Komu bije dzwon

Jacek Zalewski
01-08-2006, 00:00

Obchody 62. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego są autentycznym osiągnięciem marketingu patriotycznego. Tym cenniejszym, że po jubileuszowej pompie 60. rocznicy sprzed dwóch lat można się było spodziewać 1 sierpnia pewnego przesilenia i naturalnego obniżenia temperatury (duchowej) uroczystości.

Zdobywanie powstańczych punktów przez głowę państwa wydaje się oczywiste. Mimo licznych prób medialnych Lech Kaczyński nie może sobie poradzić z nijakością swojej prezydentury, zatem nawiązuje do dnia największego triumfu — czyli otwarcia Muzeum Powstania Warszawskiego w sobotę 31 lipca 2004 r. W kategoriach ludzkich tamto osiągnięcie było bardziej znaczące niż wygranie wyścigu o fotel prezydenta RP — albowiem nie wywołujące żadnych skojarzeń negatywnych, czego absolutnie nie można powiedzieć o wieczorze wyborczym 23 października 2005 r. I dzisiaj nie ma Polaka, który kwestionowałby prawdę, iż 1 sierpnia o godzinie „W” przy pomniku Gloria Victis na wojskowych Powązkach prezydent Lech Kaczyński jest „u siebie”.

Zdumiewa natomiast, że do powstańczych obchodów tak demonstracyjnie podłącza się również premier Jarosław Kaczyński. Zaledwie dwa tygodnie temu obaj bracia uzgodnili bezprecedensową nieobecność prezydenta RP podczas sejmowego exposé prezesa Rady Ministrów, aby... uniemożliwić złośliwym mediom rozpraszanie uwagi słuchaczy naprzemiennym pokazywaniem bliźniaków! Widocznie transmisji z uroczystości powstańczych taka klauzula nie dotyczy.

Premierowi wygodniej zdobywać punkty na przeszłości, albowiem wytyczenie jasnych perspektyw rozwojowych dla Polski przychodzi mu z trudem. Jeśli dzisiaj, już na spokojnie, exposé odcedzi się z frazesów, to konkretów pozostaje tyle co nic. Jednym z niewielu jest ujawnione ostatnio największe marzenie Jarosława Kaczyńskiego o zostawieniu po sobie... silnej partii! To nie żart — taka jest odpowiedź szefa rządu wielkiego państwa Unii Europejskiej na cywilizacyjne wyzwania XXI wieku. Kłania się XVII-wieczny angielski poeta John Donne, którego motto zapożyczył i spopularyzował Ernest Hemingway: „nie pytaj, komu bije dzwon — bije on tobie”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Komu bije dzwon