Konsumpcja zza Buga ratuje Polskę Wschodnią

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2010-06-21 00:00

Rynek turystyki zakupowej przy wschodniej granicy jest wart 2 mld zł rocznie. I błyskawicznie rośnie.

Rynek turystyki zakupowej przy wschodniej granicy jest wart 2 mld zł rocznie. I błyskawicznie rośnie.

Konsumenci zza wschodniej granicy nakręcają gospodarkę Polski Wschodniej. Jak wynika z danych Urzędu Statystycznego w Rzeszowie, cudzoziemcy przyjeżdżający do Polski z Ukrainy, Białorusi i Rosji zostawili u nas w ubiegłym roku 1,98 mld zł — to rynek stanowiący 5 proc. całej sprzedaży detalicznej we wschodnich województwach.

— Na terenach przygranicznych na wschodzie tworzy się nowa silna strefa gospodarcza, z własną charakterystyką i gęstą siecią wzajemnych relacji z partnerami ze Wschodu — mówi Wiesław Łagodziński, radca generalny prezesa Głównego Urzędu Statystycznego.

Co więcej, wydatki przyjezdnych konsumentów rosną w imponującym tempie. W I kwartale 2010 r. cudzoziemcy, którzy przekroczyli granicę polsko-ukraińską (tylko tam badania trwają wystarczająco długo), wydali o 17,8 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

— O skali generowanego w ten sposób popytu może świadczyć fakt, że wydatki Ukraińców w Polsce odpowiadają już 16 proc. całego naszego eksportu na Ukrainę. To jest coraz bardziej znaczący impuls dla polskich producentów — mówi Marek Cierpiał-Wolan, dyrektor Urzędu Statystycznego w Rzeszowie.

Klienci ze Wschodu przyjeżdżają do Polski głównie po materiały budowlane (24 proc. wszystkich wydatków), żywność (16,4 proc.), sprzęt AGD (13 proc.), sprzęt RTV (8,9 proc.) i ubrania (7,9 proc.). Nakręcana dzięki tym wydatkom koniunktura już przekłada się na poziom życia mieszkańców terenów przygranicznych.

— Widzimy ten wpływ w twardych danych. W powiatach położonych niedaleko wschodniej granicy występuje wyższa niż w reszcie kraju dynamika nowo powstających firm i zatrudnienia. Wyższa jest też liczba zgłoszeń meldunkowych, czyli ludzie chętniej się tam zasiedlają. Szybciej niż w innych powiatach swoich województw rosną też dochody tamtejszych samorządów — mówi Marek Cierpiał-Wolan.

Nieco wolniej niż przeciętnie w kraju rosną tam natomiast pensje. Statystycy z Rzeszowa tłumaczą to tym, że na terenach przygranicznych zatrudnianych jest coraz więcej cudzoziemców, a ci akceptują niższe wynagrodzenie.

— Na tych terenach widzimy ponadprzeciętny wzrost wydawanych pozwoleń na pracę dla cudzoziemców — zaznacza Marek Cierpiał-Wolan.