Koniec nieładu w spółkach skarbu

Tomasz Siemieniec, JK
opublikowano: 2010-06-01 00:00

Jedenastka Jana Krzysztofa Bieleckiego przecina pępowinę łączącą polityków z państwowymi spółkami.

Rada Gospodarcza przy premierze potrzebowała zaledwie dwóch miesięcy, żeby przygotować pierwszą rewolucję w gospodarce

Jedenastka Jana Krzysztofa Bieleckiego przecina pępowinę łączącą polityków z państwowymi spółkami.

Premier Donald Tusk i minister skarbu Aleksander Grad poznali założenia pierwszego projektu powołanej do życia 9 marca Rady Gospodarczej przy premierze. Pierworodnym dzieckiem "jedenastki" pod przewodnictwem Jana Krzysztofa Bieleckiego jest rewolucja w zarządzaniu spółkami skarbu państwa, która przetnie — raz na zawsze — pępowinę łączącą je ze światem polityki i sprawi, że państwowym majątkiem będą zarządzali specjaliści takiej samej klasy jak w prywatnych firmach.

— Nie wyważamy otwartych drzwi. Sprawdziliśmy zasady ładu korporacyjnego i najlepsze praktyki w różnych państwach. Zaczerpnęliśmy z nich to, co najlepsze, i dostosowaliśmy do polskich warunków. Dyskutowaliśmy listę kilkunastu kluczowych zasad, które powinny obowiązywać w spółkach skarbu państwa, i mamy pełne przekonanie, że ich wdrożenie podniesie ich wartość — mówi Mateusz Morawiecki, członek Rady Gospodarczej.

Kręgosłupem całego przedsięwzięcia jest:

1Komitet Nominacji

W jego skład weszłoby 10-15 niekwestionowanych autorytetów z kraju i zagranicy.

— Będą to osoby z wielkim doświadczeniem w biznesie, niezależne, z mocnym kręgosłupem moralnym, gotowe do ciężkiej pracy na rzecz kraju na pełnym etacie, które otrzymają za to wynagrodzenie. Będą to jednak osoby, które już zarobiły w życiu tyle, że są spokojne o swój byt materialny i chcą coś dobrego zrobić dla Polski — mówi Jan Krzysztof Bielecki.

Komitet Nominacji ma decydować o wyborze członków rad nadzorczych wszystkich spółek skarbu państwa. Teraz decydują o tym walne tych firm, czyli w praktyce minister skarbu i — znacznie rzadziej — ministrowie gospodarki, infrastruktury, środowiska i zdrowia.

— Komitet musi być całkowicie apolityczny, kadencyjny. Politycy nie będą mogli odwoływać jego członków. Dlatego ideałem jest osiągnięcie konsensusu politycznego przy wyborze jego członków — mówi Adam Jasser, minister w Kancelarii Premiera.

Zadaniem komitetu będzie stworzenie zasobu kadrowego, z którego będą wyłaniani kandydaci do rad nadzorczych spółek skarbu. Kto ma szansę się w nim znaleźć?

— Doświadczeni menedżerowie z różnych branż, uznani prawnicy, audytorzy, rewidenci, finansiści, doradcy inwestycyjni. Raczej niezbyt młodzi, którzy będą tę pracę traktować jako coś w rodzaju służby cywilnej, mogąc poświęcić jej kilkanaście godzin tygodniowo.

Na pierwszy rzut oka ludzi spełniających te kryteria można w Polsce policzyć na palcach dwóch rąk.

— Nie jest tak źle. Dam przykład: w każdej z firm wielkiej czwórki pracuje około tysiąca osób, a 90 proc. stanowią Polacy. Wśród nich jest wielu profesjonalistów z kilkunastoletnim doświadczeniem. Nie zasiadają obecnie w radach, bo są one upolitycznione, nieprofesjonalne i płacą 2,5 tys. zł miesięcznie — mówi Mateusz Morawiecki.

W radach nadzorczych spółek skarbu państwa zasiada 1615 jego przedstawicieli. Każdy z nich musi spełnić jedno z kryteriów: zdać egzamin na członka rady nadzorczej, mieć stopień naukowy doktora nauk prawnych lub nauk ekonomicznych lub być wpisany na listę radców prawnych, adwokatów, biegłych rewidentów lub doradców inwestycyjnych.

— Te kryteria są dziurawe. Egzaminy zdają niekompetentni pociotkowie lokalnych polityków, mamy też profesorów teoretyków, a także całkiem nieźle wykształconych doktorów i naukowców, ale z zerowym doświadczeniem w biznesie. W największych spółkach skarbu państwa ze świecą szukać fachowców — mówi prezes dużej spółki skarbu państwa.

Wprowadzenie nowych kryteriów oznacza wymianę znacznej części dotychczasowych kadr. Przedstawiciele Rady Gospodarczej nie widzą innej drogi, jeśli w najważniejszych spółkach skarbu mają zasiadać kompetentne osoby, i nie mają złudzeń, że kompleksowa zmiana warty może zabrać nawet dwa lata. Tych, którzy spełnią kryteria i przejdą weryfikację, czeka nagroda.

2Komitet Audytu i Komitet Nominacji i Wynagrodzeń

Członkowie rad nadzorczych będą poświęcali spółce o wiele więcej czasu niż obecnie i będą lepiej wynagradzani. Szefowie rady powinni wręcz dostać kawałek etatu w firmie.

— Taki model sprawdza się w wielu zachodnich krajach, bo praca w radzie to ogromna odpowiedzialność: kodeksowa, moralna i finansowa. W Polsce szefowie nadzoru są w firmie od święta, a mają być stale i na bieżąco wiedzieć, co piszczy w trawie — uważa Jan Krzysztof Bielecki.

Oczywiście nie chodzi tylko o liczbę przepracowanych godzin, ale także o ich jakość. Dlatego w każdej radzie nadzorczej zostanie powołany Komitet Audytu składający się minimum z dwóch członków rady. Będzie miał ściśle określone obowiązki i będzie z nich rozliczany. Jednym z jego zadań będzie weryfikowanie prac audytu wewnętrznego. Komitet Audytu to kluczowa instytucja każdej profesjonalnej rady nadzorczej, który dba o jakość ksiąg, nadzór nad kluczowymi rodzajami ryzyk biznesowego i operacyjnego oraz nad przestrzeganiem zasad ładu korporacyjnego w firmach. Kolejnym zadaniem dla rady będzie powołanie Komitetu Nominacji i Wynagrodzeń.

Na jego czele będzie stał szef rady. Komitet ustali zasady wynagrodzeń zarządów i głównych menedżerów oraz system motywacyjny dla nich.

— Zarząd będzie miał wyznaczone precyzyjnie cele i ściśle powiązane z nimi pensje i bonusy. Jeśli zrealizuje kluczowe wskaźniki efektywności, zarobi dobrze. Taki system powinien obowiązywać w 50-100 kluczowych firmach — wyjaśnia Matusz Morawiecki.

Ceną za rynkową pensję będzie m. in.:

3Pełna przejrzystość firm i ludzi

Rada Gospodarcza proponuje, aby wszystkie państwowe spółki podlegały takim samym zasadom sprawozdawczym i ładu korporacyjnego jak spółki giełdowe.

— Profesjonalni menedżerowie nie będą mieli z tym najmniejszego problemu. Nie mówimy przecież o ujawnianiu tajemnicy handlowej — twierdzi Mateusz Morawiecki.

Spółki będą przejrzyste, ale będziemy też wiedzieć wszystko o ich władzach. Powstanie baza danych osób zasiadających w zarządach i radach nadzorczych. Będzie zawierała informacje m.in. o przebiegu kariery zawodowej.

— Dzięki takim zasadom Rada Gospodarcza chce wyeliminować patologie. Teraz zdarza się, że jeden człowiek zasiada w kilku radach nadzorczych skrajnie różnych spółek: chemicznej, ubezpieczeniowej, transportowej i windykacyjnej. Czy to oznacza, że jest ekspertem w tych branżach, czy po prostu ma szerokie plecy — pyta prezes dużej firmy giełdowej.

To niejedyny bat na koneksje, nepotyzm i inne tego typu patologie. Powstanie:

 

4Rejestr Interwencji

Jedną z największych bolączek władz spółek skarbu państwa są dziesiątki, jeśli nie setki, telefonów od polityków różnej proweniencji. Chodzi o mniej lub bardziej subtelne naciski w sprawie wsparcia, rekrutacji, pomocy, dofinansowania. Rada Gospodarcza chce narzucić na członków zarządów i rad nadzorczych obowiązek prowadzenia Rejestru Interwencji.

— Politycy mogą dzwonić do menedżerów, ale każda rozmowa, e-mail znajdzie się w ewidencji. Ten obowiązek będzie wpisany w umowę o pracę lub kontrakt wszystkich członków zarządu i rad. Niedopełnienie tego obowiązku będzie skutkowało utratą pracy — mówi przewodniczący Rady Gospodarczej.

Jak Krzysztof Bielecki i jego drużyna są przekonani, że w ten sposób wyeliminują 90 proc. interwencji.

Powołując Radę Gospodarczą, premier Tusk powiedział, że "potrzebujemy umysłów niezależnych i bez rutynowych, urzędowych zobowiązań". Projekt nowego ładu w spółkach skarbu państwa jest odpowiedzią na to zapotrzebowanie.

Ład obecny

6 grudnia 2007 r. Aleksander Grad, minister skarbu, przedstawił plan odpolitycznienia spółek skarbu państwa. Wydał zarządzenie (nr 45), które wprowadziło nowe zasady nadzoru właścicielskiego. Członków rad nadzorczych wskazuje minister skarbu po przeprowadzeniu otwartego postępowania kwalifikacyjnego (konkursowego).

Zgłoszenia kandydatów analizuje trzyosobowa komisja i przedstawia ministrowi listę kandydatów dwukrotnie przekraczającą liczbę stanowisk do obsadzenia. Osobom, które nie zakwalifikują się do tej "krótkiej" listy, nie przysługuje odwołanie i nie są one informowane o wynikach postępowania. Minister skarbu powołuje członków rad nadzorczych z owej "krótkiej" listy.

Nowe zasady wyboru proponowane przez Radę Gospodarczą pozbawiłyby ministra skarbu wpływu na skład rad nadzorczych.

Komentarze

Komitet nominacji

Powołanie takiego komitetu nie daje żadnych szans na odpolitycznienie zarządów i rad nadzorczych spółek skarbu państwa. Zresztą nigdzie na świecie to się nie udało. A np. w Izraelu istnieje pełne upolitycznienie i nikt z tego nie robi problemu.

Pomysł, o którym mówimy, byłby zamianą jednej biurokracji na inną: ministerialnej na zupełnie nową. Dziś za nominacje odpowiada premier i minister skarbu, a przed kim odpowiadaliby za swoje wybory członkowie Komitetu Nominacji? Przecież taka "rada mędrców" byłaby powoływana przez polityków. Doszłoby więc do innej formy upolitycznienia. Już lepiej pozostawić obecne piekiełko, z jasną polityczną odpowiedzialnością premiera i ministra skarbu. Niech im media patrzą na ręce. Nie twórzmy nowych utopii.

dr Rafał Chwedoruk

politolog, Uniwersytet Warszawski

Komitet wynagrodzeń

Oczywiście do zadań rady nadzorczej powinno należeć ustalanie zasad wynagrodzeń zarządów i kluczowych menedżerów oraz systemu motywacji do realizacji zadań przedsiębiorstwa. Jednak patologią jest, i zapewne będzie, ustalanie dużych wynagrodzeń za osiąganie dobrych wyników w okresach krótkoterminowych. Na koniec roku bardzo często dochodzi do kreatywnej księgowości w celu podrasowania wyników i spełnienia wymogów do wzięcia premii czy innych bonusów. Nie widzę powodów, aby to się miało nagle zmienić. Zasady premiowania powinny być ustalane na dłuższe okresy i realizację zadań strategicznych. Powoływanie nowych ciał w ramach rad nadzorczych to nieporozumienie. Wszystkie kolejne rządy robiły wszystko zamiast prywatyzacji.

Andrzej Sadowski

wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha

Pełna przejrzystość firm i ludzi

Miałaby powstać jakaś nowa baza danych o osobach zasiadających w zarządach i radach nadzorczych spółek z udziałem skarbu państwa? Bez sensu. Przecież już obecnie spółki zamieszczają takie informacje na swoich stronach internetowych. Nie rozumiem wyważania otwartych drzwi. Nie znam większej firmy, która nie miałaby strony internetowej, z której można dowiedzieć się o jej władzach. Może niektóre nie podają informacji o radach nadzorczych, ale wystarczy im nakazać ujawnianie tych osób wraz z krótkim zarysem ich kariery zawodowej. Ale jakieś specjalne rejestry? A może niedługo będą musieli ujawniać swoje majątki? I to wszystko w celu sprawdzenia, czy nie mają nic wspólnego z politykami? Ja znam się z wieloma politykami, także z premierem Pawlakiem i ministrem Gradem. Czy z tego powodu nie mógłbym wejść do rady nadzorczej spółki skarbu państwa? Absurd. A zasiadam w radach spółek giełdowych.

Andrzej Malinowski

prezydent Konfederacji Pracodawców Polskich

Rejestr interwencji

Obowiązek rejestrowania przez członka zarządu czy rady nadzorczej każdego telefonu od polityka to półśrodek, który, niestety, nie doprowadzi do celu. Ten pomysł nie wyeliminuje takich kontaktów. One po prostu będą prowadzone w ukryciu. Dopóki miejsca we władzach takich spółek będą obsadzane przez partie polityczne, osoby takie będą uzależnione od polityków. Nie ma mowy, aby rządzące partie polityczne zrezygnowały z realizacji swoich celów w spółkach i przestały ingerować w wybór ich władz. Ten pomysł pozostanie w sferze teorii. Jedyną metodą odpolitycznienia jest pełna prywatyzacja.

Notował Jarosław Królak

prof. Kazimierz Kik

politolog, wiceprzewodniczący Komitetu Nauk Politycznych PAN