia bez barier".

Do zeznań Marka D. z dystansem podchodzi Konstanty Miodowicz (PO). Poseł scharakteryzował je w następujący sposób: "D. jawi się jako osoba, która odgrywała na tym świecie niemal kluczową rolę. Kontaktowała się z najważniejszymi w naszym regionie postaciami. Brakuje mi w tym wszystkim pocztu kardynałów, którzy by byli partnerami do rozmów pana D.".

Miodowicz przyznał jednak, że w przesłuchaniu D. nie brakowało wątków korupcyjnych, które "sugerują korupcyjne zaangażowanie się w niektóre projekty gospodarcze zaplecza politycznego pana prezydenta".

Marek D. zostanie najpewniej wezwany przed komisje ponownie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Polska Agencja Prasowa SA

Polecane