Po dwóch zyskownych latach Kompania Węglowa, największa górnicza spółka, w 2006 roku utraciła rentowność. Według wstępnych danych, jej strata netto za ub.r. wyniosła ok. 60 mln zł. To mniej więcej tyle, ile firma przeznaczyła na świadczenia dla górników z zysku za 2005 rok.
O tym, że wartość wywalczonych przez górnicze związki bonów towarowych dla załogi oraz wysokość ubiegłorocznych strat Kompanii są porównywalne, mówił w środę wiceminister gospodarki Paweł Poncyljusz. W czwartek rzecznik firmy Zbigniew Madej potwierdził, że chodzi o ok. 60 mln zł.
"Na skutek wielu zdarzeń, przede wszystkim naturalnych, ubiegłoroczne wydobycie i sprzedaż węgla były o ok. 2 mln ton mniejsze od planowanego. To oznacza ubytek w przychodach rzędu 300 mln zł i brak zysków z tego tytułu. To wszystko odbiło się na wyniku rocznym", powiedział PAP rzecznik.
Na wyniki finansowe firmy wpłynęły m.in. tragedie w kopalniach "Pokój" i "Halemba" oraz wyłączenie z ruchu trzech ścian wydobywczych w kopalni "Rydułtowy-Anna". W porównaniu do poprzedniego roku spadły też ceny węgla w eksporcie realizowanym drogą morską. Z części tego eksportu firma wycofała się.
Wydanie załodze Kompanii bonów towarowych w lipcu 2006 r. było efektem porozumienia górniczych związków z przedstawicielami rządu i spółek węglowych, osiągniętego po protestach, groźbie strajku i zapowiedzi manifestacji w Warszawie. Górnicy dołowi otrzymali bony wartości 750 zł, pracownicy przeróbki mechanicznej węgla 600 zł, a pracownicy powierzchni kopalń 500 zł. W 2005 roku firma miała 254 mln zł zysku netto.
"Nagrody za wyniki i dobrą pracę w 2005 roku należały się górnikom. Mówienie, że z tego powodu firma zanotowała stratę, jest dla górników krzywdzące. Na dodatek sugeruje się, że za wszystko co złe odpowiadają związki zawodowe. W ten sposób usiłuje się zepchnąć winę za złe zarządzanie i gorsze wyniki", skomentował wiceszef Związku Zawodowego Górników w Polsce Wacław Czerkawski.
Jego zdaniem, z danych wynika, że w ubiegłym roku nie nastąpił krach na rynku węgla, a ruch cen tego surowca był nieznaczny. "Należy więc zapytać, co się takiego stało, że wyniki aż tak się pogorszyły. Na pewno nie jest to winą związków", dodał Czerkawski.
Z danych Kompanii wynika, że choć po raz pierwszy zanotowała ona stratę w miesiącach letnich, kiedy sprzedaż węgla tradycyjnie spada, to w końcu listopada jej zysk netto wynosił 28,7 mln zł (wobec zysku z samej tylko sprzedaży węgla rzędu 128,7 mln zł). Strata w grudniu to m.in. efekt spadku cen węgla, kłopotów w kopalni Rydułtowy-Anna oraz wypłaty ponad 67-tysięcznej załodze tzw. barbórki, równej dodatkowej pensji.
Przedstawiciele Kompanii Węglowej podkreślają, że luka finansowa wiąże się m.in. z brakiem przewidzianego w rządowym programie dla górnictwa dokapitalizowania wartości ok. 400 mln zł. Firma po raz kolejny zwróciła się w tej sprawie do resortu skarbu.
W środę wiceminister Poncyljusz mówił, że czynione są starania, aby Kompania otrzymała "realne pieniądze". Jedną z możliwości byłaby sprzedaż akcji Ciechu, które otrzymała w ramach poprzedniego rządowego dokapitalizowania. Wówczas były warte 281 mln zł, obecnie ok. 700 mln zł.
"Depozytariuszem tych akcji jest Ministerstwo Skarbu Państwa i to ono zdecyduje w sprawie przyszłości tych walorów. Ze swojej strony Kompania przypomina jedynie o potrzebnie realizacji dokapitalizowania na przewidywanym wcześniej poziomie", powiedział Madej.
Aby poprawić efektywność, Kompania Węglowa planuje zmiany w swojej strukturze. W lutym kopalnie zostaną zgrupowane w 4 centrach wydobywczych, na szczeblu których będą m.in. organizowane przetargi i podejmowane decyzje dotyczące produkcji. Wiele zadań wykonywanych dotąd w kopalniach przejmą dyrekcje centrów oraz centrala Kompanii.
(PAP)